czwartek, 21 czerwca 2018

Budowa miasta - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2018/06/budowa-miasta-recenzja.html
Budowa miasta, w swojej kolejowej wersji (The Last Spike), w 2016 roku zdobyła wyróżnienie Mensa Select. Tytuł zbiera też dobre oceny na BGG, co trochę nas martwi. Dlaczego? Bo może okazać się, że większość ma rację, a my po prostu nie znamy się na grach... Szczegóły w środku! ;)

Wiek: 10+
Liczba graczy: 2-6
Czas gry: około 45 minut
Wydawca: Nasza Księgarnia
Tematyka: budowa miasta
Główna mechanika: dokładanie kafelków, kupno udziałów
BGG: The Last Spike

Grę przekazało nam wydawnictwo Nasza Księgarnia.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Budowa miasta, czyli polska wersja gry The Last Spike, ma zmieniony nie tylko temat, ale też szatę graficzną. Karty są czytelne, plansza przejrzysta, a drewniane klocki symbolizujące budynki mieszkalne ładnie prezentują się w trakcie partii. Przed przystąpieniem do zabawy trzeba okleić drewienka naklejkami, ale poszło mi to sprawnie. Elementy są na tyle duże, że nie trzeba poświęcać temu jakiejś wyjątkowej uwagi. Co ważne naklejki dobrze trzymają się klocków. Nie mam też co narzekać na jakość wykonania - jest okej!

Kasia:

Bardzo podoba mi się okładka Budowy miasta. Jest oryginalna, a jednocześnie zapowiada intrygującą rozrywkę w klimacie budowlanym. Świetna jest także znajdująca się w pudle realistyczna, sprawiająca wrażenie trójwymiarowej, plansza. Do pozostałych elementów - kart, żetonów i woreczka - nie mogę się przyczepić, są w porządku. Nieco nijakie są natomiast grube kafelki budynków. Nieciekawy kolor i bardzo techniczny wygląd sprawiają, że gra początkowo wydaje się być czymś poważniejszym niż jest w rzeczywistości. Wszystkie komponenty są natomiast solidne i nie widać po nich śladów zużycia.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Celem Budowy miasta jest uzbieranie jak największej ilości pieniędzy. Zabawa kończy się, gdy budynki na planszy połączą ze sobą dwa pola: zieloną pływalnię i szary stadion. Przebieg rozgrywki jest prosty, a w swojej turze każdy:
  1. buduje budynek (wybiera jeden z czterech swoich klocków, opłaca jego koszt i umieszcza go na planszy);
  2. wypłaca z banku pieniądze sobie i innym, jeśli budowa ukończyła całą ulicę (zgodnie z liczbą kart udziałów każdego z graczy);
  3. kupuje kartę udziałów (płacąc odpowiednią cenę, jeśli budynek sąsiaduje z jakąś lokalizacja na planszy, to może dobrać jej kartę wartą 0$, o ile ta jest jeszcze dostępna);
  4. losuje nowy budynek z woreczka.
Najbardziej opłacalnym sposobem budowania jest stawianie swoich drewienek obok innych znaczników albo miejsc narysowanych na planszy. Płaci się wówczas cenę nadrukowaną na budynku. W innym przypadku należy uiścić podwójną opłatę. W swojej turze nie można pominąć tego etapu, a brak pieniędzy na budowę zmusza do sprzedania części udziałów.

Reguły Budowy miasta są proste i przystępne. To tytuł dla osób początkujących i graczy rodzinnych, więc w instrukcji nie brakuje przykładów i wyjaśnień wszystkich dostępnych akcji.

Kasia:

Zasady Budowy miasta są na tyle proste, że bez wątpliwości można ją nazwać grą rodzinną. Podczas pierwszej partii warto zwrócić uwagę czy dla wszystkich jasne są zasady zdobywania darmowych udziałów, bo to jedyna rzecz, która może budzić pewne wątpliwości. Ale generalnie rzecz biorąc nawet początkujący nie mają się tu czego obawiać, bo reguły szybko wchodzą do głowy i przy kolejnych partiach nie trzeba już w ogóle wracać do instrukcji.

Ocena Wiktora: 7,5/10

Ocena Kasi: 7,5/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Budowa miasta przypomina mi trochę Monopoly. W grze doskwierała mi zauważalna losowość, na ogół nie czułem też, że mam wpływ na to, co dzieje się na planszy. Oczywiście porównanie wypada na korzyść tytułu wydanego przez Naszą Księgarnię, bo to dość szybka i dynamiczna planszówka, która wydaje mi się niezłą alternatywą dla trochę trącącego już myszką klasyka.

Niestety przypadkowość doboru kafelków oraz ich tajność sprawiały, że Budowa miasta nie potrafiła mnie wciągnąć i zaangażować w to, co działo się podczas gry. Rozumiem, że zabawa ma opierać się na spekulacji, jednak zbyt często stawiała mnie ona w sytuacji, w której musiałem wybierać między kilkoma niekorzystnymi dla mnie ruchami. Winię za to mechanikę, która w większości partii zmuszała nas do pozbycia się prawie wszystkich budynków. Na nic zdawało się blokowanie przez kilka rund jednego drewienka, skoro w ostatnim ruchu nie miałem wyboru i musiałem dołożyć budynek tak, że skorzystają na tym przeciwnicy. Dość boleśnie można było też odczuć pecha podczas przygotowywania partii. Jeśli komuś nie trafił się kafelek z numerem 1 albo 4 musiał on dopłacać za wybudowanie czegoś po środku alei, nie miał też możliwości dobrania darmowej karty udziału.

Nie zaprzeczam, że na moją ocenę wpływ może mieć fakt, że dość często zdarzało mi się przegrywać. Niestety czułem się totalnie bezradny nie mając pojęcia jakimi kafelkami dysponują przeciwnicy. Niekiedy opłacało się inwestować w każdą lokalizację, innym razem postawić na jedną-dwie i skupować wszystkie dostępne tam udziały. Nadal jednak nie wiem, jak miałbym to z góry zaplanować - nawet obserwowanie sytuacji na planszy niewiele dawało. I to chyba mój największy zarzut wobec tytułu: nieprzewidywalność i niemożność zaplanowania jakiejś strategii. Spodziewałem się czegoś innego po grze, która obiecuje możliwość budowania osiedli, biurowców i fabryk, inwestowania w obiekty dla mieszkańców i zarabiania na nieruchomościach.

Spora losowość wpływa na regrywalność Budowy miasta, jednak nie jest to tytuł, do którego chce się wracać. Podobnie pisałem ostatnio o Solar City, jednak tam każda partia była inna od poprzedniej, zmieniały się dostępne budynki, z góry można było sobie coś zaplanować - różnica między dwoma grami jest kolosalna i to na korzyść tytułu polskich projektantów. Tutaj brak wpływu na dobierane kafelki sprawia, że wybory ograniczają się do dwóch płaszczyzn: dołożenia jednego z czterech budynków i zakupu jakiegoś udziału.

Wypadałoby teraz wspomnieć o czymś, co spodobało mi się w Budowie miasta. Zaletą na pewno jest krótki czas jednej partii i to, że nie ma w niej przestojów. Wszystko szło bardzo płynnie. Ogólnie podobał mi się też pomysł na wykupywanie udziałów, chociaż popsuto go koniecznością gry w ciemno.

Budowa miasta to tytuł abstrakcyjny, w którym nie czuć klimatu. Po oryginalnej wersji została tylko jedna rzecz, która niezbyt dobrze pasuje do tematyki budowlanej. Mowa o bonusie dla osoby, która dołoży kończący partię element. W oryginale czuć to już w tytule (The Last Spike), który zwiastuje wyścig o wbicie tego ostatniego gwoździa/bolca podczas układania trasy kolejowej. W polskiej wersji zabrakło mi jakiegoś fabularnego uzasadnienia tego dodatkowego zysku.

Kasia:

Budowa miasta to planszówka dynamiczna, skierowana przede wszystkim do graczy familijnych. Jest ona dość abstrakcyjna, a temat ma zupełnie marginalne znaczenie. Jednocześnie czas jednej partii jest na tyle krótki, że nie ma możliwości zmęczyć się rozgrywką. I to nawet mimo tego, że w trakcie każdej tury musimy podjąć kilka decyzji.

Wymiar strategiczny gry to przede wszystkim odpowiednie kupowanie udziałów. Trzeba oceniać które mogą przynieść nam największe zyski, a kiedy nie warto nic kupować, bo inwestycja prawdopodobnie się nie zwróci. Wbrew pozorom dokładanie płytek jest tu bardziej nieprzewidywalne, ponieważ nie mamy możliwości zdobycia takiej płytki, jaka byłaby nam potrzebna. Poza tym nie wiemy czym dysponują przeciwnicy. Nie mniej oczywiście dokładając kolejny kafel staramy się umieścić taki, który da przeciwnikom jak najmniejszy zysk. Summa summarum strategii w dokładaniu nie ma jednak zbyt wiele, tym bardziej, że często zdarza się iż musimy pod koniec gry wyłożyć wszystkie lub niemal wszystkie posiadane budynki, co pozbawia nas możliwości decydowania.

Zagadkowy pozostaje dla mnie sposób przypisania kosztu do poszczególnych rodzajów płytek. Nieraz te umieszczane po środku ulicy, i niejednokrotnie wymagające z tego powodu uiszczenia podwójnej opłaty, są najdroższe.  Natomiast te umieszczane bezpośrednio przy obiektach użyteczności publicznej nadrukowanych na planszy są wyjątkowo tanie. Pogłębia to dysproporcje wynikające z losowości tytułu. Jeden gracz jest zmuszony zapłacić dużo i nie otrzymuje w zasadzie nic w zamian, inny natomiast może wybudować tani budynek i jeszcze za darmo dostać udział w danym obiekcie.

Uważam, że ciekawym mechanizmem jest natomiast sam wspomniany system udziałów. Grające w Budowę miasta rodziny mogą ją potraktować jako interesujące narzędzie edukacyjne, by w praktyce pokazać młodszym współgraczom na czym polega kupowanie udziałów i uzyskiwanie dochodów zależnie od posiadanej ich liczby.

Regrywalność jest, powiedziałbym, przeciętna. Zmieniają się jedynie kafelki, które dostajemy na rękę i oczywiście działania przeciwników. Można też nieco modyfikować obraną strategię np. inwestując w różne ulice, skupiając się na zebraniu dużej liczby udziałów jednego rodzaju lub rozproszeniu inwestycji. To sprawia, że co prawda nie ma się ochoty wracać do gry raz za razem, ale i po kilkunastu rozłożonych w czasie rozgrywkach nie powinna ona całkowicie znudzić.

O Budowie miasta muszę niestety powiedzieć, że nie zapada w pamięć, gdyż jest dość mało emocjonująca, a jednocześnie sprawia wrażenie, że mamy w niej niewielki wpływ na przebieg rozgrywki. Nieraz po wygranej czy przegranej nie wiemy co właściwie zrobiliśmy, że osiągnęliśmy taki, a nie inny wynik. Trochę jakby to gra kierowała nami, a nie my swoim losem w niej.

Ocena Wiktora: 3,5/10

Ocena Kasi: 4/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Budowa miasta nie przypadła mi do gustu, nie zmieniły tego też partie we dwoje. Łatwiej w nich zostać bez grosza przy duszy, bo buduje się częściej, przez co plansza wolniej się zapełnia (w turze przeciwnika we dwoje dokłada on jeden budynek, przy sześciu graczach pojawia się ich na planszy aż pięć).
Kasia wspomina o bardziej odczuwalnej w tym wariancie losowości, ale to tylko jedna strona medalu. Druga jest taka, że nieco wzrasta kontrola nad sytuacją na planszy. Po prostu każdy dobierze - zależnie od przebiegu partii - około połowy drewienek z woreczka. Zwiększają się więc szanse na to, że uda się samodzielnie dokończyć niektóre drogi i zarobek nie będzie uzależniony od poczynań przeciwnika. Wydaje mi się jednak, że bonus za ukończenie partii jest w tym wariancie bardziej korzystny, niż w większym gronie. Tam jednak finanse rozkładają się jakoś po równo, tutaj może on dać komuś wyraźną przewagę.

We dwoje grało mi się trochę lepiej, niż w większym gronie. Częściej następowała moja tura, miałem na wszystko trochę więcej wpływu. Mimo wszystko tryb dwuosobowy nie zmienia tego, że nie chce mi się już wracać do tego tytułu.

Kasia:

Powiedziałabym, że we dwoje Budowa miasta jest nieco trudniejsza niż w większym gronie. Kolejka częściej do nas wraca, więc siłą rzeczy musimy budować więcej budynków, a na to trzeba brać skądś fundusze. Trzeba więc być ostrożniejszym jeśli chodzi o inwestowanie. Boleśniej też niestety odczuwalna jest w takim wariancie losowość. Kiepski dociąg kafelków sprawia, że jesteśmy zmuszeni przepłacać i nie ma co liczyć, że pomiędzy naszymi kolejkami zmiany na planszy będą na tyle duże, że uda nam się dołożyć "środkowe" kafle bez ponoszenia dodatkowych kosztów. Tak więc trochę paradoksalnie, we dwoje gra wymaga lepszej strategii, a jednocześnie potrafi bardziej dopiec losowością.

Na plus działa natomiast duża dynamika rozgrywek we dwoje. Tura biegnie za turą niemal błyskawicznie, więc i cała partia staje się trochę krótsza i bardziej intensywna.

Ocena Wiktora: 4/10

Ocena Kasi: 4,5/10

Ocena:

Wiktor:

Budowę miasta poleciłbym tylko zagorzałym fanom Monopoly, którzy szukają czegoś krótszego. Może to być jakiś wstęp do nowoczesnych gier planszowych, jednak gra nie ma wg mnie argumentów, którymi mogłaby przekonać do siebie bardziej wymagających planszówkowiczów. Jeśli ktoś poprosi mnie o podanie czegoś "podobnego do Monopoly", to bez wahania podpowiem Budowę miasta (o ile jeszcze będę o niej pamiętał), na pytanie o "planszówkę dla początkujących" ciurkiem wymienię wiele ciekawszych gier. Niestety, mimo ładnego wyglądu nie mogę jej polecić.

Kasia:

Budowa miasta mimo intrygującego wyglądu nie wstrzeliła się w moje gusta. Uważam, że dla doświadczonych graczy jest to pozycja zbyt prosta i nie dająca wystarczająco dużego pola do strategicznego planowania. Może się ona natomiast spodobać początkującym, którzy mają za sobą przygodę z Monopoly i szukają czegoś nieco bardziej wymagającego.

  • Dla kogo?
Dla: początkujących; graczy rodzinnych; fanów Monopoly; miłośników losowych, lekkich gier

Przypomina nam: Monopoly

Plusy:

  • ładne i solidne wykonanie
  • proste zasady
  • dynamiczna i krótka rozgrywka

Minusy:

  • mało strategii
  • dużo losowości i nieprzewidywalności

Grę przekazało nam wydawnictwo Nasza Księgarnia. Dziękujemy!


http://nk.com.pl/

1 komentarz:

  1. Brzmi dobrze, myślę, że dla wielu osób będzie to fajna odskocznia od typowych gier planszowych :) A przynajmniej tak mi się wydaje! :)

    OdpowiedzUsuń