piątek, 31 sierpnia 2018

Manhattan - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2018/08/manhattan-recenzja.html
Manhattan to gra z 1994 roku, czyli tytuł pewnie starszy od naszych niektórych czytelników. Minęło prawie ćwierć wieku i... wydawnictwo FoxGames postanowiło, że Manhattan trafi do sklepów. Czy to dobra decyzja?

Wiek: 8+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: około 30 minut
Wydawca: FoxGames
Tematyka: budowa miasta

Główna mechanika: area control/influence
BGG: Manhattan

Grę przekazało nam wydawnictwo FoxGames.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

FoxGames pokazało już, że potrafi wydawać ładne gry. Nie inaczej jest z Manhattanem, który rozłożony na stole wygląda świetnie. Plastikowe elementy przyciągają wzrok, całość jest bardzo barwna oraz solidnie wykonana. Podobają mi się też ilustracje na kartach. Tytuł wręcz krzyczy "zagraj we mnie".

Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to niekiedy kolory na łączeniach budynków nieco się zlewają. Na dłuższą metę nie jest to jednak sporym utrudnieniem, można się przyzwyczaić. Ogólnie nie ma za bardzo co się rozpisywać, bo też w Manhattanie nie ma wielu różnorodnych elementów. To raptem plansza, plastikowe klocki budynków i trochę kart. Krótko mówiąc: jest dobrze!

Kasia:

Wszystkie komponenty Manhattanu nie tylko wykonane są porządnie, ale również ułożono je w wygodnej wyprasce pozwalającej utrzymać porządek. W kwestii trwałości obawiałam się początkowo, że karty mogą po pewnym czasie zdradzać oznaki długotrwałego trzymania w dłoniach i tasowania, ale na naszym egzemplarzu jak na razie nie widać tych efektów.

Co równie ważne, gra bardzo ładnie się prezentuje, szczególnie w trakcie partii. Pomimo niewielkiej w sumie różnorodności komponentów udało się uzyskać znakomite efekty. Półprzezroczyste wieżowce, żywe kolory, ciekawa graficznie plansza (przypominająca mi malowany pastelami obraz) świetnie uzupełniają stronę mechaniczną gry.

Ocena Wiktora: 9/10

Ocena Kasi: 8,5/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Manhattan ma proste reguły. Przed każdą rundą przygotowuje się odpowiednią pulę klocków (od czterech do ośmiu), zależną od liczby graczy i dobiera po cztery karty miast. Następnie kolejno zagrywa się te karty (uzupełniając rękę do czterech po każdym ruchu) i wystawia swoje budynki we wskazanych przez nie miejscach. Należy przy tym pamiętać, iż każdy powinien siedzieć z innej strony planszy, bo kart nie wolno obracać - to samo ułożenie dla innego gracza oznacza więc inne miejsce wyłożenia swojego klocka. Dokładając swój element na planszę można postawić go na pustym polu albo na klocku już leżącym na planszy. Pozwala to tworzyć wysokie wieżowce. Decydując się powiększyć jakiś budynek trzeba jednak wziąć pod uwagę, że suma wysokości własnych elementów musi być równa albo większa od wysokości klocków przeciwnika, którego element zakrywamy. Brzmi to może nieco zagmatwanie, ale w praktyce jest proste i intuicyjne. Krótko mówiąc osoba, która chce dołożyć znacznik na budynek nie może po tym mieć wybudowanych mniej pięter, niż inni.

Na koniec każdej rudny podlicza się punkty:
  • +3 dla osoby kontrolującej najwyższy budynek;
  • +2 za przewagę w mieście, czyli posiadanie największej liczby swoich budynków w każdej z części planszy;
  • +1 za każdy kontrolowany budynek.
Po 4-6 rundach zabawa kończy się, zwycięzcą zostaje osoba z największą liczbą punktów.

Instrukcja zawiera kilka przykładów, dzięki czemu łatwiej zrozumieć i tak proste reguły. Tłumaczenie zasad zajmuje raptem chwilę, tytuł nie powinien sprawiać problemów mniej zaawansowanym planszówkowiczom. Po macoszemu potraktowano jednak opis zasad dla dwóch graczy, o czym szerzej wspomnę przy okazji opisu rozgrywki dla dwojga. Tam też odbije się to na ocenie, chociaż powinno obniżyć ją tutaj.*

Kasia:

Zasady Manhattanu są bardzo proste i nowym graczom można je objaśnić w kilka minut. Żeby było jeszcze lepiej, na planszy nadrukowano ściągę dotyczącą sposobu punktowania, dzięki czemu w trakcie gry nie trzeba wracać do instrukcji. Schody zaczynają się natomiast w momencie, kiedy chcemy zagrać we dwoje. Uważam, że tę część zasad potraktowano zbyt pobieżnie. Ja po przeczytaniu w gruncie rzeczy nie wiedziałam jak mam grać (czy traktować oba kolory jakby były jednym, czy każdy z nich jest niezależny od drugiego). Dodatkowo zabrakło mi informacji o tym, że należy na początku rozgrywki odrzucić część wieżowców.

Ocena Wiktora: 8/10*

Ocena Kasi: 7/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Manhattan jest grą rodzinną, w której jednak nie brakuje interakcji. Przejmowanie kontroli nad budynkami przeciwników jest ważnym elementem zabawy. Na ogół mogąc zająć w danym mieście czyjś wieżowiec albo wybudować się obok każdy wybierze tę pierwszą opcję. Takie rozwiązanie pozwala nieco kontrolować lidera i przeszkadzać mu, gdy różnica punktowa zaczyna niebezpiecznie rosnąć. Interakcja dodaje też zabawie pikanterii i emocji, szczególnie jeśli połączy się ją z losowością.

Szczęście w Manhattanie wpływa tylko na dobór kart, co jednak może mieć niekiedy spore znaczenie. Zdarzały mi się sytuacje, w których potrzebowałem jednej, konkretnej karty i... dobierałem coś innego. Oczywiście w pewien sposób można to kontrolować, chociażby poprzez zarządzanie ręką i ostrożne zagrywanie kart, które mogą okazać się bardziej przydatne później. Powiedziałbym, że losowość jest zauważalna, ale mimo wszystko nie dominuje. Kilka razy podczas grania zdarzyło mi się na nią ponarzekać, ale planszą nigdy nie rzuciłem ;).

Manhattan dobrze skaluje się przy trzech i czterech graczach (o partiach we dwoje niżej), w obu wariantach grało mi się dobrze. Partie we troje różnią się tylko liczbą klocków i rund (po cztery klocki i sześć rund, w porównaniu do sześciu klocków i czterech rund we czworo).

Podczas rozgrywek zawsze miałem wrażenie, że gram nieco na czuja. Tu nie ma jednej dobrej strategii, każda partia jest wypadkową zachowań przeciwników, własnych planów i tego, na co pozwalają karty. Pierwsze ruchy są robione całkowicie w ciemno, bo nie za bardzo wiadomo kto i gdzie będzie budował. Podczas testowania Manhattanu dość duża uwagę zwracaliśmy na to, jakie elementy wybierają przeciwnicy. Zarówno wybieranie klocków, jak i ich dokładanie premiuje nieco ostatniego gracza, który ma pełen ogląd na sytuację na planszy. Dlatego tak ważne jest, by każdy tyle samo razy zaczynał rundę (stąd cztery rundy we czworo i trzy przy sześciu graczach).

Manhattan przypomina mi nieco Wsiąść do pociągu. Tam też karty decydują o tym, gdzie możemy dokładać nasze elementy, w obu tytułach jest sporo interakcji, chociaż w grze od FoxGames jest ona bardziej brutalna i bezpośrednia. W przypadku bardziej strategicznej planszówki być może czepiałbym się tego połączenia wpływu szczęścia i innych graczy na przebieg partii, jednak rodzinnej, lekkiej rozrywce coś takiego przystoi bardziej.

Kasia:

Trochę się zdziwiłam, czytając w instrukcji ile lat ma ta planszówka. Obawiałam się, że to będzie czuć, ale na szczęście tak się nie stało. Myślę, że spory udział ma w tym prostota mechaniki i jej ponadczasowość. Sprawia ona, że gra jest bardzo przystępna, stanowi świetny tytuł rodzinny. Pozostawienie graczom sporej dowolności działania powoduje jednocześnie, że jest to również całkiem satysfakcjonująca planszówka dla bardziej zaawansowanych.

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zwróciły moją uwagę był ciekawy pomysł z zagrywaniem kart - zależnie od miejsca siedzenia przy stole odnoszą się one do innych pól. Dzięki temu gra jest wyrównana, a to, że jeden z graczy wylosuje karty z konkretnymi polami nie oznacza, że pozostali będą pozbawieni możliwości kontrataku w danym miejscu.

Przeciwnicy losowości mogliby pewnie ponarzekać na fakt, że karty otrzymujemy w sposób przypadkowy. Nie można jednak nie zauważyć, że zawsze mamy ich aż cztery na ręce do wyboru, dzięki czemu można co nieco zaplanować na przyszłość, a także zostawić sobie odpowiednią kartę na później (np. związaną z ważnym dla nas budynkiem). Summa summarum uważam więc, że losowość, choć nieraz widoczna, to nie ma większego wpływu na końcowe wyniki.

Manhattan to bezlitosne miejsce, nikt tu się nie cacka ze swoimi rywalami. Tak samo jest i w tym planszowym odpowiedniku. Dużo tu interakcji i to wyłącznie tej negatywnej. Cała zabawa sprowadza się przecież do tego, by przejmować sobie wzajemnie wieżowce. Co za tym idzie, emocji nad stołem nie brakuje, co zdecydowanie podnosi moją ocenę. Zresztą generalnie muszę powiedzieć że Manhattan wyjątkowo przypadł mi do gustu. Choć jest to gra logiczna (a te nie mają u mnie zwykle łatwych początków), to zapewniła mi ona odpowiednią dawkę strategii w połączeniu z intensywną rywalizacją i dynamiką. Nawet przy czterech graczach nie czuć bowiem przestojów, walka jest natomiast najbardziej zacięta.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 8,5/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Grze we dwoje oberwie się najpierw za instrukcję. Opis rozgrywki dwuosobowej potraktowano po łebkach, nie wyjaśniając dokładnie jak ma działać zabawa dwoma kolorami. Przed ostatnimi partiami we dwoje skontaktowałem się jeszcze z polskim wydawcą i poprosiłem o potwierdzenie. Wszystkie posiadane klocki traktuje się praktycznie tak, jakby były jednej barwy z tą różnicą, że na początku rundy wybiera się zawsze po cztery elementy każdego koloru. Partia we dwoje trwa cztery rundy (jest to zmiana w stosunku do starszej edycji), co oznacza, że w zabawie nie weźmie udziału osiem elementów każdego gracza. Trochę szkoda, że nie zaznaczono tego w opisie przygotowania albo jasno nie napisano przy zasadach partii we dwoje. Tyle narzekania na instrukcję, a odbicie tej opinii znajdziecie też w ocenie.*

Sama zabawa we dwoje staje się jeszcze wredniejsza niż w większym gronie. Przy odrobinie szczęścia można bardzo skutecznie blokować swoje ruchy, co może wywoływać frustrację w ciągle "zakrywanym" graczu. W związku z tym bardziej odczuwałem też losowość. Nie przeszkadzała mi ona przy trzech i czterech osobach, jednak we dwoje bywała drażniąca, oczywiście z perspektywy blokowanego. Przy większej liczbie przeciwników do całego równania trzeba dorzucić element chaosu, na który nie ma się wpływu. We dwoje na planszy dzieje się nieco mniej, teoretycznie można odpowiadać na swoje ruchy, ale gdy jednej osobie lepiej podejdą karty, to wyniki zaczynają mocno się rozjeżdżać.

W partiach we dwoje znaczenie ma też to, że zakrycie wieżowca przeciwnika jest nie tylko zyskiem dla nas, ale też dużą stratą dla rywala. W łatwy sposób można więc zamienić miasto, w którym każdy ma po jednym budynku, w takie całkowicie kontrolowane przez jedną osobę.

Moja opinia o dwuosobowym wariancie zależy w dużym stopniu od moich preferencji, bo odnoszę się do sytuacji, które pojawiły się podczas naszych partii. Ten tryb zabawy mnie nie przekonał, rywalizując z Kasią zdecydowanie wolę gry bardziej logiczne, jak np. Santorini (co odbija się tam na wynikach, przez co Kasia nie chce w nie grać - trudy życia planszówkowicza :P ).

Kasia:

Niestety gra została w wariancie dwuosobowym zupełnie niepotrzebnie udziwniona. Mam wrażenie, jakby zasady do takiego układu zostały dodane trochę na siłę. Nie widzę sensu w posługiwaniu się dwoma kolorami. Mam natomiast poczucie lekkiego chaosu kolorystycznego. Konieczność śledzenia wysokości pięter w mieszanych barwach, które się wzajemnie sumują sprawia, że gra robi się męcząca. Dużo mocniej daje się we znaki także losowość. W większym gronie liczba możliwości jest zwykle większa, sytuacja bardziej dynamiczna, podczas gry w parze może natomiast dochodzić do przyblokowywania jednego gracza przez drugiego. Tym bardziej, jeśli los nie jest równie łaskawy dla obu stron.

Ocena Wiktora: 3,5/10*

Ocena Kasi: 4/10

Podsumowanie:

Wiktor:

Manhattan wygląda świetnie, jest też porządnie wykonany. Tytuł ma proste zasady, które bardzo łatwo wytłumaczyć innym, a partie przebiegają bez przestojów. Losowość i interakcja dodają zabawie emocji, przeszkadzały mi jedynie w rozgrywkach we dwoje. Te w większym gronie sprawiały samą frajdę i z chęcią wracałem do rywalizacji o wpływy w sześciu miastach świata. W tekście nie ma działu poświęconego klimatowi, bo Manhattan jest na tyle prostą, szybką i abstrakcyjną grą, że załapał się na nieco mniejszy szablon recenzji.

Kasia:

Manhattan to wyjątkowo barwna i ładna, a do tego dobrze wykonana planszówka, którą charakteryzują prosta, ale ciekawa jednocześnie mechanika oraz przystępne reguły. Poza nieszczęsnym wariantem dla dwóch graczy, którego nie mogę zaliczyć do udanych, nie mam się tu absolutnie do czego przyczepić. Partie są dynamiczne, przesycone interakcją i wciągające. Co więcej, uważam że gra w ogóle się nie zestarzała i nie ma się czego wstydzić w porównaniu do młodszej konkurencji.

Ocena:

Wiktor:

Polecam Wam Manhattan jako grę rodzinną dla trzech i czterech osób! Partie we dwoje nie były tym, co podobało mi się w tym tytule, ale w większym gronie bawiłem się naprawdę dobrze. To gra, która idealnie nadaje się na prezent dla kogoś początkującego - jest ładna, przystępna i po prostu fajna.

Kasia:

Manhattan w wariantach trzy- i czteroosobowym mnie zauroczył i poleciłabym go każdemu miłośnikowi gier rodzinnych, a i wielu geeków powinno się przy nim dobrze bawić. Jak dla mnie jest to gra świetna w swej prostocie, a do tego prześliczna. No i najważniejsze - bawiłam się przy niej przednio.

  • Dla kogo?
Dla: początkujących; graczy rodzinnych; lubiących negatywną interakcję w lekkich grach; fanów ładnych planszówek

Przypomina nam:  Santorini, Tikal, Torres, trochę Wsiąść do pociągu [W., przy protestach Kasi]

Plusy:

  • bardzo ładne i solidne wykonanie
  • proste zasady
  • emocjonująca interakcja
  • dynamiczna, bez przestojów

Minusy:

  • niejasne zasady gry we dwoje
  • słabo działa we dwoje


Grę przekazało nam wydawnictwo FoxGames. Dziękujemy!
http://www.foxgames.pl/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz