sobota, 23 marca 2019

Hunowie - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2019/03/hunowie-recenzja.html
Hunowie, zgodnie z wpisem na Wikipedii, to lud koczowniczy, który ok. 370 roku najechał Europę, wywołując wielką wędrówkę ludów, i przyczynił się do upadku Cesarstwa zachodniorzymskiego. Gra o tym tytule jest lekkim euro z negatywną interakcją. Nie będziemy w niej podbijać Rzymu, ale rywalizując o tytuł wodza będziemy chcieli osiągnąć jak największą chwałę, wyrażoną w punktach zwycięstwa.

Wiek: 14+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: około 45 minut
Wydawca: Funiverse
Tematyka: Hunowie, Azja 
Główna mechanika: zbieranie zestawów
BGG: Huns

Grę przekazało nam wydawnictwo Funiverse.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Hunowie składają się z kart, planszetek graczy, drewnianych kostek towarów i pięciu kości. Od razu wyłapałem bardzo ładne ilustracje na kartach, które kojarzą mi się z Meekhanem Roberta M. Wegnera (jeśli nie znacie, to gorąco polecam!). Kostki są przyjemnie ciężkie i duże. To kolejna gra, która utwierdza mnie w przekonaniu, że Funiverse postanowiło wydawać tylko ładne gry. Hunowie są tego kolejnym potwierdzeniem.

Kasia:

Zarówno okładkowa grafika jak i ilustracje zdobiące karty i planszetki są bardzo ładne. Przyjemny, miękki styl rysunków aż prosi się o grę, która zagości na stole na dłużej i pozwoli nacieszyć oczy. Wszystko jest też spójne stylistycznie i dość czytelne. Całość mieści się w wygodnej wyprasce i wykonane jest bardzo porządnie. Krótko mówiąc jest tak, jak być powinno.

Ocena Wiktora: 8/10

Ocena Kasi: 8/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Celem gry w Hunach jest uzbieranie jak największej liczby punktów zwycięstwa, jednak to tytuł w którym zbiera się ich raczej po kilkanaście niż kilkadziesiąt. Struktura rundy jest banalnie prosta: pierwszy gracz rzuca kostkami i ustawia je przy odpowiednich stosach kart i drewnianych zasobów. W swojej turze każdy dobiera jedną kostkę (aż wszystkie się skończą, więc czasami w całej rundzie dobierzemy więcej niż jedną) i kierując się jej wartością sięga po towary danego koloru lub karty. Towary może rozdzielić między wozy lub ułożyć na jednej karcie klątwy/pomocnika. Z dobranych kart wybiera jedną, którą zagrywa. Zasoby odpowiadają kolorem kartom, a te symbolizują:
  • ekwipunek - dający stałe bonusy;
  • pomocników - dający stały bonus po zapełnieniu ich kart towarami;
  • działania militarne - jednorazowe efekty, np. kradzież towarów przeciwnikom;
  • klątwy - stałe, negatywne efekty zagrywane na przeciwników, które można zlikwidować po wypełnieniu karty zasobami;
  • skarby - cele na koniec gry, za których zrealizowanie otrzymujemy tyle punktów, ilu graczy bierze udział w partii.
Zabawa polega głównie na zapełnianiu towarami wozów (za które później otrzymujemy punkty) oraz zbieraniu kart wzmacniających nasze plemię i przeszkadzających przeciwnikom. Partia toczy się do momentu wyczerpania jednego ze stosów kart lub zasobów.

Reguły przedstawione są jasno i zrozumiale, jedynie sposób punktowania za karty wozów opisany jest nieco pokrętnie. Przeczytany na spokojnie fragment daje się jednak zrozumieć i właściwie zinterpretować. Po pierwszym razie powinno więc pójść już z górki. Hunowie są grą przeznaczoną dla mniej doświadczonych i średnio zaawansowanych graczy, którzy nie powinni mieć większych problemów z regułami.


Kasia:

Hunowie mają całkiem przystępne zasady, po krótkim objaśnieniu można zaczynać grę. Jedyną sprawą mogącą budzić wątpliwości jest sposób punktowania na koniec rozgrywki. W szczególności jeśli chodzi o punkty przydzielane za odesłane wozy. Trzeba przy tym też pamiętać, że liczba otrzymywanych PZ zależna jest od liczby graczy biorących udział w partii.

Na początku dla nowych graczy przydatne mogą być karty pomocy, które ułatwiają zrozumienie jak i kiedy działają poszczególne typy kart. Później można się już jednak obyć bez nich, gdyż ikonki i opisy są w sumie dość intuicyjne.

Ocena Wiktora: 7,5/10

Ocena Kasi: 7,5/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Hunowie są grą z kategorii lżejszych i rodzinnych. Jest w nich trochę losowości: rzuty kośćmi, dobieranie kart ze stosów i wozów z puli (cztery wyłożone, ale można też dobierać bezpośrednio z talii). Szczęście jednak nie wpływa jakoś mocno na wyniki. Przede wszystkim dobierając karty na ogół mamy możliwość podejrzenia ich (jeśli korzystamy z kostki o wartości 2-3) i wybrania tej najlepszej. Podobnie jest z wyłożonymi wozami. Ogólnie więc Hunowie zawsze dają jakiś wybór i chociaż kilka opcji.

Niskie wyniki punktowe na koniec partii oznaczają też, że każdy ruch ma znaczenie. O ile w innych grach 1-2 punkty nie robią często różnicy, tak tutaj potrafią zadecydować o zwycięstwie lub przegranej. Trzeba więc rozsądnie dobierać kostki, warto też mniej więcej śledzić to, co dzieje się u przeciwników, szczególnie wybierając skarby, które odnoszą się do liczby wysłanych wozów, posiadanych kart, zasobów w magazynie (trafiają tam kostki z zapełnionych wozów).

W Hunach występuje trochę interakcji, co do której mam mieszane uczucia. Z jednej strony lubię, gdy mogę poprzeszkadzać przeciwnikom, z drugiej ich niekiedy absurdalne zagrania potrafią trochę popsuć przyjemność z partii. Za przykład niech posłuży Sandra, która raz po otrzymaniu ode mnie dwóch kart klątwy stwierdziła, że już i tak nie wygra, więc zrobi wszystko, żebym i ja nie wygrał. Ostatecznie przegoniłem Kasię jednym punktem i odniosłem zwycięstwo, ale partia była dość ciężka, bo co chwilę musiałem zmagać się z klątwami. Taka sytuacja może też doprowadzić do wojny dwóch graczy, podczas gdy pozostali robią swoje. Oczywiście wszystko tutaj zależy od charakteru siadających do stołu, a to, że Sandrze nie udało się pogrzebać moich szans na wygraną jest właściwie zaletą Hunów.

Wydaje mi się, że im większa liczba graczy, tym krótsza jest gra. Wszystko za sprawą kończących się zasobów. Jeśli dobrze pamiętam nasze wyliczenia, to grając we dwoje jest ich w każdym stosie po 10 na osobę, we troje po 7, a we czworo po 6 (jakoś tak). Tak więc różnice w puli są dość niewielkie (20 drewienek we dwoje vs 24 we czworo), a partie kończą się nieco zbyt szybko. Zauważyłem, że w kilka osób bardziej skupiamy się na wozach, mniej na kartach, szczególnie tych z wymagającymi zapłaty pomocnikami.

Kilka słów należy się jeszcze kartom i ich przydatności. Pięć różnych typów jest dobrym rozwiązaniem, szczególnie że każdy ma inne zastosowanie. Pozwala to na stosowanie różnych taktyk, pozytywnie wpływa też na regrywalność. Nawet po kilku partiach zdarzały się takie, w których do gry wchodziła niewidziana wcześniej karta. Czy wszystkie są równie przydatne? Oczywiście że nie, ale z każdą da się coś zrobić.

Kasia:

Temat, a nawet i sama okładka mogą sugerować, że mamy do czynienia z mocno konfrontacyjnym tytułem. Hunowie są jednak bardziej zbliżeni do gier rodzinnych niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Nie mówię, że to źle, ale warto o tym pamiętać, by się niemiło nie rozczarować oczekując czegoś bardziej epickiego.

Interakcja w Hunach oczywiście jednak jest i zdecydowanie dodaje ona grze pazura, choć jej poziom zależy od stylu spotykających się przy stole planszówkowiczów. Zdarzały nam się partie dość spokojne, gdzie każdy ciułał sobie punkty, od czasu do czasu zerkając którą kostkę wybrać, by komuś przeszkodzić, ale i takie rozgrywki, w których ciśnienie skakało, a klątwy latały w powietrzu.

Po większości partii Hunów miałam mimo wszystko wrażenie, że ta gra za szybko się kończy, nie ma czasu na zbudowanie jakiegoś sensownego silniczka, gdyż w trakcie całej partii uda się dobrać ledwie kilka kart. Myślę, że jest to jedna z przyczyn, dla których rozgrywka trochę za mało angażuje. Stosunkowo niewiele się tu dzieje, co czuć zwłaszcza w pełnym składzie, kiedy rozgrywka wydaje się trochę rozmywać.

Nie mam natomiast większych zarzutów jeśli chodzi o losowość. Jest to gra rodzinna, więc nie jestem zbyt restrykcyjna pod tym względem. Dodatkowo sam wybór kostki już stawia przed nami wybór: karty czy zasoby, więc nie jesteśmy skazani na jedną rzecz, która akurat się wyturlała.

Regrywalność jest moim zdaniem porównywalna do wielu zbliżonych tytułów rodzinnych. Kart jest tu sporo, więc w każdej partii pojawi się tylko część z nich. To działa oczywiście na plus. Jedynie element związany z ładowaniem wozów kosteczkami jest dość powtarzalny, bo nic tu (poza kolorami) się nie zmienia.

Ocena Wiktora: 6,5/10

Ocena Kasi: 5,5/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Hunowie we dwoje wypadają całkiem fajnie! Przede wszystkim rozgrywka sprawia wrażenie dłuższej dzięki temu, że swoje tury wykonujemy naprzemiennie. Nie trzeba czekać na ruchy przeciwników i jest więcej gry w grze. Mamy więc słuszne wrażenie, że jesteśmy w stanie zrobić więcej, a zabawa trwa czasowo krócej niż w liczniejszym gronie. Efekty tego było widać po partii, kiedy to na stole każde z nas miało sporo kart i więcej zapełnionych wozów niż zwykle.

Co zadziwiające, interakcja we dwoje nie jest zbyt mocna w porównaniu do innych składów. W jednej partii postanowiłem atakować Kasię klątwami, których zebrała łącznie z pięć. Miałem też o jeden skarb więcej, a jednak wygrałem tylko jednym punktem.

Tryb dwuosobowy Hunów podobał mi się podobnie jak ten trzyosobowy. We czworo mający pozorną przewagę gracz mógł stać się celem zbyt wielu ataków, co nie było już takie fajne (albo nasi znajomi są na tyle wredni, że lubili znęcać się nad takim biedakiem).

Kasia:

Grając tylko we dwoje można wyeliminować efekt "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta", co jest oczywiście plusem, choć nie najważniejszym. Przede wszystkim bowiem wyraźnie czuję, że siadając do Hunów w parze dostaję więcej gry w grze. Partia płynie dynamiczniej, jest też porównywalnie więcej czasu na zdobywanie kart i dzięki temu można lepiej wczuć się w rozgrywkę. Zdecydowanie wariant dwuosobowy jest więc moim ulubionym w przypadku tej planszówki.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 6,5/10

Podsumowanie:

Wiktor:

W tytule może nie czuć jakoś specjalnie klimatu, ale ilustracje robią dobrą robotę i przyjemnie się na nie patrzy. Hunowie są ładną i raczej prostą grą, w sam raz dla średnio zaawansowanych i rodzinnych planszówkowiczów, którym niestraszna jest interakcja. Mechanicznie w grze nie ma fajerwerków, ale zastosowane rozwiązania sprawdzają się, a różne sytuacje pokazały, że tytuł jest dobrze "policzony". Wyniki są na ogół zbliżone. Mniej odpornym nerwowo może przeszkadzać interakcja, więc decydując się na tę grę warto o tym pamiętać.

Kasia:

Hunowie to sympatyczna, dość lekka pozycja, która ładnie prezentuje się na stole, choć rozgrywka nie jest bez zarzutu. Przede wszystkim zbyt szybko się kończy, przez co nie angażowała mnie w pełni. Na plus natomiast zaliczyłabym umiarkowaną losowość i niezłą regrywalność. Okazał się, że Hunowie najlepiej wypadają podczas rozgrywek we dwoje.

Ocena:

Wiktor:

Hunowie są w porządku. Bez zachwytów, ale też bez większych narzekań zaliczają się do sporej grupy planszówek, w które grałem z przyjemnością, ale na dłuższą metę nie wpisały się ciężkością w to, do czego regularnie wracam (tym bardziej, że takie tytuły można policzyć na palcach jednej ręki). Sympatykom trochę lżejszych gier mogę więc polecić Hunów, ale jak zawsze nie zaszkodzi przetestowanie gry przed zakupem.

Kasia:

Grając w większym gronie określiłabym tę grę jako nic specjalnego. Nie znalazłam tu nic szczególnie godnego zainteresowania, choć nie było też czegoś, co odbierałoby mi chęć do gry. Zdecydowanie lepiej jednak było podczas partii we dwoje. Ja polecałabym Hunów właśnie w takim wariancie, bo mimo podnoszących ciśnienie trafiających we mnie klątw grało mi się wtedy najciekawiej.

  • Dla kogo?
Dla: początkujących i średnio zaawansowanych; graczy rodzinnych

Przypomina nam: Splendor; Majestat: Królewska korona; Valeria: Card Kingdoms

Plusy:

  • ładne grafiki, dobre wykonanie
  • przystępne zasady
  • liczy się każdy punkt, więc nie warto się poddawać
  • dobrze wypada we dwoje
  • sporo interakcji...

Minusy:

  • ... która potrafi jednak napsuć trochę krwi [W.]
  • mało angażuje w większym gronie [K.]
  • w większym gronie zbyt szybko się kończy

Grę przekazało nam wydawnictwo Funiverse. Dziękujemy!
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz