środa, 6 czerwca 2018

Elementum - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2018/06/elementum-recenzja.html
Elementum to druga gra Mariusza Milewskiego. Po Top Kitchen autor zajął się czymś zgoła innym - niewielką karcianką opartą na drafcie. Czy żywioły przeniesione na karty mają prawo działać? Oceniamy!

Wiek: 10+
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: 15-20 minut
Wydawca: Quantum Games
Tematyka: żywioły, abstrakcyjna
Główna mechanika: draft
BGG: Elementum

Grę przekazało nam wydawnictwo Quantum Games.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Elementum to niewielka karcianka, na którą składa się nieco ponad 60 kart, kilkanaście plastikowych kryształków i planszetka do liczenia punktów. Elementy są niezłej jakości, karty są dość giętkie, ale jednocześnie wytrzymałe i nie widać na nich śladów tasowania oraz przekazywania z ręki do ręki. To istotne, bo to w końcu najważniejsza rzecz w Elementum. Ilustracje na nich są dość abstrakcyjne (jakieś fikcyjne widoczki i wyobrażenia na temat różnych żywiołów), ale ładne. Całość po rozłożeniu na stole prezentuje się fajnie, czasami miło też zawiesić oko na jakimś obrazku. Kryształki sprawdzają się dobrze, bo bez problemu można zidentyfikować karty, na których leżą. Nie ma ryzyka pominięcia czegoś i zapomnienia o wzmocnionej karcie.

Kasia:

Elementum znajduje się w zaskakująco małym pudełku, dzięki czemu jest niezwykle kompaktowe i z łatwością można je wrzucić np. do walizki jadąc na urlop. Jakość wykonania kart jest raczej standardowa, za to ładnie prezentują się one na stole ze względu na żywe barwy oraz spójność wizualną. Przyjemnym dla oka dodatkiem są też zastępujące żetony kryształki. Poza tymi elementami w pudełeczku jest jeszcze solidna planszetka do liczenia punktów. W sumie więc niewiele, ale warto pamiętać, że w trakcie rozgrywki gra potrafi zająć ładny kawałek stołu (szczególnie w partiach na 3 i 4 osoby).

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Elementum to gra zbudowana wokół mechaniki draftu, w której zbiera się punkty zwycięstwa. Partia trwa dwie (przy czterech osobach) albo trzy rundy (jeden-trzech graczy) i przebiega w dość prosty sposób. Każda runda to kilka czynności do wykonania:
  • wybranie karty z ręki i wyłożenie jej na stół;
  • odkrycie wyłożonej karty i położenie jej w odpowiedniej kolumnie;
  • możliwość wymiany karty na inną z puli;
  • wprowadzenie efektu karty;
  • opcjonalne dołożenie kryształu mocy (który może wzmocnić działanie karty);
  • przekazanie kart kolejnemu graczowi.
Praktycznie każda karta ma jakiś efekt natychmiastowy albo daje możliwość zdobycia punktów na koniec partii. Otrzymuje się je głównie za sąsiedztwo z konkretnymi typami kart, liczbę symboli żywiołów danego typu itd.

Reguły Elementum są na tyle proste, że grę udało się wytłumaczyć naszym mamom. W trakcie partii trzeba zwracać uwagę na otrzymywane karty, jednak ich zdolności na ogół są dość intuicyjne. Jedynie kilka wymaga wcześniejszego wyjaśnienia nowym graczom. Instrukcja jest w porządku, zawiera nawet opis kart, który przydał się kilka razy podczas pierwszych partii. Na końcu niewielkiej książeczki znajduje się skrót zasad przedstawiający poszczególne symbole oraz opisujący przygotowanie do partii (ile kart rozdaje się graczom w zależności od ich liczby).


Kasia:

Zauważyłam, że osoby ograne w lot pojmują zasady Elementum. Wykorzystuje ono bowiem rozwiązania często znane z innych planszówek. Jest tylko kilka drobnych spraw, które trzeba zapamiętać, ale to nie stanowi żadnego problemu. W przypadku osób zupełnie początkujących pierwsza partia odbywa się jednak mocno po omacku. O ile ogólny przebieg tury i poszczególne jej etapy są łatwe do pojęcia, to trochę niepewności powoduje nieznajomość kart oraz obecny na nich tekst, który nie zawsze okazuje się wystarczająco jasny, by początkujący mogli w pełni cieszyć się już pierwszą partią.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Elementum to krótka karcianka, niezależnie od liczby graczy siadającej do rywalizacji. Niemal wszystko robi się tutaj jednocześnie, więc dzięki temu nie ma przestojów, a mechanika jest na tyle prosta, że tury przebiegają bardzo sprawnie. Celem zabawy jest takie dobieranie i dokładanie kart, by na koniec zdobyć jak najwięcej punktów. Można więc zbierać jakieś konkretne symbole, można tak układać karty, by zgarniać bonusy za sąsiedztwo, a do tego trzeba rozsądnie dysponować kryształami mocy, których liczba jest dość ograniczona.

W grze jest trochę losowości, jednak draft skutecznie ją niweluje. Zdarzały się partie, w których na ręce startowej miałem kilka kart, które chciałbym zatrzymać, ale nigdy za swoje przegrane nie obwiniałem zbyt dużej roli szczęścia (czy raczej pecha) w tytule. Kilka razy byłem przekonany, że w końcu osiągnę sukces, jednak przeciwnicy okazywali się lepsi (w efekcie nie wygrałem żadnej z kilkunastu partii). W przypadku wyjątkowo pechowego draftu autor przewidział jeszcze jedno wyjście - możliwość wymiany dobranej karty na jedną z puli, do której na początku trafiają trzy losowe karty. Jest to dość kosztowna deska ratunku (należy zapłacić za taką wymianę kryształem), ale niekiedy opłaca się z niej skorzystać.

Na regrywalność Elementum wpływ mają trzy główne kwestie: sam draft, który bywa nieprzewidywalny, losowy układ źródeł żywiołów (od których zależy jakie karty będą trafiały do danej kolumny) oraz odrzucenie trzech losowych kart na początku każdej rozgrywki. Wyszło to tytułowi na dobre, bo przebieg każdej partii był trochę inny, nie dało się w kółko powtarzać jednej sprawdzonej strategii. Nie zmienia to faktu, że Elementum jest dość prostą karcianką, która po jakimś czasie po prostu powszednieje. Nie jest to tytuł, o którym myśli się między partiami opracowując coraz to nowsze strategie. Dla mnie to przede wszystkim dość taktyczna rozrywka polegająca na wyciskaniu maksimum z kart, które otrzymałem (może to jest przyczyną tych wszystkich przegranych? ;)).

Wobec gry mam jeden poważny zarzut - bezsensowną i niepotrzebną interakcję. Przy dużej liczbie kart, które pojawiają się na stole, nie jest się w stanie śledzić poczynań przeciwników. Grając z nowymi osobami za pierwszym razem zawsze staraliśmy się czytać efekty wykładanych kart, przy kolejnych podejściach po prostu w milczeniu wybieraliśmy karty. To pasjans i jako taki sprawdza się dobrze. Możliwość odrzucania innym kryształów mocy i kart dodaje do zabawy coś, na co nie ma tutaj wg mnie miejsca. Wolałbym w 100% skupić się na swojej części stołu nie przejmując się przeciwnikami, a na koniec porównać wyniki. Do tego w talii można znaleźć kartę pozwalającą ignorować efekty ataków, niestety występuje ona tylko w jednej kopii. Szczęśliwiec, który na nią trafił,  był bezpieczny do końca partii. Podobnie kiepsko sprawdza się karta Przeciążenia, która na szczęście jest jedynie wariantem (nieszczęśnik, który zakończy z nią partię traci 5 punktów, a pozbyć się jej można jedynie za kryształy). O ile lubię interakcję, tak tutaj jestem na nie.

Zaletą tytułu jest natomiast krótki czas jednej partii. Faktycznie można rozegrać ją w około 20 minut, co sprawia, że to przyjemny filler, który zawsze można wrzucić do plecaka ze względu na niewielki rozmiar. Elementum nie jest jakimś innowacyjnym odkryciem, ale miło spędzałem przy niej czas.

Kasia:

Najważniejszym aspektem rozgrywki w Elementum jest szukanie i wykorzystywanie zależności pomiędzy kartami. Większość z nich wiąże się ze zdobywaniem punktów, więc trzeba tu szybko kalkulować co w danym układzie będzie najbardziej opłacalne. Dzięki temu gra stanowi fajne wyzwanie i pozwala się wykazać.

Jak to w karciance, także i tu jest trochę losowości. Główne pole jej działania to zestawy kart, które otrzymujemy w każdej rundzie na ręce. Nie jest to więc poziom, który budziłby jakieś moje zastrzeżenia. Oprócz tego jest też oczywiście nieco nieprzewidywalności, wynikającej z dokonywanych przez rywali wyborów. Wszystko to w rozsądnych ramach, które nie niwelują wagi podejmowanych w trakcie partii decyzji.

W zasadzie nie mam większych zarzutów do Elementum. Gra nie jest innowacyjna, ale po prostu dobrze, płynnie działa i daje mi sporo satysfakcji. Nie jestem jedynie fanką, będącej wariantową opcją, karty Przeciążenia i wolę grać bez niej. Rozgrywka nie jest nastawiona na interakcję między graczami, a ta karta wprowadza sporą jej dawkę w nieco przypadkowy sposób. Swoją drogą sam poziom interakcji może u niektórych budzić zastrzeżenia, ponieważ zbliża tę niewielką karciankę do pasjansa. Do rywali spogląda się od czasu do czasu, by ewentualnie zabrać z puli kartę, która dałaby im dużo punktów. Kart o negatywnych efektach jest ledwie kilka i są one jedynie smaczkiem, gdyż bardzo sporadycznie mogą mieć wpływ na ostateczny wynik rozgrywki. Dla mnie jednak, o dziwo, niewielka interakcja nie jest tutaj wadą. Przebieg partii jest na tyle ciekawy, że z przyjemnością przez tych kilkadziesiąt minut skupiam się na swoich własnych planach.

O ile w gronie graczy nie ma kogoś wybitnie zamulającego, to rozgrywka przebiega tu bardzo sprawnie. Nie ma w zasadzie oczekiwania, bo wszyscy działamy jednocześnie i ciągle jesteśmy zaangażowani. Tura pędzi za turą, więc nie można się w trakcie partii nudzić. I to niezależnie od liczby graczy. Dodatkowo dość krótki czas jednej rozgrywki oraz bardzo satysfakcjonująca regrywalność sprawiają, że po partii nie czuć zmęczenia i można śmiało próbować rewanżu.

Ocena Wiktora: 6,5/10

Ocena Kasi: 7/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Reguły Elementum nie zmieniają się podczas rozgrywek we dwoje. Bardziej bolesna może stać się interakcja, bo o ile w większym gronie celem ataków jest na ogół osoba, której idzie najlepiej, tak tutaj zniszczenie komuś karty czy dwóch może wyraźnie zwiększyć dystans między graczami. Partie we dwoje dają też jednak trochę więcej kontroli nad partią, bo konkrecja o karty jest po prostu mniejsza.

Z kwestii technicznych: w takim wariancie Elementum zajmuje mniej miejsca, jest też ciut krótsze.

Kasia:

Wyraźną różnicą jest to, że do partii we dwoje potrzeba o połowę mniej miejsca niż do tych w większym składzie. Jeśli zaś chodzi o sam przebieg rozgrywki to moje wrażenia są bardzo zbliżone. Gra we dwoje działa bardzo dobrze i sprawia taką samą satysfakcję jak ta w większej ekipie. Malutkim plusem może być to, że jest nieco bardziej przewidywalna, ponieważ karty w drafcie częściej do nas wracają. W międzyczasie odpada tylko jedna z danego zestawu, więc ciut łatwiej jest zaplanować coś na przyszłość.

Lekkie wątpliwości wzbudziła we mnie natomiast obecność karty pozwalającej bronić się przed atakami, ponieważ zagrana sprawia, że rywal traci możliwość wykorzystania części kart "negatywnych". Podczas naszych partii nie zauważyłam na szczęście, by jakoś szczególnie odbijało się to na wynikach.

Ocena Wiktora: 6,5/10

Ocena Kasi: 7/10

Ocena:

Wiktor:

Elementum jest całkiem zgrabnym fillerem. Nie wywołało moich zachwytów, ale prosta mechanika sprawdziła się podczas partii z rodzicami oraz w oczekiwaniu na znajomego w pubie, kiedy trzeba było wrzucić na stół coś krótkiego. Po intensywnym ogrywaniu tytułu odczuwam jednak pewne zmęczenie materiału i pewnie będę musiał od niego trochę odpocząć. Myślę jednak, że co jakiś czas wyciągnę Elementum na stół, bo w roli ciekawego fillera sprawdzało się dobrze. Polecam fanom małych karcianek i draftu!

Kasia:

Jak na tak niewielkich rozmiarów grę, w Elementum znalazłam zaskakująco dużo strategii i kombinowania. Rozgrywka może się kojarzyć z wieloosobowym pasjansem, ale nie warto z tego powodu zniechęcać się do gry. Każda partia stanowi bowiem ciekawe wyzwanie, a ładne ilustracje uprzyjemniają zabawę.

  • Dla kogo?
Dla: początkujących i średnio zaawansowanych; szukających ciekawej małej gry; lubiących pasjanse; miłośników draftu

Przypomina nam: Capital; trochę 7 Cudów świata

Plusy:

  • przystępne zasady
  • krótki czas partii
  • sporo kombinowania 
  • dobre skalowanie

Minusy:

  • mocno abstrakcyjna rozgrywka 
  • zupełnie zbędna interakcja [W.]
  • wariant Przeciążenia - na szczęście to tylko wariant

Grę przekazało nam wydawnictwo Quantum Games. Dziękujemy!

http://www.quantumgames.pl/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz