wtorek, 7 lipca 2020

Zew Cthulhu RPG - pierwsze wrażenia

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2020/07/zew-cthulhu-rpg-pierwsze-wrazenia.html
Pierwsze podejście do Zewu Cthulhu za nami! Przed rozgrywką nie udało mi się przyswoić całego liczącego prawie 500 stron podręcznika, jednak przeczytałem tyle, że czułem się gotowy na starcie z Przedwiecznymi. A raczej z moimi graczami, w prostym, wprowadzającym scenariuszu pt. Mroczna Latarnia.
 
Dłuższą chwilę zajęło mi skrótowe przytoczenie zasad, wyjaśnienie jak działają testy, przerzuty (forsowanie), walka. Gracze nie mieli zbyt wielu pytań, raczej wszystko było jasne i zrozumiałe, w kontraście do FATE'a, w którego graliśmy jakiś czas temu. Po stronie graczy wszystko (no, poza współpracą, ale to już inna historia) przebiegało więc w porządku. Gdzieś tam w trakcie partii przypomniałem jeszcze o kilku rzeczach, np. możliwości korzystania ze szczęścia, ale cała partia przebiegła sprawnie. No i na początku mieliśmy rozkminę jak właściwie traktować wyniki na dwóch k10 robiących za k100 ;). Po kilku minutach udało się jednak dojść do porozumienia, a wszystkiemu winna była kostka jednego z graczy.

Od strony mistrza gry czy też Strażnika Tajemnic nie było już tak kolorowo. Przede wszystkim kilka zapisów z podręcznika było dla mnie niejasnych, zarówno ze względu na opisy, jak i ich umiejscowienie w książce. Sesja pokazała co muszę przeczytać jeszcze raz, które fragmenty oznaczyć karteczkami, by móc szybko do nich wracać i nad jakimi zasadami warto się skupić przed kolejnym podejściem. Do tego materiału do ogarnięcia jest sporo, a odpuściłem sobie cały rozdział o magii, dużą część tworzenia postaci, dokładne opisy umiejętności i tabelki. Podręcznik Badacza tylko przekartkowałem, nawet nie brałem się za lekturę tła historycznego XX w.

Największe problemy sprawiła mi poczytalność i walka. Przy pierwszej nie dość, że na początku zapominałem o reakcji badacza na nieudany test, to jeszcze miałem problem z ogarnięciem różnic między niepoczytalnością czasową i chwilową (ten fragment muszę dokładnie przeczytać ponownie). Widzę też, że przed następną partią muszę przysiąść do zasad walki. Jedno-dwa starcia obecne w scenariuszu wypadły nudno i mało emocjonująco pod względem mechaniki, szczególnie gdy ani bohater ani potwór nie mogli w nic trafić. Nie pomagał też ekran gracza, który jest dość niski i ma naprawdę niewielkie napisy. W lekko przyciemnionym pomieszczeniu miałem problemy, by dostrzec treść, nawet gdy postawiłem go pod kątem tak, by nie zniżać się do jego poziomu. Muszę pomyśleć nad jakimś oświetleniem, które postawię za ekranem.

Przy pierwszym kontakcie mechanika Zewu Cthulhu jednak spodobała mi się na tyle, że zamówiłem już książkę ze scenariuszami. Dobrze sprawdza się mechanizm forsowania, a konsekwencje znane przed rzutem dodają wg mnie emocji turlaniu. Przy lepszym wykorzystaniu poczytalności również ten element zacznie pewnie odgrywać ważną rolę - tutaj też liczę na graczy i ich odgrywanie. Z niecierpliwością czekam jednak na kolejną sesję i liczę, że wypadnie lepiej niż pierwsza.
 
Pod względem fabuły i klimatu Zew Cthulhu wypadł świetnie. Nie jestem wielkim fanem planszówek w tym uniwersum, a jednak erpeg sprawdził się naprawdę dobrze. Na dniach postaram się wrzucić krótki opis scenariusza i tego, jak poszło w nim moim graczom.
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza