poniedziałek, 4 lutego 2019

Narcos: The Board Game - pierwsze wrażenia

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2019/02/dzieki-poznaniu-tego-tytuu-na.html
Dzięki poznaniu tego tytułu na Portalconie w końcu miałem motywację do odpalenia serialu na Netflixie. A jak  El Zar de la Cocaína wypada na planszy? O tym w pierwszych wrażeniach, które powstają po rozegraniu pierwszego sezonu gry (czyli jednej całej rundy, podzielonej łącznie na osiem tur). Och, jeszcze jedno! W razie jakichś błędów lub nieścisłości dajcie znać, bo nie czytałem instrukcji przed partią!

Wiek: 18+
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: około 75 minut
Wydawca: CMON / Portal
Tematyka: serial Narcos, Pablo Escobar
Główna mechanika: ruch po planszy
BGG: Narcos: The Board Game

O co chodzi?

Celem zabawy jest dwukrotne odnalezienie Pablo Escobara (to zadanie jego przeciwników), zdobycie 20 punktów sławy przez barona narkotykowego albo zrealizowanie przez niego trzech swoich celów. Na początku gry główny szwarccharakter zaznacza na papierowej mapce swoją kryjówkę, której lokalizację będą próbowali ustalić jego przeciwnicy. Pablo w każdej z tur może poruszyć jednym gangsterem na planszy, następnie musi wyłożyć kartę z ręki i wystawić inną figurkę, której przysługują dwie akcje. Następnie może skorzystać z treści zagranej karty. Podstawowymi akcjami są zdobywanie poparcia (położenie swojego znacznika na miasto, co zapobiega wejściu do niego przeciwników) i zakładanie laboratoriów produkujących kokainę, z których będzie można ją podnosić gangsterami i sprzedawać, jeśli ci znajdą się na koniec rundy na lotnisku.

Drużyna przeciwna (od jednego do czterech graczy) staje za sterami czterech wrogich Pablowi frakcji, których zadaniem jest schwytanie założyciela kartelu z Medellín. Ich tury sprowadzają się do ruchu dwoma postaciami i wykonania akcji każdą z nich. Te pozwalają na niszczenie laboratoriów, zabijanie gangsterów, blokowanie miast (przeciwieństwo kontrolowania ich przez Pablo) i poszukiwania Escobara. Po ośmiu turach runda (sezon) dobiega końca, odsłaniany jest kolejny cel gangstera, który otrzymuje też dochód z laboratoriów, następnie ujawniana i przenoszona jest kryjówka. To z grubsza tyle.

Jak się grało?

Wiktor (Pablo Escobar):

Z perspektywy głównego złego grało mi się przyjemnie. Początkowo złapał mnie lekki paraliż decyzyjny, ale w końcu ogarnąłem co i jak. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest zasięg, w którym można wystawiać swoich gangsterów. Wyrażony jest on w połączeniach (ruchach) od kryjówki i pomaga przeciwnikom w oszacowaniu gdzie ukrył się Pablo. Z drugiej strony daje też sporo możliwości do mylenia tropów, gdy po wystawieniu swojej figurki widać, jak wcześniejsze teorie oponentów rozsypują się w pył.

Blefu ogólnie jest tutaj sporo, ale takiego raczej niewerbalnego, wyrażanego poprzez to, co dzieje się na planszy. Pierwszy sezon naszej partii udało mi się wygrać tylko dlatego, że blokując dwa "puste" miasta odciągnąłem uwagę przeciwników od trzeciego, w którym znajdowała się moja kryjówka. Takich zagrań było zresztą więcej i fajnie wpływało to na zabawę.

Mechanicznie ruchy Pablo są dość ograniczone, bo akcje można wykonywać tylko nowo dostawionymi gangsterami. Sprawia to, że partia nabiera nieco wolnego charakteru - nie ma tutaj szybkich napaści i nagle zmieniającej się sytuacji, wydaje mi się, że chodzi bardziej o taktyczny charakter zabawy. To nie jednodniowy pościg za gangsterem, ale rozłożona w czasie operacja: z jednej strony prowadzona przez kokainowego barona, z drugiej przez ścigających go policjantów i mafiozów.

Kasia (przeciwnik Escobara):

Tak naprawdę ledwie udało mi się liznąć o co chodzi w Narcosie i jaką gra ma dynamikę. Wiadomo, że początki bywają ciężkie, ale w tym przypadku sądzę, że trudniej było ogarnąć zasady dotyczące Pabla, niż ścigających go. Summa summarum jednak reguły nie były zbyt skomplikowane, więc już podczas tej testowej rozgrywki wiedzieliśmy z czym to się je. Myślę, że podczas pełnej partii byłabym w stanie lepiej wczuć się w klimat, ale nawet i w okrojonej wersji było pod tym względem całkiem nieźle.

Gdybym miała powtórnie siadać do Narcosa, to zdecydowanie wybrałam skład maksymalnie trzyosobowy (Pablo i dwóch ścigających), ponieważ grając w piątkę czułam, że mam dość mały wpływ na grę. Po wykonaniu swojej tury miałam już w zasadzie tylko głos doradczy podczas wykonywania akcji przez pozostałych graczy, co nie było wystarczająco jak na mój gust angażujące. Sama mechanika gry jest jednak ciekawa. Podoba mi się pomysł z określaniem zasięgu do kryjówki Pabla. Dzięki temu można snuć podejrzenia, gdzie może się on ukrywać, zacieśniając wokół niego krąg podejrzeń i planując jak go dorwać. 

Co z klimatem?

Wiktor:

Jestem dopiero na początku pierwszego sezonu serialu, więc trudno mi tutaj porównywać. Mechanika gry jest dość prosta, jednak jako Pablo czułem presję ścigających mnie przeciwników, musiałem uciekać się do różnych sztuczek i gry nad planszą, by mnie nie znaleźli. Ile w tym wszystkim prawdziwego narkobiznesu? Nie tak wiele, bo handel kokainą sprowadza się do przenoszenia kostek na planszy. Wydaje mi się, że za klimat będzie tutaj odpowiadało podejście graczy i to, na ile przeniosą zabawę nad stół, do wzajemnych rozmów, obserwowania przeciwników i prób przechytrzenia planów drugiej strony.

Jaki werdykt?

Wiktor:

Z perspektywy Pablo Escobara? Wciągająca, przyjemna planszówka, o trochę cięższym, ale klimatycznym temacie. Chętnie wróciłbym do niej stając po tej samej stronie konfliktu i rozegrał trochę więcej niż raptem jeden sezon.

Kasia:

Narcos na pierwszy rzut oka prezentuje się całkiem nieźle, zarówno jeśli chodzi o wykonanie, jak i mechanikę. Gra w pięcioosobowym składzie lekko wiała nudą, więc w kolejnych podejściach będę starała się ograniczyć liczebność ekipy. Myślę jednak, że zarówno przystępność jak i klimat sprawią, że planszówka ta znajdzie wielu amatorów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz