poniedziałek, 26 listopada 2018

Szarlatani z Pasikurowic - pierwsze wrażenia


http://www.planszowkiwedwoje.pl/2018/11/szarlatani-z-pasikurowic-czyli-polskie.html
Szarlatani z Pasikurowic czyli polskie wydanie Quack..., no, Szarlatani. Mieliśmy okazję zagrać w nich jedną partyjkę w sobotę, w kolejnych dniach będziemy testować wersję niemieckojęzyczną. Oto krótki opis o co chodzi w tej grze i jak się przy niej bawiliśmy. Gra objęta jest patronatem bloga!

Wiek: 10+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: około 45 minut
Wydawca: Schmidt Spiele / (G3) 
Tematyka: fantasy, tworzenie mikstur
Główna mechanika: press your luck, tworzenie puli żetonów


Tytułowi szarlatani - Sandra i Kamil! ;)

O co chodzi?

W skrócie: jesteśmy szarlatanami i warzymy mikstury. Każdy zaczyna z identycznym zestawem ingrediencji w woreczku, z którego pojedynczo losuje i dokłada tyle na stół, na ile los mu pozwoli. Jeśli przekroczy wartość 7 na białych składnikach - mikstura wybucha. Główną mechaniką jest tutaj budowanie puli żetonów w woreczku oraz press your luck, czyli dziwnie brzmiące kuszenie losu. Wartość na żetonach określa, o ile pól dalej na planszy kociołka można położyć dany składnik. Jedynki umieszczane są bezpośrednio za żetonem wcześniejszym, czwórki cztery pola dalej itd. Za zdobyte w rundzie punkty (określa je pozycja na torze kociołka) można kupować nowe składniki, które mają swoje różne zdolności. Dodam jeszcze, że na początku każdej rundy dociąga się wydarzenie, które w jakiś sposób modyfikuje daną rundę albo zdobywanie w niej punktów. I to z grubsza tyle, po chyba dziewięciu rundach zabawa się kończy, zwycięża ten, kto ma najwięcej punktów.

Kociołek, w którym wykłada się wylosowane żetony.

Jak się grało?

Wiktor:

Bardzo fajnie. W Szarlatanach zastosowano ciekawy mechanizm wyrównujący szanse ostatniego gracza na torze punktów (szczury), dzięki czemu rywalizacja jest cały czas dość wyrównana. Najbardziej podobało mi się całe to "naciskanie szczęścia", emocjonujące i kuszące. Niekiedy warto było ryzykować, innym razem szybko zakończyć mieszanie i dodawanie kolejnych składników. Zawsze też można rzucić okiem do przeciwników i porównać, jak im idzie. Na szczęście nawet wybuch kociołka nie jest taki tragiczny: zamiast punktów i kasy na zakupy dostaje się tylko jedno z dwojga.

Gra we czworo szła bardzo sprawnie, bo praktycznie całą główną fazę rozgrywało się jednocześnie. Nie było przestojów, zamuły i nudy.

Plansza główna, niestety widziana nie z tej strony...

Jaki werdykt?

Wiktor:

Jak na pierwszą partię jestem bardzo zadowolony. Patronat wzięliśmy trochę w ciemno, ale rozgrywka rozwiała wszelkie wątpliwości. Po przetestowaniu sprawdzimy jak zabawa wypada we dwoje, ale we czworo bawiliśmy się przednio. Polecam, miejcie Szarlatanów z Pasikurowic na oku!

Kasia:

Szarlatani z Pasikurowic zrobili na mnie wrażenie bardzo przystępnej, lekkiej gry. Będę z dużą przyjemnością ogrywać ich do recenzji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz