wtorek, 7 stycznia 2020

Dolina Nilu - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2020/01/dolina-nilu-recenzja.html
Dolina Nilu jest grą, która przeszła bez większego echa. W kilku miejscach widziałem zdjęcia, znajomi na ogół chwalili tytuł, jednak daleko tej planszówce do popularności i głośności chociażby Minerałów, nie mówiąc już o hitach takich jak Carcassonne i Wsiąść do pociągu. Zawiniła promocja czy sam tytuł nie zachwyca? Szukamy odpowiedzi.

Wiek: 10+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: 25-45 minut
Wydawca: HOBBITY.eu
Tematyka: starożytny Egipt 
Główna mechanika: dokładanie kafelków
BGG: Fertility

Grę Dolina Nilu przekazała nam księgarnia TaniaKsiazka.pl.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Bajkowa okładka przedstawiająca tytułową dolinę Nilu jest zachęcająca. To ilustracja, na którą zwróciłbym uwagę szukając gry rodzinnej. Zawartość to głównie kafelki i trochę drewnianych znaczników. Mimo dominującego piaskowego koloru, który często trudno jakoś sensownie oddać w planszówkach, gra nie wygląda smutno i posępnie. Postawiono tutaj bardziej na żółty niż brązowawo-szary, co okazało się dobrym wyborem. Plansza szybko zapełnia się barwnymi kafelkami, a całość zaczyna wyglądać radośniej. Drewniane znaczniki (w kształcie przedstawianych surowców) mogłyby być nieco większe, ale te też dają radę.

Jakość wykonania jest w porządku. Elementy stojących kartonowych figurek (monumenty, piramidy itd.) wchodziły na styk, dzięki czemu złożone budowle się nie rozpadają. Miłośnicy perfekcji powinni jednak uważać składając piramidy, bo wpychając wąski czubek w podstawę ten lekko się rozwarstwił.

Kasia:

Ładne, kolorowe grafiki planszy, ale także samego pudełka są w stanie przyciągnąć do planszy młodszych i starszych. W zasadzie na wszystkich komponentach roi się od szczegółów, dzięki czemu gra nie robi wrażenia ascetycznej. Jest żywa, ale na szczęście zachowano w tym wszystkim na tyle umiaru, że nie ma problemów z czytelnością.

Podobają mi się barwne rysunki, ale równie urocze są malutkie drewniane znaczniki i fajne składane monumenty. Pod względem jakości wykonania zabrakło mi jedynie nieco grubszych planszetek graczy. Obecne, dość cienkie, mają tendencję do wyginania się w lekko łódkowaty kształt.

Ocena Wiktora: 7,5/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

W Dolinie Nilu punkty zwycięstwa zbiera się za uzupełnianie zasobami dzielnic na swoich planszetkach. Zasada jest prosta: po lewej stronie są wymagania, po prawej punkty/nagroda (niekiedy są to symbole bogów, im więcej różnych, tym więcej punktów).

Podoba mi się forma przedstawienia reguł w instrukcji. Całą turę gracza rozbito na trzy wypunktowane działania:
  1. dołożenie kafelka (tak, by chociaż jednym symbolem zgadzał się z leżącym już kaflem) i pobranie zasobów (za to, do ilu kafelków dopasowano obie strony tego dołożonego);
  2.  opcjonalny zakup dzielnicy;
  3. opcjonalne dołożenie zasobów (dostarczenie) na planszetkę (niedołożone przepadają na koniec tury).
Ostatnią fazą jest dobranie kafelka i dołożenie płytek w miejsce jego i ewentualnie zakupionej dzielnicy.

Reguły wyjaśniono przystępnie. W kilku pierwszych partiach zagapiliśmy się z końcem rozgrywki (ostatnią kolejkę rozgrywa się po tym, gdy nie da się uzupełnić kafelków do trzech), ale to nasze gapiostwo, a nie wina opisania tego w regułach.


Kasia:

Jak można by oczekiwać od gry rodzinnej zasady Doliny Nilu są odpowiednio proste i przystępne. Na planszetkach graczy znalazły się ułatwiające podliczanie punktów ściągi (jest też wygodny notesik), więc po pierwszej partii nie ma tu już żadnych problemów, nawet w przypadku niedzielnych planszówkowiczów. Trzeba zachować czujność jedynie podczas przygotowywania partii, kiedy należy odliczyć odpowiednią liczbę kafelków, zależną od liczby graczy.

Ocena Wiktora: 9/10

Ocena Kasi: 9/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Dolina Nilu jest spokojną grą rodzinną. Nie ma co spodziewać się po niej złośliwej interakcji (można co najwyżej zabrać kafelek albo zająć miejsce, które ktoś sobie upatrzył). Na ogół każdy zbiera swoje punkty, a bardzo rzadko poświęca się opłacalny dla siebie ruch tylko po to, by komuś przeszkodzić. Sam nie zrobiłem tego chyba nigdy. W grze nie czuć też bezpośredniej rywalizacji. Oczywiście cały czas staramy się zdobywać jak najwięcej punktów, jednak zwycięzcę wyłania się dopiero na końcu, do momentu podliczenia nie ma presji wynikającej chociażby z toru punktacji (w grze punkty liczy się w notesiku, na koniec).

Początkowo Dolina Nilu nieco mnie nużyła. Dobierałem najtańsze dzielnice (najczęściej te darmowe), uzupełniałem czym popadnie i przegrywałem. Od którejś partii postanowiłem grać bardziej z sensem, szukać powiązań między sposobami punktowania (tym bardziej, że w grze są płytki punktujące za liczbę dostarczonych na koniec gry zasobów danego rodzaju). Tytuł sporo zyskał, a ja zacząłem co jakiś czas wygrywać. To jedna z nielicznych gier, w której liczba partii zmieniła moje odczucia ze średnich na dobre czy nawet bardzo dobre.

Dolinę Nilu testowaliśmy też na naszych mamach. Spodziewałem się, że mojej rodzicielce nie przypadnie do gustu, bo ta woli tytuły z interakcją. O dziwo jednak gra spodobała się jej na tyle, że rozegraliśmy z marszu kilka partii. Zasady nie stanowiły dla mam żadnego problemu, wyjaśniliśmy je szybko i sprawnie. Zaletą był też pewnie neutralny temat, bo mimo że co jakiś czas zmuszam mamę do literatury fantastycznej, to jednak realia współczesne czy historyczne leżą jej bardziej.

Siadając do gry należy nastawić się na pewną dawkę losowości. Zarówno kafelki zasobów jak i dzielnic draftuje się z dostępnej puli (wybiera jeden z kilku wyłożonych). Ma się więc możliwość dobrania tego, co najbardziej pasuje, no ale nigdy nie ma gwarancji, że takie płytki będą właśnie w puli. W tak lekkiej grze jednak mi to nie przeszkadza, ani razu nie zrzucałem winy za porażki na brak szczęścia.

Jeszcze słowo na temat punktacji. Może się wydawać, że ta jest dość monotonna i nierozbudowana. W praktyce mamy jednak: zapełnianie zasobami dzielnic, które punktują "sztywno", za każdy posiadany w dzielnicach na koniec gry towar danego rodzaju albo zapewniają bogów. Jest jeszcze pszenica, której każdy poziom daje dodatkowe punkty (maksymalnie 40, co jest bardzo dobrym wynikiem). Na koniec sprawdza się też wystawione na planszę monumenty i posiadacz największej ich liczby otrzymuje 15 punktów, druga w kolejności osoba 7. Tak więc jak na prostą, rodzinną grę punktacja jest wg mnie urozmaicona. Pozwala dynamicznie dostosowywać swoje plany do sytuacji na planszy i daje poczucie, że decyzje mają znaczenie.

Kasia:

Początkowo Dolina Nilu stanowiła dla mnie pewną zagadkę. Z jakiegoś powodu szykowałam się na średnio ciężką pozycję o mieleniu zasobów. Okazało się jednak, że to miły, lekki tytuł o dokładaniu dominopodobnych kafelków. I o ile faktycznie zdobywamy tu kilka typów zasobów, to ich rola w grze jest nieco inna niż się spodziewałam. Z jednej strony stanowią one uniwersalną walutę, z drugiej klucze do aktywacji konkretnych sposobów punktowania. Głębi dodaje rozgrywce prosty zabieg polegający na tym, że nie możemy przechowywać zasobów na kolejne rundy, wszystko wykorzystuje się tu na bieżąco. Dzięki temu dołożenie kafelka musi być przemyślane, nie tylko by zmaksymalizować zysk, ale też pozyskać surowce pożądanego rodzaju.

Nie ma tu jakiejś specjalnej negatywnej interakcji. Zajmujemy sobie najlepsze miejsca do wyłożenia własnej płytki, ale to jasne, bo każdy chce wygrać. Jest nieco rywalizacji, bo oczywiście warto kontrolować ile monumentów udało się postawić rywalom, by liczyć się w tym wyścigu. To wszystko pozwala jednak zachować luźny i nieagresywny charakter zabawy.

Regrywalność jest jak najbardziej wystarczająca, jest ona na poziomie innych gier kafelkowych, gdzie pole gry tworzone jest w trakcie partii i za każdym razem wygląda inaczej. Tutaj dochodzą jeszcze kafle dzielnic, pozwalające wykorzystać zasoby do różnych celów i czasem wzajemnie się uzupełniające, a więc pozwalające na nieco strategii podczas zabawy. Akurat tyle, by zaangażować się w grę i po rozegranej partii mieć ochotę na rewanż.

Dolina Nilu oferuje całkiem solidną rozrywkę jak na niezbyt długi czas jednej partii. Najbardziej skondensowane i tym samym najciekawsze wydały mi się partie trzyosobowe. Plansza jest wtedy dobrze wykorzystana, oczekiwanie na swoją kolej nie przykrzy się, a i dostępne kafelki nie zmieniają się ze zbyt dużą szybkością.

Ocena Wiktora: 7,5/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

We dwie i trzy osoby gra się na trzech częściach planszy (w przeciwieństwie do czterech części przy tyluż graczach). Zmienia się też pula kafelków, im mniej osób, tym mniej płytek.

Wrażenia z zabawy nie zmieniają się w znaczny sposób wraz ze spadkiem/wzrostem liczby osób przy stole. Podczas partii we dwoje najbardziej odczuwalny jest krótszy czas partii, a także nieco mniejsza rywalizacja o stawianie monumentów. Na początku partii plansza może wydawać się nieco luźna, jednak już w jej połowie to uczucie mija. Zresztą pustka nie wpływa na odczucia z gry, to raczej wrażenie wizualne.

We dwoje Dolina Nilu nabiera takiego tempa, że po jednej partii aż chce się szybkiego rewanżu. Konkurencja o kafelki jest też nieco mniejsza, chociaż to nie zawsze oznacza większą swobodę w ich dobieraniu. Gdy obaj gracze zainwestują w ten sam rodzaj surowców (np. winogrona), to płytki z tym zasobem mogą budzić emocje. Podobnie w przypadku wariantu pozwalającego odrzucać kafle z puli.

Kasia:

Choć we troje było nieco ciekawiej, to i we dwoje grało mi się w Dolinę Nilu dobrze. Zabawa była dynamiczna i wręcz superkrótka jak na wymagającą jednak odrobiny pomyślunku planszówkę. Troszkę brakowało mi jednak tej dodatkowej zmiennej w postaci jeszcze jednego rywala. Fajnie, że instrukcja poza standardowym wariantem przewiduje też specjalną opcję rozgrywki z większą negatywną interakcją. Zawsze jest więc możliwość delikatnego dostosowanie gry do własnych preferencji.

Ocena Wiktora: 7,5/10

Ocena Kasi: 7/10

Podsumowanie:

Wiktor:

Dolina Nilu jest ładna, przystępna i ma proste zasady. Zabawa nie sprawia wrażenia zbyt banalnej czy przeznaczonej tylko dla najmłodszych. Łatwość wytłumaczenia reguł oraz niezagmatwany, ale dający satysfakcję sposób punktowania sprawiają, że to dobry tytuł dla początkujących i chcących poznać nowoczesne planszówki.

Kasia:

Dzięki połączeniu prostych zasad, z niebanalną rozgrywką Dolina Nilu jest w stanie trafić nie tylko do graczy familijnych, ale i do wyjadaczy. Jest to więc gra tyle uniwersalna, co dopracowana. I to nie tylko pod względem wizualnym (te szczegóły!), ale i mechanicznym (różnorodne sposoby punktowania). Klimatu tu nie ma, ale i chyba nie należało się go spodziewać, natomiast przyjemny i uniwersalny temat stanowi dobre uzupełnienie tytułu.

Ocena:

Wiktor:

Dolina Nilu jest godną polecenia grą rodzinną. W sam raz dla szerokiego grona odbiorców, którzy cenią sobie spokojną zabawę bez bezpośredniej interakcji. Zbieranie surowców w Egipcie sprawia przyjemność, więc polecam!

Kasia:

Nie jest to może wielki planszówkowy hicior, ale po prostu bardzo udana gierka, która dla mnie znajduje się na tej samej półce co wszelkie karkasonopodobne twory. Jest więc grą na tyle przyjemną, że mogę w nią zagrać zawsze i jednocześnie wystarczająco przystępną, by można było siąść do stołu w zasadzie z każdym.

  • Dla kogo?
Dla: początkujących, średnio zaawansowanych, a nawet geeków; fanów gier kafelkowych; graczy rodzinnych

Przypomina nam: Kakao; Festiwal lampionów; Carcassonne; Kingdomino

Plusy:

  • ładne wykonanie
  • przyjemny temat
  • proste zasady
  • duża regrywalność

Minusy:

  • może sprawiać pozory mało wciągającej [W.]


Grę przekazała nam księgarnia TaniaKsiazka.pl. Dziękujemy!
Grę Dolina Nilu i inne gry planszowe znajdziecie na stronie TaniaKsiazka.pl.


https://www.taniaksiazka.pl/


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza