środa, 27 maja 2020

Ishtar. Ogrody Babilonu - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2020/05/ishtar-ogrody-babilonu-recenzja.html
Ishtar to gra zaprojektowana przez Bruna Cathalę i Evana Singha. Wizualnie kojarzy się trochę z Pięcioma Klanami, a i w rozgrywce czuć nieco podobieństwa, chociaż mechanicznie jest to inna gra...

Wiek: 14+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: około 45 minut
Wydawca: Portal Games
Tematyka: starożytność, ogrodnictwo 
Główna mechanika: dokładanie kafelków, kontrola obszarów
BGG: Ishtar: Gardens of Babylon




Grę przekazało nam wydawnictwo Portal.


Opinia:

Wiktor:

W tytule dokładamy kafelki na planszę oraz zbieramy kryształy, za które kupujemy później dające punkty drzewa. Na planszy pojawiają się też nasze meeple (które oznaczają zajęte tereny) oraz wspomniane wcześniej drzewa, tym razem nie w postaci kart (te zabierają gracze), a drewnianych znaczników. Punkty zdobywa się za zebrane drzewa, zajmowane trawniki z kwiatami i sąsiedztwo z fontannami.

Ishtar jest grą ładną, chociaż ma bardziej stonowaną kolorystykę, niż się spodziewałem (głównie kafelki planszy). Sprawia to, że nie wywołuje aż takiego zdumienia, na jakie nastawiałem się zanim ją dostaliśmy. W pudełku jest sporo zawartości, nie zabrakło też notesu do liczenia punktów. Zasady gry plasują się na średnim poziomie trudności, chociaż ramka opisująca kwietniki, ogrody i ich zależności potrafi namotać. Niemal przed każdą partią musiałem do niej zaglądać.

Urozmaiceniem rozgrywki są umiejętności specjalne, z których można skorzystać po dołożeniu jednego ze specjalnych kafelków ogrodu (oznaczonego odpowiednią ikonką). Pozwalają one na wystawianie swoich meepli celem przejmowania kontroli nad kwietnikami lub odpalenie jednej z widocznych na płytce gracza zdolności. Te zapewniają kryształy, nowe sposoby punktowania na koniec partii, dają dostęp do rezerwowania kafelków lub drzew itd. W grze podobał mi się swoisty motyw kontroli obszarów, polegający na zdobywaniu przewagi przy fontannach. Te, zależnie od koloru, zapewniały różną liczbę punków, więc nieraz w rywalizacja toczyła się o tę najbardziej opłacalną, a w innych wypadkach gracze rozpierzchali się po planszy i każdy chwytał co się dało, szansy na wygraną upatrując w drzewach oraz kwietnikach. Mimo kilku sposobów na zdobywanie punktów (były jeszcze te z ulepszeń z planszetki) cały ten system jednak jakoś nie współgrał  - osobno metody punktowania wypadały dobrze, po zmiksowaniu ich sprawiały wrażenie nieco sztucznego systemu.

Ishtar to tytuł z tych lżejszych, jednak zupełni laicy w temacie mogą się przy nim trochę natrudzić (ze względu na wspomnianą instrukcję). Zabawa nie wymaga raczej strategicznego, długofalowego planowania, jednak kombinowanie gdzie ułożyć swój kafelek, by zgarnąć jak najwięcej kryształów - i przy okazji nie ułatwić sprawy przeciwnikom - potrafi nieraz zająć chwilę. Zdarzało mi się pozamulać podczas rozgrywek.

Po Ishtarze nie spodziewałem się żadnych mechanicznych czarów i zaskoczeń, żadnych też nie dostałem. Mechanicznie wszystko działa tak, jak powinno, jednak patrząc na tytuły autorstwa Cathali, które poznałem, ten plasuje się gdzieś u dołu listy. Zabrakło czegoś, co przyciągałoby na dłużej, sprawiało, że planszówka zapadnie w pamięć, a po wieczornej partyjce będę czekał na kolejną rozważając, co mogłem zrobić inaczej. Ishtar porusza podobne struny co Pięć Klanów, jednak wg mnie obie gry dzieli przepaść, a korzystniej wypada starsza gra tego autora.
Trudno mi określić czego zabrakło w Ishtarze, po prostu całość jakoś mi się nie kleiła. Wydaje mi się, że zbyt mały nacisk położono na zdolności odblokowywane na planszetkach graczy. Przez to skupialiśmy się raczej na tym, co działo się na planszy, niż na zdobywaniu nowych sposobów punktowania. Tym bardziej, że ikony nie były specjalnie intuicyjne i co jakiś czas trzeba było sprawdzać o co w danej umiejętności tak naprawdę chodzi.

Kasia:

Gra skryta w pudełku z intrygującą, stylową grafiką prezentuje nieco inny styl niż można się początkowo spodziewać. Znalazłam tam bowiem dużo kolorowych elementów, między innymi: wór kryształków, drewniane meeple asystentów i fantazyjne drzewa. Do tego elegancka wypraska, a wszystko wykonane bardzo porządnie, nie ma więc na co narzekać.

Reguły są zasadniczo dość proste, choć zarówno nazewnictwo zastosowane w grze (kwietniki, pola kwiatów, kafle roślinności, ogrody - wszystko to mi się mieszało), jak i symbolika na planszetkach graczy, nie są niestety najbardziej intuicyjne. Za każdym razem wracając do gry po jakimś czasie musiałam sobie wszystko na nowo przypominać (na szczęście do instrukcji dodano kartkę, na której pola z planszetki zostały dokładnie rozpisane).

Kolorystyka gry i duża liczba różnorodnych komponentów wiąże się z tym, że obszar gry zaczyna się stopniowo zapełniać coraz bardziej złożoną mozaiką barw i wzorów. Z czasem coraz trudniej jest więc kontrolować sytuację analizując jak idzie poszczególnym graczom, kto gdzie ma kontrolę. Nie jest wcale trudno popełnić błąd, dokładając drzewo czy kafel w niekoniecznie najbardziej optymalnym miejscu. Trzeba więc zachowywać czujność. Nie dajcie się też zwieść radosnej kolorystyce i spokojnemu ogrodniczemu tematowi (który swoją drogą nie jest wyczuwalny podczas partii). Jeśli bowiem przy stole będzie jakiś zwolennik zaczepnego stylu gry, to jest tu pole do utrudniania sobie życia (może nie jakoś dramatycznie, ale coś tam można popsuć).

Dywan (planszetka) to najbrzydsza część gry.
Nie ma tu raczej natomiast miejsca na snucie bardzo dalekosiężnych planów, zasadniczo skupiamy się na tym, by jak najlepiej wykorzystać sytuację, którą zastaniemy w swojej rundzie. Choć zakup droższego drzewa może wymagać kliku tur, by uzbierać odpowiednich kryształków. Powiedziałabym więc, że planowanie jest tu krótko- i średniodystansowe.

Największym plusem gry jest chyba jej regrywalność. Modularna plansza, której wielkość dopasowuje się do liczby graczy, a którą budujemy z dwustronnych kafli sprawia, że rozkład kryształków jest zawsze nieco inny. Nie da się więc stosować sprawdzonych ruchów, tym bardziej ze względu na nieprzewidywalność działań rywali.

Od samego początku jakoś nie przemawiał do mnie sposób punktacji, więc grałam lekko go ignorując. Po prostu czasem tak mam, że "nie czuję" danej gry. Nie umiem przyswoić jej mechaniki na tyle, by stała się ona dla mnie czymś naturalnym i bym potrafiła w 100% zaangażować się w zabawę. I choć w sumie mechanice Ishtara nie mogę nic zarzucić, bo wszystko tu działa (a do tego gra nie jest wcale trudna), to zwyczajnie nie ma między nami chemii. Jest poprawnie, ładnie i kolorowo, ale zwyczajnie nie iskrzy. Mam wrażenie, jakby gra zbyt szybko się kończyła, a jednocześnie wcale jakoś mnie nie ciągnie, by siedzieć nad nią dłużej. Zauważyłam, że gry Cathali albo mnie w całości kupują (jak Kingdomimo czy 7 Cudów Świata: Pojedynek), albo pozostawiają mnie obojętną czy wręcz lekko rozczarowaną (jak np. Yamatai czy właśnie Ishtar).

Ocena Wiktora: 6/10

Ocena Kasi: 6/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Ishtar we dwoje działa, i to bez żadnych specjalnych trybów, zasad i zmian. Rywalizacja jest jednak nieco inna, bo znika z niej swojego rodzaju chaos, który widoczny jest przy większej liczbie graczy. Zdecydowanie łatwiej kontrolować poczynania jednego przeciwnika i na nie odpowiadać, a na planszy jest luźniej - zdarza się, że wystarczy jeden kafelek kwiatów, by zyskać przewagę przy fontannie i zdobyć punkty bez żadnej rywalizacji o nie. Muszę przyznać, że ten nieco "szachowy" charakter Ishtara nie przemawia do mnie jakoś wyjątkowo i bardziej podobały mi się partie w większym gronie. Gra we dwoje jest poprawna, jednak brakuje jej tego czegoś, co wyróżniałoby ją spośród innych tytułów, które umożliwiają zabawę we dwoje.

Kasia:

Jak już wspomniałam, przygotowując rozgrywkę wielkość pola gry (a także liczba kafelków określających długość zabawy) dopasowuje się do liczebności graczy. Pozostałe zasady i ogólne odczucia z gry pozostają jednak niezmienne. Jak wspomniał Wiktor we dwoje nieco łatwiej jest kontrolować sytuację na planszy i bieżącą (potencjalną) punktację swoją i przeciwnika. Nie czułam braku dodatkowych rywali, choć fakt, że graliśmy tylko w parze nie sprawił, że gra nagle stała się fantastyczna. Było jednak jak najbardziej w porządku.

Ocena Wiktora: 5,5/10

Ocena Kasi: 6/10

Ocena:

Wiktor:

Ishtar jest jednym z tych tytułów, o których trudno mi się rozpisywać, bo wpisuje się do kategorii poprawnych gier euro. Siadałem do niego bez narzekania, jednak mając trochę przerwy między ostatnią partią, a rozpoczęciem pisania recenzji musiałem odświeżyć sobie rozgrywkę, bo nic szczególnego z niej nie zapadło mi w pamięć.

Jeśli lubicie poznawać nowe gry albo jesteście fanami Cathali, to można spędzić przy niej trochę czasu. Jeśli w planszówkach szukacie oryginalności, innowacji i efektu WOW, to raczej ich tutaj nie znajdziecie.

Kasia:

Choć wygląda dość uroczo, Ishtar to gra jakich wiele, niczym szczególnym się w mojej opinii nie wyróżniła na tyle, bym myślała o niej pomiędzy rozgrywkami. Nie dała mi też powodu, żebym to akurat ją proponowała podczas wybierania planszówek na wieczór. Nie chcę jednak, byście uznali, że to zła gra jest. Absolutnie nie! Jest w porządku, ale zwyczajnie nic ponad to. To kolejna dobra gra, która na dłuższą metę zginie pod dziesiątkami lepszych.

  • Dla kogo?
Dla: grających początkujących i średnio zaawansowanych; fanów Cathali; miłośników poznawania nowych gier euro

Przypomina nam: trochę Pięć Klanów

Cechy:

  • poprawne, działające euro
  • tryb dwuosobowy bez zmian w zasadach i specjalnych modułów

Plusy:

  • ładna
  • sporo różnych komponentów
  • regrywalna 

Minusy:

  • niezbyt intuicyjna ikonografia i nazewnictwo
  • nieco zamotana instrukcja, do której trzeba co jakiś czas zaglądać
  • zbyt mały nacisk na ulepszenia i ich planszetkę
  • mało przekonywający i angażujący system punktowania

Grę przekazało nam wydawnictwo Portal. Dziękujemy!

http://portalgames.pl/pl/

1 komentarz:

  1. Uważajcie na powtórzenia: "to zwyczajnie nie ma między nami chemii. Jest poprawnie, ładnie i kolorowo, ale zwyczajnie nie iskrzy."

    OdpowiedzUsuń