czwartek, 23 stycznia 2020

Karczma pod Pękatym Kuflem - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2020/01/karczma-pod-pekatym-kuflem-recenzja.html
Karczmę pod Pękatym Kuflem poznaliśmy na Festiwalu Gramy. Gdy usłyszałem, że to euro z kostkami, w którym jest dużo losowości przed oczami pojawił mi się Grand Austria Hotel i nawet próbowałem wykręcić się od partii. Kasia jednak mnie namówiła i zagrałem...

Wiek: 12+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: około 60 minut
Wydawca: G3
Tematyka: karczma
Główna mechanika: budowanie talii, zarządzanie kośćmi
BGG: The Taverns of Tiefenthal

Grę Karczma pod Pękatym Kuflem przekazała nam księgarnia TaniaKsiazka.pl.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Karczma pod Pękatym Kuflem wygląda jak typowe euro: są planszetki, drewniane kostki, różne żetony. Nie ma drewienek, więc wrażenie suchości jeszcze wzrasta. Styl ilustracji może się podobać lub nie, jest raczej oldskulowy, ale mnie nie przeszkadzał. Nawet więcej, pasował mi do tematu gry i jej tytułu.

Przed rozpoczęciem zabawy trzeba wszystko ostrożnie wypanczować, a że planszetki są modularne, to jest z tym trochę zabawy. Zadanie to poszło nam jednak bez problemów. Jakość elementów nie budzi zastrzeżeń, czyli prezentuje stan chyba większości tytułów dla graczy, które znajdują się w sklepach.

Kasia:

Karczma ma wyjątkowo "ciepłą" i zapraszająca okładkę. Wewnątrz natomiast całe mnóstwo różnorodnego dobra. Przede wszystkim dziesiątki żetonów i kafelków w rozmaitych kształtach. Do tego trochę niedużych kart, kolorowych kostek i intrygująco powycinanych planszetek. Większość elementów okraszono ładnymi, klimatycznymi grafikami, na których sporo jest detali i smaczków. Trochę szkoda jedynie, że nie przetłumaczono nazw poszczególnych karczm graczy (są one po niemiecku). Wszystko za to wykonane jest bardzo solidnie

Ze względu na mnogość komponentów, rozłożenie gry trwa dość długo (trzeba przy tym pilnować by trzymać się zasad dla wybranych do rozgrywki modułów). To w zasadzie jedyny wart uwagi zarzut względem tego tytułu.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Zbieramy punkty, wiadomo. Ale zbieramy je nie z akcji na planszy, a z kart gości, które kupujemy. Dodatkowo mamy tutaj do czynienia z pewną zmianą znanej wielu mechaniki budowania talii. Otóż kupione karty nie trafiają na stos odrzuconych, a na wierzch talii i będą dobierane w kolejnej rundzie.

Runda zaczyna się od wykładania kart z talii do momentu, w którym zapełnimy wszystkie stoliki w karczmie. Może to się stać dość szybko (na początku wystarczy pociągnąć trzech klientów) ale może też potrwać, gdy nasza talia pełna jest pomocników dających różne bonusy. Po zapełnieniu lokalu każdy rzuca czterema kośćmi, które lądują na specjalnej tacce. Są one następnie dobierane i przekazywane kolejnej osobie.

Kostki wykorzystuje się do aktywowania akcji: należy postawić odpowiednią wartość, by otrzymać nagrodę. Te dzielą się głównie na dwa typy: zapewniające pieniądze potrzebne do zakupu pomocników i ulepszeń karczmy oraz piwo służące do przyciągania (dodawania do talii) gości. Gdy każdy wykona już swoją turę (akcje wykonuje się wszystkie, dopiero przychodzi kolej na wykonanie ich przez kolejną osobę) zwija się wszystkie zagrane karty i runda zaczyna się od nowa. Partia trwa 7 takich rund, a na końcu sumujemy punkty.

W trakcie zabawy najbardziej wartościowi są szlachcice zapewniający 10 punktów, których otrzymuje się (oprócz normalnego zakupu) za ulepszanie karczmy i osiągnięcie odpowiednich pól na torach sławy i mnichów. Do tego dochodzą jeszcze małe akcje bonusowe, niekiedy zależne od tego, z jakimi modułami się  gra (o tym więcej później).

Instrukcja jest napisana dobrze, chociaż miałem pewne ułatwienie, bo graliśmy już wcześniej. Czasami zaglądaliśmy do niej w trakcie partii  by się upewnić co do jakiejś zasady.


Kasia:

Widząc liczbę elementów w pudełku, a do tego słysząc o kilku dodatkowych modułach zmieniających rozgrywkę bałam się, że Karczma okaże się grą tylko dla zaawansowanych planszówkowiczów. Na szczęście zachowano zdrowy umiar, a reguły (choć jest ich trochę), są na tyle intuicyjne, że gra nadaje się też spokojnie dla średnio zaawansowanych. Byłoby nawet jeszcze lepiej, gdyby dorzucono jakieś karty pomocy. Mnie zdarzało się np. zapomnieć o bonusie za ulepszenie fragmentu karczmy (niby jest oznaczenie na planszetce, ale niezbyt rzucające się w oczy). Początkowo pojawił się też problem z bonusami na kartach gości - wydaje mi się, że zabrakło np. stosowanego często symbolu błyskawicy, by zaznaczyć, że bonus otrzymuje się od razu po zakupie danego gościa. Mimo tych drobnych narzekań nie czułam, by wymienione sprawy istotnie odbiły się na frajdzie z rozgrywki.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Zacznę od kwestii modułów. Gry czy dodatki, które wprowadzają takie rozwiązanie nie zawsze są sensownie zaprojektowane i niekiedy nadmiernie komplikują zabawę. W Karczmie zastosowano jednak dobre wyjście: moduły dodaje się kolejno, grając z trzecim trzeba więc grać też z pierwszym i drugim. Dzięki temu jest nieco mniej opcji ich łączenia (nie da się grać np. z drugim i czwartym, pomijając pierwszy i trzeci), a grę po prostu się rozwija, dodając nowe mechaniki. Te też nie są jakoś mocno skomplikowane, to raczej urozmaicenia, chociaż różnica między brakiem dodatkowych modułów a całym ich kompletem  będzie na pewno zauważalna. Jako zaawansowani gracze radziliśmy sobie z tym bez żadnych problemów, więc oceniam to dobrze.

Po przeczytaniu wstępu możecie być przerażeni wspomnianą losowością. Jest jej tutaj trochę, jednak nie jest wg mnie jakoś mocno odczuwalna. Wybór kości z tacek sprawia, że rzadko kiedy ktoś jest w bardzo niekorzystnej sytuacji. Do tego są opcje, które pozwalają nieco zwiększyć uzyskany wynik (pomocnicy) albo nawet rzucić prywatną kostką. W kolejnych rundach ma się też na ogół więcej opcji na wykorzystanie szerokiego spektrum wyników, bo lepsi goście mają wyższe wartości kostek, które należy im przydzielić. Pomaga też ten kontrolowany deck building. Rozwiązania te są dość proste i skuteczne.

Spodobał mi się też pomysł rozbudowywania karczmy, dzięki któremu można nieco bardziej wczuć się w klimat zabawy. Mechanicznie też jest to korzystne, bo pozwala wybrać własną drogę rozwoju i bardziej skupić się na wybranych aspektach (albo też rozwijać wszytko równocześnie). Ulepszanie daje szlachcica, więc nie jest też marnowaniem zasobów.
O regrywalność tytułu dbają wspomniane moduły do spółki z losowością.

Pisząc o zaletach muszę też wspomnieć o wadach tytułu. We czworo, mimo że niektóre części rundy wykonuje się jednocześnie, czas zabawy niebezpiecznie zbliża się do akceptowalnej przeze mnie granicy. Nie chodzi nawet o upływające minuty, a o poczucie, że długo czekam na swój ruch. Mieszane uczucia budzi we mnie czas trwania partii wyrażony w rundach. 7 kolejek to trochę mało, z drugiej strony nie jest to ZA mało. Podczas zabawy trzeba mieć w pamięci informację, że zabawa nie trwa wiecznie i odpowiednio planować ruchy. Projektant balansuje na granicy, ale na szczęście jej nie przekracza. Podejrzewam, że skrócenie rozgrywki o jedną rundę sprawiłoby, że podobałaby mi się ona o wiele mniej.

Na koniec tego podrozdziału muszę jeszcze wspomnieć o czymś, co podoba mi się w  Wolfgangu Warschu - autor pokazuje wszechstronność, czym przypomina mi nieco Vlaadę Chvatila. Z niecierpliwością czekam na kolejne jego projekty.

Kasia:

Słyszałam o Karczmie pod Pękatym Kuflem, że jest to planszówka z dużą losowością i to wzbudziło mój lekki niepokój. W grze euro źle wyważona losowość może zadecydować o być albo nie być tytułu. Po testach mogę powiedzieć, że przypadek ma swój udział w rozgrywce przede wszystkim w związku z turlaniem kośćmi, którego jest tu sporo. Ważne jest jednak, że losowość częściowo daje się opanować, dzięki czemu nie psuje ona zabawy. Nie zawsze jednak będziemy jednak w pełni usatysfakcjonowani z wyboru kostek na daną kolejkę i nieraz zdarzy się, że którejś kości nie będziemy w stanie w żaden sposób wykorzystać. Możliwość manipulowania nimi ogranicza się głównie do niewielkiego podwyższania wyniku.

Choć w Karczmie pod Pękatym Kuflem mamy mnóstwo komponentów i pierwsze wrażenie może być takie, że to gra skomplikowana, ciężka, to tak o dziwo nie jest. Kluczowe dla ostatecznego wyniku decyzje sprowadzają się przede wszystkim do decydowania w co zainwestować zarobione pieniądze i piwo i którego z tych zasobów potrzebujemy bardziej. Jest więc nad czym pomyśleć, ale decyzje nie przytłaczają i już przy drugiej partii nabiera się pewności siebie i można zacząć testować różne ścieżki rozwoju. Samo to jest wciągające, bo proces udoskonalania karczmy jest satysfakcjonujący (odwracając jej elementy widzimy zachodzące zmiany).

Nie należy szukać w Karczmie wielkiej interakcji. Ma ona znaczenie przede wszystkim w trakcie draftu kości, kiedy zerkamy do rywali, co za chwilę od nich dostaniemy i ewentualnie podbieramy złośliwie jakieś wyniki. Nie jest to w żadnym razie sposób na zniweczenie czyichś planów, jedynie taki drobny dodatek, by gra nie była po prostu pasjansem.

Trochę śmieszna sprawa z tymi modułami, bo zwykle modułowe rozwinięcia planszówek zdecydowanie zwiększają regrywalność, gdyż pozwalają wybierać z czym chcemy grać tym razem. Tutaj jednak sytuacja wygląda nieco inaczej. W Karczmie w zasadzie nie ma większego sensu się cofać. Myślę, że spokojnie można w każdej kolejnej partii włączać kolejny moduł i nie widzę uzasadnienia, by później z nich rezygnować (ewentualnie żeby wprowadzić kogoś nowego). Do pewnego momentu więc moduły faktycznie powiększają regrywalność, jednak ostatecznie to nie one są kluczowym elementem kształtującym ten aspekt gry. Sama zmienność poszczególnych rozgrywek wynikająca i z losowości i z różnych ścieżek możliwego rozwijania swojego przybytku przyciągają do gry wystarczająco.

Dzięki temu, że przydzielanie kości do naszych planszetek wykonujemy jednocześnie, to ta część rundy się nie dłuży. Ogólnie jednak nieco lepiej (bo dynamiczniej) grało mi się we troje niż we czworo. Jedna partia w Karczmę jest też zaskakująco krótka (spokojnie zamyka się w pudełkowych 60 minutach). Czasem chciałoby się, żeby trwała ona nieco dłużej, żeby móc więcej rzeczy udoskonalić w naszym przybytku. Ostatecznie jednak jest to dobre rozwiązanie, ponieważ dzięki temu gracze są cały czas skupieni, a jako że jest to tytuł mimo wszystko nie najcięższy, to nie ma co wydłużać go ponad miarę.

Ocena Wiktora: 7,5/10

Ocena Kasi: 8/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

W opisie rozgrywki nie wspomniałem wprost o interakcji. Uważny czytelnik i doświadczony gracz domyśli się pewnie, że występuje ona w dwóch miejscach: dobierania klientów (jest spory stosik tych za 3 piwa, reszta się zmienia) oraz kostek. To jednak interakcja niebezpośrednia i często nie zamierzona. Dlatego nie ma ona wpływu na partie we dwoje - grając z jednym przeciwnikiem niczego nie tracimy. Nieco wolniej rotują dostępni klienci, pula kostek jest mniejsza ale sam trzon zabawy zostaje  taki sam.

W Karczmie we dwoje podoba mi się to, że jest szybsza i bardziej dynamiczna. Angażuje w podobny sposób, chociaż na koniec, jak to w grach na punkty bywa, większą satysfakcję z wyniku miałem zawsze w większym gronie.

Kasia:

We dwoje grało mi się w Karczmę w zasadzie równie dobrze jak i w większym gronie. Niektóre aspekty gry odrobinę zyskują, inne odrobinę tracą, ale to się summa summarum równoważy. I tak choćby mniejsza różnorodność kostek przechodzi przez nasze ręce, więc wiadomo, że wybór również jest tu nieco ograniczony. Łatwiej jest za to kontrolować co by tu podebrać rywalowi (o ile komuś na tym zależy). Gra zyskuje również na dynamice i jeszcze bardziej skraca się czas jednej partii.

Ocena Wiktora: 8/10

Ocena Kasi: 8/10

Podsumowanie:

Wiktor:

Karczma pod Pękatym Kuflem wyglądem może zachęcić doświadczonych graczy, ale poziomem trudności stara się sięgać też po tych średnio zaawansowanych. Stopniowe wprowadzanie modułów pozwala na podnoszenie trudności zabawy i wprowadzenie dodatkowych zasad wtedy, gdy wszyscy będą na nie gotowi. W grze zastosowano kilka ciekawych rozwiązań, które odróżniają tytuł od innych europlanszówek.

Kasia:

Karczma wygląda niczego sobie, jest też solidna, jedynie utrzymanie porządku w sporej liczbie komponentów może być pewnym wyzwaniem. I choć wizualnie może sprawiać wrażenie ciężkiego tytułu, to reguły są przystępne, a rozgrywka stosunkowo krótka, nie nie nazbyt męcząca. Gra całkiem fajnie się skaluje i oferuje też zupełnie dobrą regrywalność.

Ocena:

Wiktor:

Karczma pod Pękatym Kuflem to kolejny dobry tytuł  Wolfganga Warscha. Do tej pory grałem tylko w jedną jego słabą grę i był to The Mind (ale czy ten twór można nazwać grą?). Jeśli lubicie euro, piwko i marzyliście o własnej karczmie, to ten tytuł jest dla was! Polecam!

Kasia:

Już podczas rozgrywki demo na Festiwalu Gramy Karczma zrobiła na mnie dobre wrażenie. Dalsze testy jedynie potwierdziły, że jest to bardzo fajna planszówka. Można sobie tu przyjemnie pokombinować, cały czas zachowując poczucie, że nie gramy w jakiegoś ciężkiego suchara.

  • Dla kogo?
Dla: średnio zaawansowanych i zaawansowanych; fanów gier kościanych; szukających urozmaicenia w planszówkach

Przypomina nam: Grand Austria Hotel

Plusy:

  • dobre wykonanie
  • moduły lekko zmieniające rozgrywkę
  • sposób wprowadzania modułów
  • ciekawe rozwiązania mechaniczne
  • dobrze działa we dwoje

Minusy:

  • dość długie przygotowanie partii
  • przy czterech graczach zdarza się trochę czekać na swój ruch

Grę przekazała nam księgarnia TaniaKsiazka.pl. Dziękujemy!
Grę Karczma pod Pękatym Kuflem i inne gry planszowe znajdziecie na stronie TaniaKsiazka.pl.
https://www.taniaksiazka.pl/




6 komentarzy:

  1. Ostatnio napotkałem negatywną recenzję tej gry, więc chętnie sprawdziłem, co o niej sądzicie. Po przeczytaniu zacząłem się znowu zastanawiać nad kupnem tej gry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podrzuć linka, to rzucę okiem i zobaczę czy mogę się do tego odnieść jakoś :)
      - W.

      Usuń
    2. pewnie chodzi o reckę Vasela.

      Usuń
    3. A, to się nie dziwię, bo mój gust z Vasela rozjeżdża się dość często. No ale też jak sam wspomniał grał tylko z jednym modułem (dowolny polski recenzent zostałby za takie coś pewnie zjechany przez pół środowiska ;) ).

      Co do zarzutów:
      - losowość - sam przyznał, że można sobie z nią poradzić żetonami, poza tym pomaga tutaj fakt, że kupione karty kładzie się na wierzch talii; oglądając rozgrywkę na Gramy spodziewałem się, że będzie dużo bardziej losowa (co w grze euro na ogół mnie drażni), ale tutaj jest ok;
      - dobór kości - faktycznie nie jest to mega ważna decyzja (jak w niektórych innych grach), ale z prawie każdą kostką da się coś zrobić;
      - ulepszenia - no tutaj to nie do końca go rozumiem, że jeśli podjęło się złą decyzję wcześniej, to może mieć ona konsekwencje później - tak to już jest w grach euro.

      Absurdalne było już początkowe porównanie, że gra przypomina Szarlatanów, bo tam dobiera się żetony, a tutaj karty. Niestety mam wrażenie, że Vasel zagra jedną partię i na tej podstawie wyrabia sobie opinię (oczywiście mogę się mylić, nie śledzę go raczej zbyt uważnie).

      Zawsze też warto sprawdzić grę samemu na jakiejś imprezie, w knajpie z planszówkami itp.
      - W.

      Usuń
  2. OK, mój głos w gramprix macie, teraz poproszę TOP 2019 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! TOP 2019 będzie najprawdopodobniej jeszcze w lutym, mamy na głowie trochę spraw prywatnych, przez co złapaliśmy laga (malowanie, wymieniamy komputer itd.).
      - W.

      Usuń