sobota, 17 sierpnia 2019

Polcon 2019 Białystok - dwie strony jednej imprezy (relacja)

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2019/08/polcon-2019-biaystok-dwie-strony-jednej.html
Dwa dni minionego weekendu (9-10.08) spędziliśmy na Polconie w Białymstoku. Pierwszy raz wywiało nas w tę część Polski, ale po kilku godzinach spędzonych w pociągu i przesiadce w Warszawie dotarliśmy cało i zdrowo na miejsce. Przed imprezą pojawiło się kilka sygnałów świadczących o tym, że nie wszystko jest dopięte na ostatni guzik, ale bogata lista ciekawych gości obiecywała dobrą zabawę. Jak było?

Wpis podzieliłem na kilka części dotyczących kolejno: planszówek, wystawców, atrakcji, organizacji, jedzenia i atmosfery.

Gamesroom, w tle jakieś bitewniakowe turnieje i pojedynki.

Planszówki

Planszo...co? Tak można by to ująć. Wystawców z branży reprezentowali Rebel, Cube, Foxgames i Nasza Księgarnia, przy czym tylko pierwsza dwójka postawiła wyraźnie na gry, a warszawskie wydawnictwa skupiły się raczej na książkach, co przy dość rozbudowanym bloku literackim i sporej liczbie goszczących w Białymstoku pisarek i pisarzy wydawało się zasadne. Na stoisku Foxów można było zagrać w Reefa (co też zrobiliśmy - bardzo się nam spodobał). Wśród wystawców było jeszcze jedno stoisko z grami, na którym wybór planszówek był spory.

Reef! Ładny, przyjemny i stresujący (każda gra logiczna jest stresująca ;) ).
Nic straconego, pomyślicie? Bo przecież na konwencie musi być też gamesroom z biblioteką planszówek do wypożyczenia... Był, oczywiście że był. Jakieś 15 minut pieszo od kampusu, na którym znajdowały się główne atrakcje (trasę możecie prześledzić na krótkim filmiku od ok. 6:50). Gdy tam zaszliśmy zastaliśmy raptem 5 zajętych stolików z grami i dość skromną liczbę gier do wypożyczenia, która jak na zainteresowanie tematem była chyba i tak zbyt duża.

Temat gier planszowych wydawał się być potraktowany po macoszemu, a oddalenie gamesroomu (i brak oznaczeń gdzie on jest i jak tam dojść) ostatecznie go dobiło. Skoro o grach bez prądu mowa, to na miejscu można było też pograć w RPG-i. Nie zdecydowaliśmy się zapisać na żadną sesję, ale przed imprezą pisano, że ma pojawić się też blok poświęcony grom fabularnym. Coś dla mnie! Posłucham jak być lepszym Mistrzem Podziemi, pewnie będą jakieś ciekawe prelekcje... Finalnie chyba nic w tym zakresie się nie zadziało, plan bloku nie pojawił się na stronce, na miejscu nie było żadnych informacji na jego temat.

Czy ktoś zainteresowany tylko planszówkami mógł znaleźć na miejscu coś dla siebie? Odpowiem krótkim opisem naszego spotkania z Michałem Solanem (BoardMasterem). Wpadliśmy na siebie w drzwiach jednego z instytutów w piątek rano. Zamieniliśmy kilka słów, wstępnie umówiliśmy się, by spotkać się wieczorem. Kilka chwil później ponownie wpadliśmy na Michała, który stwierdził, że nie spotykamy się wieczorem, bo wraca do domu. Interesowały go tylko planszówki, a na te jeden dzień na miejscu to było aż nadto.

Uwaga - jakość filmiku jest jaka jest. Złe ustawienia, brak mikrofonu do kamerki, ogólnie materiał przeciętny, ale coś tam widać.


Wystawcy

W jakimś wywiadzie z jedną z organizatorek usłyszałem, że na miejscu było prawie 60 wystawców. Gdybym miał liczyć ich z pamięci, to strzeliłbym bliżej 30. Rozrzucone po dwóch budynkach i dwóch piętrach stoiska nie przeżywały raczej oblężenia. Poza książkami i planszówkami na miejscu można było kupić jeszcze różne drobiazgi spotykane często na konwentach (kubki, przypinki, poszewki na dakimakury - takie duże mangowe poduszki...). O ile na Pyrkonie oczy świeciły mi się na widok masy fajnych gadżetów, tak tutaj niewiele rzeczy przyciągało moją uwagę. Dość fajnie prezentowały się zakładki, ale zapał studziła cena, bo 80-85 złotych za zakładkę do książki to jednak sporo. Na dłuższą chwilę stanęliśmy też przy stoisku z pudełkami na kości do RPG-ów, na które pewnie bym się zdecydował, gdybyśmy grali chociaż czasami poza naszym mieszkaniem.

Finalnie największe zakupy zrobiliśmy na stoisku ze świeczkami sojowymi i skarpetkami. Z Białegostoku wracaliśmy więc z trzema zapachowymi świecami (te sojowe podobno nie są szkodliwe) i trzema parami skarpet. Zakupiliśmy też kilka książek: Skafander i melonik, Distortion, cykl Kroniki Rozdartego Świata.

Atrakcje

Niewiele planszówek, skromna liczba wystawców, więc co tu robić? Sytuację ratowały prelekcje, panele i spotkania z autorami, dzięki którym mieliśmy wypełniony grafik. Łącznie odwiedziliśmy 13 różnych punktów programu i ze wszystkich wychodziliśmy zadowoleni, ani razu nie żałując wyboru. Pisarki, pisarze, paneliści i prowadzący dopisali. Program był najmocniejszą stroną tegorocznego Polconu. Dzięki niemu mieliśmy okazję posłuchać twórców, których znamy i lubimy, a także poznać tych, których książki czekają na półkach wstydu. Do tego kilka osób sprawiło na tyle sympatyczne wrażenie, że postanowiliśmy zapoznać się z ich twórczością. Podczas Polconu uczestniczyliśmy w panelach/prelekcjach/spotkaniach:
    • Polityka kosmiczna i prawo kosmiczne. Misje kosmiczne w ujęciu prawnym (Hanna Tylutka)
    • Technoutopia i jej kontestatorzy (Bartłomiej Dzik)
    • PANEL: Uff, jak gorąco! Kryzys klimatyczny w literaturze fantastycznej (Marcin Zwierzchowski, Krystyna Chodorowska, Maciej Pitala, Cezary Zbierzchowski, moderator:Natalia Godryk)
    • Spotkanie z Martą Kisiel
    • Spotkanie z autorami nominowanymi do Nagrody im. Janusza A. Zajdla za 2018 rok (Krystyna Chodorowska, Michał Cholewa, Anna Hrycyszyn, Maciej Kaźmierczak, Marta Kisiel, Robert M. Wegner, moderator: Jacek Falejczyk)
    • PANEL: Czy pisarz powinien słuchać fanów? (Agnieszka Zygmunt, Kamil Śmiałkowski, Anna Kańtoch, Robert M. Wegner, moderator: Aleksandra „Silaqui” Radziejewska)
    • PANEL: Wojna, rzeź i rąbanka (Robert M. Wegner, Michał Cholewa, Paweł Majka, Paweł Ciećwierz, moderator: Maciej Pitala)
    • Spotkanie z Robertem M.Wegnerem
    • PANEL: Redaktorzy i pisarze (Agnieszka Zygmunt, Marcin Zwierzchowski, Katarzyna Kosik, Anna Hrycyszyn, moderator: Natalia Godryk)
    • PANEL: Obrońcy cegieł kontra minimaliści (Robert M. Wegner, Paweł Majka, Michał Cholewa, moderator: Agnieszka Włok)
    • Premiery wydawnictwa Powergraph (Katarzyna Kosik, Rafał Kosik, Anna Kańtoch, Radek Rak, Cezary Zbierzchowski)
    • PANEL: Nowe idzie! O fantastycznej świeżej krwi (Marcin Zwierzchowski, Magdalena Kucenty, Karolina Fedyk, moderator: Magdalena Stonawska)
    • Gala nagrody im. Janusza A. Zajdla
    Spotkanie z nominowanymi do Zajdli (po lewej dwójka zdobywców statuetek)
    Wojna, rzeź, rąbanka - na analogicznym panelu byliśmy na Pyrkonie, tutaj jednak dynamika między panelistami sprawiła, że wypadł on lepiej i ciekawiej.
    Panel budowlany o miłośnikach cegieł (chyba że chodziło o rozmiary książek...).
    O świeżej krwi w fantastyce - na tablicy nazwiska polecanych autorów.
    Jak wspomniałem - ze wszystkich byliśmy zadowoleni. Słowo należy się jeszcze gali wręczenia nagród, na której statuetki zdobyli Mara Kisiel za opowiadanie Pierwsze słowo oraz Rober M. Wegner za powieść Każde martwe marzenie. Gala była uroczysta, a niektóre momenty sprawiały, że w oku zakręciła się łza, szczególnie podczas owacji dla Jadwigi Zajdel i wspomnienia Macieja Parowskiego.

    Wybaczcie jakość, ale oświetlenie i fotka z telefonu bez flasha zrobiły swoje. Gala rozdania Zajdli!
    Jako że impreza odbywała się w gmachach instytutu biologii oraz chemii (z matematyką i fizyką obok, więc trochę zdziwiły nas cytaty z Biblii umieszczone między budynkami), to przy okazji można było zajrzeć na wystawy stałe umieszczone w tych budynkach. Oznaczone na mapkach, pominięte w informacjach o Polconie, pozwalały spędzić kilka chwil oglądając minerały albo wypchane zwierzęta (zdecydowanie bardziej podobały mi się te pierwsze). Ekspozycje były prezentowane w dobrze oświetlonych gablotach, wszystko wyglądało nowocześnie (oprócz tych wypchanych zwierząt). Dziwnym pomysłem było wg mnie umieszczenie strefy dla dzieci w pomieszczeniu z wielkim martwym żubrem i łosiem. Niby to cele naukowe itd., ale wyobrażam sobie, że niektóre dzieci mogłyby czuć się dziwnie w ich towarzystwie (mnie też do tej sali nie ciągnęło).

    Opis stworzenia świata ulokowany między instytutem biologii i chemii...

    Organizacja

    Kiepska. Bardzo kiepska. I to właściwie mogłoby wystarczyć, ale przydadzą się też przecież jakieś wyjaśnienia. Od razu zaznaczę, że nie oceniam ilości pracy włożonej przez organizatorów w tegoroczny Polcon. Oceniam jej efekty widoczne z perspektywy gościa imprezy.

    Zacznę od czegoś, co już przed samym Polconem pokazało, że organizacyjnie może nie być tak różowo, jakbym chciał. Kilka dni przed imprezą odwołano konkurs cosplay. Zgłosiło się zbyt mało chętnych. Pod informacją o tym pojawiło się jednak kilka osób, które deklarowały chęć udziału w konkursie tłumacząc brak zgłoszenia niewiedzą, zapomnieniem o terminie itd. Koordynator bloku pozostał jednak nieugięty, mimo że piszących było w sumie tylu, ile potrzeba by do przywrócenia pokazu. Nic to. Pojawiły się więc sugestie, żeby zrobić samą prezentację strojów, bez nagród. Tak, by każdy mógł się zaprezentować, poczuć docenionym i pochwalić pracą włożoną w strój. Nic z tego. Organizator nie ustępował, skoro podjął decyzję, to musi się jej trzymać, kropka. Nic się nie da zrobić, sorry. Do tego wszystkie jego komentarze były utrzymane w mało sympatycznym tonie, aż biło z nich zrzucanie winy na cosplayerów, którzy - niewdzięcznicy - nie zgłosili się na łaskawie przygotowaną atrakcję. Słabo i niefajnie, ale temat szybko wygasł - było widać, że nic nie zmieni jego zdania. Po sprawie, prawda? Otóż nie... W piątek wieczorem (impreza zaczęła się w czwartek) pojawiła się informacja o pokazie cosplay! Tym samym, którego zrobić się nie dało jeszcze kilka dni wcześniej, na spokojnie, przed rozpoczęciem Polconu. To też nie koniec całej historii, ale jej dalszy ciąg poznacie w akapicie poświęconym gali rozdania Zajdli.

    Fragmenty rozmów o cosplayu (po lewej koordynator bloku), całość do znalezienia na grupie: link

    Kuriozalnych informacji świadczących o nieogarnięciu organizatorów było jednak dużo więcej. Dla przejrzystości kilka z nich wypunktowałem.
    • Program imprezy pojawił się 27 lipca, czyli niecałe dwa tygodnie przed konwentem. Do tego był niepełny, miały pojawić się jeszcze informacje o bloku RPG, którego w praktyce w końcu nie było (odbywały się jakieś sesje, ale pisane odręcznie kartki wiszące na drzwiach sugerowały raczej, że to inicjatywa oddolna).
    • Po godzinie 16 w piątek (przypominam, impreza zaczęła się w czwartek) pojawiła się informacja o tym, że wydrukowane programy dostępne są przy akredytacji. Była ona poprzedzona wpisem informującym z piątkowego poranka, w którym Polcon chwalił się, że brak drukowanych programów (książeczkowych, zawierających opisy prelekcji i paneli) to celowe działanie mające na celu ochronę środowiska. Inicjatywa szczytna, ale udostępnienie opisu atrakcji drugiego dnia imprezy już takie szczytne nie jest. W praktyce wybierając punkty, na które poszliśmy, kierowaliśmy się tylko ich tytułami i kojarzonymi nazwiskami gości.
    • Samo sprawdzanie informacji wrzucanych na fanpage Polconu albo grupę poświęconą konwentowi też nie należało do najłatwiejszych, bo ładny, nowoczesny kampus miał problemy z zasięgiem. Terminale płatnicze płatały figle, telefony przy odpowiednim ułożeniu w odpowiednim miejscu potrafiły złapać pół kreseczki zasięgu pozwalającej na wczytanie po kilku minutach jakiejś strony na Facebooku. Brak zasięgu to nie wina organizatorów, ale wybór miejscówki zależał już chyba od nich.
    • Gżdacze często byli niedoinformowani, co jednak nie jest ich winą, bo i osoby w czerwonych koszulkach organizatorów nie miały czasami pojęcia co i gdzie. Przykład? Po odbiciu się od ochroniarza w budynku, w którym szukaliśmy sali na spotkanie z Robertem M. Wegnerem dowiedzieliśmy się, że miejscówka faktycznie została zmieniona. Gdzie odbędzie się spotkanie? Nie wiadomo, trzeba szukać kogoś w czerwonej koszulce kto wie - odpowiedział nam człowiek w czerwonej koszulce. W końcu trafiliśmy do odpowiedniej sali. Obok jej drzwi wisiał program, z którego jakimś długopisem wykreślono spotkanie z Witoldem Jabłońskim, który nie dotarł, a zapisano to z Wegnerem. Zmianę zgromadzonym na sali musiał zapowiedzieć sam autor, po czym część zebranych wyszła - przyszli tutaj dla innego pisarza. Na drzwiach zabrakło jednak kartki, że w środku siedzi Robert, więc podczas spotkania trochę rozbawienia wywołał w nas chłopak, który wszedł na salę z książką Jabłońskiego, postał chwilę rozglądając się dziwnym wzrokiem i w końcu wyszedł po zamienieniu kilku słów z kimś, kto pewnie poinformował go, że wybrana przez niego atrakcja została odwołana.
    • Dziury informacyjne były łatane na bieżąco przyklejanymi do drzwi kartkami. A to z informacją o zapisach na pokaz cosplay, a to z drogowskazem do auli z galą rozdania Zajdli, czy z kierunkowskazami do pobliskiego baru.
    • Co mnie zaskoczyło to fakt, że na imprezę można byłoby pewnie wejść nawet za darmo, bez wejściówki. Ochrona przy bramie sprawdzała jedynie plecaki, a identyfikatorów nie musieliśmy okazywać ani razu. Nawet po przyjściu na imprezę, gdy szukaliśmy akredytacji i pomyliliśmy budynki nikt nie zwrócił na to uwagi.
    • Och, jeszcze jedno! Początkowo podany na stronie imprezy adres był chyba błędny, bo kilka osób skarżyło się, że nie dotarli bezpośrednio pod kampus. Po zgłoszeniach został jednak zaktualizowany.
    Ten obrazek mówi chyba sam za siebie...
    Znalazłoby się pewnie jeszcze kilka punktów, ale szkoda rąk - te powyższe powinny dać jakiś obraz poziomu (nie)ogarnięcia wszystkiego. Mój największy gniew wywołała jednak akcja z pokazem cosplay i galą wręczenia Zajdli. Interesowały nas oba punkty programu (odbywające się kolejno w tej samej sali), więc odpowiednio wcześniej ustawiliśmy się pod drzwiami auli, weszliśmy i zajęliśmy miejsca. Niewielka sala szybko się zapełniła, usiedliśmy i czekaliśmy. Siedząc obok schodów i wejścia słyszałem rozmowy organizatorów, którzy nie przewidzieli tak dużego zainteresowania galą (serio? gość honorowy to nominowany do nagrody pisarz, na całej imprezie było wielu autorów i  autorek, a tym samym fanów literatury...). W końcu ktoś odważył się wziąć mikrofon i zapowiedzieć, że skoro teraz planowany jest cosplay, to wszyscy zebrani przyszli pewnie na ten cosplay. Więc po pokazie trzeba będzie wyjść i ustawić się w nowej kolejce na galę. Co z osobami, które interesują obie te rzeczy? Wzruszenie ramion, trzeba wybrać. Upewniłem się jeszcze, że wychodząc przed cosplayem będziemy mieli szansę wejść na Zajdle - tak, tak to miało działać. Wyszliśmy więc grupką kilku osób i przykleiliśmy się do drzwi w rosnącym ciągle tłumie, w którym wyraźnie słychać było niezadowolenie.

    W końcu ponownie weszliśmy do środka (nie, nikt z orgów nie pomyślał o stworzeniu jakiejś sensownej kolejki, po prostu otwarto drzwi, rzucono, że wchodzi pierwsza 50. i tyle), oczywiście w dzikim tłumie. W środku pospiesznie dostawiano ławki oraz - tak mi się wydaje, bo kilka znanych twarzy stało daleko, daleko w tyle ogromnej grupy chcących wejść do auli - wyłapywano z tłumu osoby z branży, by nie zabrakło ich na gali. Pozwolono też zająć część schodów, siadając przy barierce tak, by można było swobodnie przejść. Oczywiście całe schody szybko się zapełniły, a tak przejmujący się przepisami orgowie (pojawiało się to w rozmowach między nimi jako uzasadnienie wyproszenia wszystkich po cosplayu) szybko zapomnieli, że w razie pożaru wszyscy się potratują. O samej gali pisałem wyżej, wobec niej nie mam zarzutów. Prezentowała taki poziom, jakiego bym oczekiwał po ważnej w środowisku nagrodzie. Nie muszę chyba dodawać, że ci, którzy zostali na cosplayu nie mieli raczej szans na ponowne dostanie się do środka? Cała ta sytuacja wydała mi się dobitnym podsumowaniem strony technicznej całego konwentu. Na końcu jeszcze - pisałem o tym na fanpage'u - znalazło się miejsce na podziękowania od organizatora. Zabrakło przepraszam, było chwalenie reszty odpowiedzialnych za tegoroczną edycję i jakieś tam przebąknięcie o drobnych niedogodnościach.

    Kasia:
    Żeby nie było, że pod kątem organizacyjnym leżało dosłownie wszystko, to czuję się w obowiązku napisać o jednej rzeczy, która zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Mianowicie chodzi o antologie z utworami nominowanymi do nagrody im. Janusza A. Zajdla, które dostaliśmy odbierając swoje wejściówki. Zupełnie się tego nie spodziewałam, a jest to bardzo fajna pamiątka, którą jednocześnie można rozpromować dobrą rodzimą fantastykę, nawet wśród osób, którym niekoniecznie z nią po drodze.

    Jedzenie

    Rzecz niby banalna, a jednak stanowi bardzo ważny element konwentów. Widać to było np. na Pyrkonie, na którym prawie wszystkie food trucki były cały czas oblegane. Na Polconie jednak zabrakło solidnej bazy gastronomicznej. Na terenie konwentu znajdował się grill-bar, w którym za 15 złotych można było kupić karkówkę/szaszłyka/kiełbaskę z surówką/ogórkiem i kawałkiem pieczywa. Cena uczciwa, jedzenie w porządku, chociaż taka Sandra wolała całą sobotę głodować. W sobotę ogarnęliśmy, że w punkcie można też zamówić pizzę, która zostanie dostarczona na teren imprezy. Było jednak już za późno na wypróbowanie tej opcji. Na terenie kampusu, ale już za strzeżoną bramą (przy wejściu na teren imprezy sprawdzane były plecki) znajdowało się jeszcze uczelniane bistro. Znaleźliśmy je w piątek, tuż przed tym, gdy zaczęto naklejać informacje, że taki obiekt w ogóle istnieje i można do niego dojść w 2 minuty. W Pieprzu i wanilii (bo tak zwał się lokal) zjedliśmy łącznie ze 4 słodkie bułki, a Sandra zamówiła też jakieś pulpety i zupę, które jej nie smakowały. W sobotę ok. 16 w menu nie było już pizzy ani dań obiadowych, zostały tylko pierogi z pieczarkami i piwo. To ostatnie chyba szło najlepiej ;)

    Ogólnie zaplecze gastronomiczne było zbyt małe. Nie chodzi już nawet o jego ilość (przy stoisku z grillem zawsze można było coś dostać), ale też o wybór. Tego typu imprezy przyzwyczajają do food trucków, jakichś przekąsek itp., a tutaj tego zabrakło.

    Podsumowanie

    Polcon w Białymstoku pokazał swoje dwie strony. Ta merytoryczna była świetna, spotkania, prelekcje i panele były ciekawe. Było ich też na tyle dużo, że można było wybierać czego posłuchać w danym momencie, a kilka razy wahaliśmy się między dwiema równocześnie trwającymi atrakcjami. Dzięki bliskości budynków kampusu przechodzenie z sali do sali nie było uciążliwe, a planowe 10 minut przerwy między kolejnymi punktami programu w zupełności wystarczyło, by przemieścić się w odpowiednie miejsce. Bez problemów dostaliśmy się na wszystkie prelekcje, spotkania i panele, które nas interesowały. Stronę organizacyjną opisałem wcześniej i na tym chyba poprzestanę.

    Czy pojechałbym na białostocki Polcon ponownie? Jasne! Mimo małej reprezentacji planszówek i niewielkiej liczby wystawców bawiłem się dobrze. Czy poleciłbym imprezę osobom zainteresowanym tylko planszówkami? Zdecydowanie nie.

    Cezary Zbierzchowski podczas podpisywania premierowej kopii Distortion
    Białostocki rynek
    Pałac Branickich w Białymstoku

    1 komentarz:

    1. Jestem z Białegostoku i niestety, ale mi wstyd. Organizacja faktycznie była tragiczna. Przyszedłem na otwarcie po pracy i na konwencie prawie nikogo nie było, ale to w miarę zrozumiałe, w końcu czwartek i koniec Polski, jak ktoś ma dojechać to najwcześniej w piątek. Ochrony za to masa, 2 razy więcej niż uczestników - panowie przy wejściu niezbyt mili, bo lekko kropił deszcz i nie chcieli zmoknąć. Chwilę zajęło odnalezienie miejsca, w którym mógłbym odebrać akredytację - kartka im się odkleiła od ściany budynku. W końcu dostałem identyfikator (najpierw drukowany na zwykłym papierze, czarno-biały, później wymieniono już na właściwy) i antologię (przewidzianą dla pierwszych 500 osób, które wykupiły akredytację z I puli). Zdziwił mnie brak informatora dotyczącego programu i opisu atrakcji, jak i mapki obiektu. Pytałem o plan, a nawet miejsce, w którym ma odbyć się otwarcie imprezy, ale niestety nikt nie potrafił udzielić mi odpowiedzi. W końcu jednak sam byłem w stanie znaleźć właściwą salę, ale widziałem wielu ludzi, który dalej błądzili. Rozpoczęcie bardzo krótkie, ktoś nie dotarł, więc usłyszeliśmy krótki monolog. Dowiedzieliśmy się, że Uniwersytet udostępnił budynki za damo, a antologie z opowiadaniami nominowanymi do Nagrody Zajdla ufundował klub fantastyki z Poznania (ciekawe więc na co poszły pieniądze z akredytacji). Pod koniec padło z sali pytanie o informatory - "Będą jutro. Zamówiliśmy w drukarni 24 godziny h, ale pracują do 17". Games roomu sam szukałem, ale dałem sobie spokój, gdy w końcu dowiedziałem się gdzie się znajduje. Już gorszej rzeczy nie mogli zrobić. Zwykle wpadam pograć między punktami programu, które mnie interesują, więc powinien być blisko. Za to udało mi się kupić w księgarni konwentowej książkę, której od lat nigdzie nie mogłem dostać, jakiś plus. Wróciłem do domu i tak zakończył się dla mnie Polcon. Za bardzo nie miałem czasu, ale w sumie nie ma czego żałować, szkoda nerwów.

      OdpowiedzUsuń