wtorek, 19 lutego 2019

Port Gdańsk - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2019/02/port-gdansk-recenzja.html
Port Gdańsk jest planszówką autorstwa duetu Viola Kijowska i Marcin Ropka. Możecie ich kojarzyć np. z Artefaktów Obcych czy Solar City. Tym razem zabrali się oni za planszówkę rodzinną, dedykowaną tytułowemu portowi. Czy da się czerpać z tego tytułu jakąś frajdę czy może to tylko zabieg marketingowy? Oceniamy!

Wiek: 8+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: 20-40 minut
Wydawca: Grupa MV
Tematyka: port
Główna mechanika: zbieranie zestawów
BGG: Port Gdańsk

Grę przekazało nam wydawnictwo Grupa MV.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Port Gdańsk zawiera planszę, drewniane znaczniki, kostki, planszetki graczy. W skrócie wszystko to, czego możemy spodziewać się po nowoczesnej planszówce. Do tego w pudełku znalazłem książeczkę ze zdjęciami portu i krótkim opisem poszczególnych nabrzeży. Wiem, że to zabieg promocyjny, ale skoro odwzorowano je w grze, to fajnie móc się dokształcić. Jakości elementów nie mogę nic zarzucić, ilustracje też są w porządku, mimo że dość minimalistyczne, to pasują do tematu.

Jeśli ktoś, ze względu na współpracę z Portem, spodziewał się taniego wydania, to będzie mógł poczuć się miło zaskoczony.

Kasia:

Mimo tego, że na okładce widnieje firmowe logo Zarządu Morskiego Portu Gdańsk SA, to nieświadomy tego klient może się nawet nie zorientować, gdyż ładnie komponuje się ono z graficzną stroną gry. Zarówno na zewnątrz jak i w środku jest więc bardzo kolorowo. I choć komponentów nie jest może jakoś bardzo dużo, to wykonane są solidnie. Jest trochę drewienek (w tym całkiem fajne kostki), plansza i planszetki są ładne, a z ich czytelnością nie ma problemów. Najsłabiej na tym tle wypadają nieco toporne żetony robotników.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Port Gdańsk jest leciutkim euro, w którym o dostępnych akcjach decyduje rzut kośćmi. Te, zależnie od wyników, pozwalają na:
  • dobranie kostek towarów o odpowiedniej wadze wyrażonej w żurawiach;
  • ruch;
  • dobranie robotników.

Cała zabawa polega na gromadzeniu odpowiednich kostek, poruszaniu się po planszy (by dotrzeć do nabrzeża potrzebującego zgromadzonych towarów) i realizowaniu kontraktów. Dodatkowo żetony robotników można wykorzystać do obsługi statków pasażerskich, które zapewniają punkty, albo do zyskiwania wpływów w porcie. Na koniec partii znaczenie mają obsłużone nabrzeża i posiadane karty statków. W trakcie zabawy punkty można otrzymać też za wspomniane przed chwilą wpływy - gdy ktoś dostawia swój znacznik w naszym obszarze, to dostajemy niewielką nagrodę.

Instrukcję napisano dobrze, nie zapomniano o przykładach i dokładnym rozpisaniu dostępnych opcji. W jednym tylko miejscu miałem pewne wątpliwości, ale reszta graczy wspólnie stwierdziła, że się czepiam. Zasady dopasowano więc do targetu planszówki, którym są gracze początkujący i rodzinni.

 

Kasia:

Instrukcja Portu Gdańsk w przejrzysty sposób tłumaczy reguły zabawy. Te skądinąd są również same w sobie przystępne, nie powinny sprawić problemów ani zaawansowanym ani początkującym graczom. Bardzo dobrą pomoc stanowią tu także planszetki, które służą nie tylko do przechowywania zasobów, ale i przypominają o działaniu poszczególnych akcji.

Ocena Wiktora: 9/10

Ocena Kasi: 8/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Cieszy mnie fakt, że Port Gdańsk mimo swojej prostoty ma kilka rozwiązań, które mogą być mostem między starszymi planszówkami, a tymi nowoczesnymi. No bo mamy tutaj planszę, meeple i kostki, ale jednak zabawa polega na zbieraniu zasobów w postaci kostek i robotników oraz jakimś tam zarządzaniu ryzykiem podczas rzutów (zostawić obecny wynik czy ryzykować kolejne rzuty). Autorom udało się zachować jednak umiar i nie przesadzić z mechanikami, dzięki czemu gra ma niski próg wejścia.

Port Gdańsk jest raczej dynamiczną grą, chociaż siadając do niego we czworo, w ogranym i doświadczonym towarzystwie z czasem zaczęliśmy narzekać na czas trwania partii. Wynikało to z tego, że jednak od lżejszych gier w pewnym momencie zaczyna się wymagać krótszych rozgrywek. We troje szło już dużo sprawniej i wspomnianych narzekań nie było. Podejrzewam też, że początkujący gracze nie zwrócą na to uwagi.

Gra wydawnictwa MV ma trochę losowości, głównie w postaci kostek akcji. Można ją kontrolować przerzutami, ale jak to z kośćmi bywa - nie zawsze się to udaje. Dlatego też w trakcie partii warto o tym pamiętać i mieć zawsze jakąś zapasową akcję do zrobienia w momencie, w którym nie uda się uzyskać potrzebnych wyników. Losowa jest też kolejność pojawiających się płytek zamówień z poszczególnych nabrzeży. Zapewnia to moim zdaniem odpowiednią regrywalność, bo raczej nikt nie będzie uczył się na pamięć zasobów potrzebnych do zdobycia konkretnych płytek i czekał, aż te pojawią się na stole.

Warto jeszcze wspomnieć, że zamówienia nagradzają graczy nie tylko punktami, ale też darmowymi, wirtualnymi kostkami, z których można korzystać w dalszej części gry. To ciekawa opcja, która dodaje dodatkowy element do tej nieskomplikowanej gry.

Słowo jeszcze na temat targetu Portu Gdańsk. Jest on typową grą rodzinną, może też służyć jako wstęp do trochę bardziej skomplikowanych pozycji. Jak widzicie w tekście nie ma wielu narzekań, a to wszystko za sprawą tego, że jest to po prostu solidny tytuł. Nie osiągnie może popularności podobnej do Wsiąść do Pociągu, ale śmiało może być brany pod uwagę podczas kupowania prezentów dla planszówkowych nowicjuszy.

Kasia:

Moją główną obawą przy pierwszym kontakcie z Portem Gdańsk było to, że skoro jest to planszówka promująca w jakiś sposób port, to nie będzie ona miała zbyt wiele do zaoferowania jeśli chodzi o stronę mechaniczną. Obawy te na szczęście okazały się niesłuszne i jest tu wystarczająco dużo gry w grze.

Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że to tytuł o charakterze rodzinnym. W trakcie partii nasuwały mi się porównania chociażby do Splendoru. Głównie chodzi o ciężkość tytułu. Jest tu nad czym pokombinować, ale nie ma ryzyka przegrzania zwojów. Choć występuje losowość, to możemy do pewnego stopnia nad nią zapanować (dzięki trzem rzutom w turze). Niezaprzeczalnie wyrzucenie przez kogoś sześciu dźwigów (chyba najbardziej pożądany wynik) może zirytować, ale nawet mimo tego uważam, że największy udział w ewentualnym zwycięstwie ma strategia i wykorzystywanie pojawiających się szans (np. kupowanie statków na początku, kiedy jest to najbardziej opłacalne).

Ogólnie rzecz biorąc podoba mi się połączenie w tym tytule kilku mechanik znanych z innych planszówek: turlania kostkami (podczas którego dodatkowo mamy element press your luck), zbierania zestawów oraz kontrolowania obszarów. Wszystko bardzo przyjemnie się tu zazębia i dzięki temu gra może stanowić pierwszy krok na drodze do bardziej zaawansowanych implementacji tych rozwiązań. Równie dobrze może jednak bawić wyjadaczy. Wyraźnie bowiem czuć tu konkurencję, są emocje - zwłaszcza pod koniec partii, kiedy staramy się zdążyć z realizacją wszystkich planów.

Sprawą, która w trakcie zabawy budziła u mnie lekkie wątpliwości było rozwiązanie z kartą portu centralnego. Bardzo rzadko był on wykorzystywany podczas naszych rozgrywek i mam wrażenie, że to takie wyjście awaryjne, które nie ma aż tak dużego praktycznego znaczenia. 

Dzięki dynamicznej rozgrywce, szybkim turom Port się nie dłuży oraz całkiem dobrze się skaluje. W związku z tym tylko minimalnie skłaniam się ku rozgrywkom trzyosobowym, choć i we czwórkę było sympatycznie.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Port Gdańsk we dwoje nabiera tempa, w takim wariancie nie ma już mowy o znużeniu - partia jest krótka, bo liczbę zamówień dostosowuje się do liczby graczy. Trochę mniejszą rolę pełni element wpływów w obszarach, bo we dwoje różnica punktów zawsze jest stała i nie ma opcji, by na naszym ruchu obłowił się jakiś kolejny rywal. Obawiałem się trochę, że w takim wariancie plansza okaże się zbyt duża, jednak pomyślano o tym i wyłączono jej część z rozgrywki, co było dobrą decyzją.

Kasia:

We dwoje grało mi się w Port bardzo przyjemnie, w zasadzie porównywalnie jak w większym gronie. Oczywiście nieco mniej dzieje się na planszy, ale żeby zupełnie się nie mijać obszar gry jest w takim układzie nieco pomniejszony. Nie widzę więc przeszkód by polecać ten tytuł również jako rozrywkę dwuosobową.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7,5/10


Klimat i tematyka:

Wiktor:

Tematyka gry jest chyba jasna, bo mamy ją nawet w tytule. Trudno mi się odnosić też do klimatu portu, bo nigdy nie miałem okazji obserwować działań obiektu tego typu. Całość jednak wydaje mi się nieźle łączyć z tematem - mamy nabrzeża, pracowników, towary, wycieczkowce... Jest tutaj oczywiście sporo abstrakcji, ale wszystko nakryto portowym płaszczykiem.

Kasia:

W Porcie Gdańsk jest wyjątkowo dużo treści niezwiązanych bezpośrednio z rozgrywką. Dodano nawet nadliczbową talię kart, na której znajdują się wyłącznie zdjęcia portu i rozmaite ciekawostki. Także na kartach używanych w trakcie partii znajdują się rozbudowane opisy, dzięki którym zainteresowani tematyką portową mogą poszerzyć swoją wiedzę. Podoba mi się też, że miejsca na planszy okraszono rzeczywistymi nazwami. Jeśli to jednak kogoś nie interesuje, to zignorowanie tekstów nie odbiera frajdy z samej rozgrywki.

Krótko mówiąc zrobiono niemal wszystko co można w tak lekkiej i rodzinnej planszówce, by gracze w trakcie partii nie zapomnieli o czym jest gra. Do ideału brakuje może większego rozróżnienia pomiędzy zdobywanymi zasobami (obecnie są to po prostu różnokolorowe kosteczki).

Ocena Wiktora: 5/10

Ocena Kasi: 6,5/10

Podsumowanie:

Wiktor:

Port jest ładny, prosty, ma intuicyjne i dobrze opisane zasady, a mechanicznie nie jest grą banalną. Głównym targetem są początkujący, którzy znajdą tutaj ciekawe rozwiązania, poznają kilka mechanik i zobaczą, że mimo kostek, planszy i pionków nowoczesne gry planszowe nie muszą przypominać chińczyka czy monopoly.

Kasia:

Port Gdańsk to trochę nietypowa gra, niby promująca, trochę edukacyjna, ale również po prostu dobra gra rodzinna. Zgrabnie łączy kilka mechanik, ma przystępne zasady, a dzięki dynamicznej i emocjonującej rozgrywce bawi zarówno zaawansowanych jak i początkujących planszówkowiczów. Na plus zaliczyć trzeba też fakt, że dobrze sprawdza się tak we dwoje, jak i w większym gronie. No i bardzo ładnie prezentuje się na stole.

Ocena:

Wiktor:

Port Gdańsk jest chyba najlepszą grą autorstwa Violi i Marcina, w którą miałem okazję grać. Poprzednie tytuły jakoś do mnie nie trafiły, lecz tym razem udało się im zaprojektować ciekawą planszówkę, którą jestem w stanie docenić mimo tego, że nie jestem raczej jej targetem. Nie chcę na początku roku oddawać miejsc w tegorocznej edycji świątecznego poradnika zakupowego, ale wezmę ten tytuł pod uwagę przy tworzeniu listy. Niedzielnym graczom, początkującym i poznającym dopiero nowoczesne planszówki - polecam!

Kasia:

Choć mieszkamy w Gdańsku już od przeszło trzech lat, to do tej pory nie wiedziałam niemal nic o gdańskim porcie. Jak się okazuje planszówka może być niezłym pretekstem by takie braki nadrobić. Co jednak dla mnie nie mniej ważne - przy grze bawiłam się bez zarzutu. Czas płynął szybko i miło, było trochę rywalizacji, trochę kombinowania, więc jeśli temat Was ciekawi to doradzam wypróbowanie Portu Gdańsk.

  • Dla kogo?
Dla: początkujących i średnio zaawansowanych; graczy rodzinnych; miłośników Gdańska lub portowej tematyki

Przypomina nam: Splendor [K.]

Plusy:

  • porządne wykonanie
  • proste zasady
  • dobre skalowanie
  • płynna rozgrywka
  • łączy różne mechaniki

Minusy:

  • zaawansowanym po kilku partiach może się znudzić [W.]

Grę przekazało nam wydawnictwo Grupa MV. Dziękujemy!

https://www.facebook.com/grupamv/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz