wtorek, 10 kwietnia 2018

Król złodziei - recenzja


http://www.planszowkiwedwoje.pl/2018/04/krol-zodziei-recenzja.htmlKról złodziei to niewielka gra kościano-karciana wydana przez Baldara. Gracze rywalizują w niej o łupy, za które mogą kupować przydatne przedmioty oraz wynajmować pomocników. Ma być prosto i przyjemnie. A jak jest? Oceniamy!

Wiek: 12+
Liczba graczy: 3-5
Czas gry: 30-50 minut
Wydawca:  Baldar
Tematyka: złodzieje, fantasy
Główna mechanika: rzucanie kośćmi
BGG: Thief's Market

Grę przekazało nam wydawnictwo Baldar.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Król złodziei w małym pudełku kryje 50 kart oraz 13 kości, do tego trochę niewielkich żetonów. Ilustracje utrzymano w lekkiej, bajkowej stylistyce, są jednak ładne i pasują do tematu. Mimo tego nie zapadają w pamięć, chociaż to wynika pewnie z faktu, że zawsze skupiam się na wynikach rzutów oraz ikonach, na oglądanie obrazków po prostu nie ma czasu. Król złodziei, jak na króla przystało, ma bardzo fajne, przyjemnie ciężkie kostki. Do tego symbole na nich są wyraźne i podczas zabawy nie ma problemów z ich rozróżnianiem. Pewien niedosyt pozostawiają niewielkie żetony, które mogłyby być nieco większe, zdarzało się też, że podczas końcowego punktowania brakowało nam czasami znaczników (albo też notesika, który pozwalałby na łatwe zsumowanie wszystkiego).

Trochę ponarzekałem, jednak jak na swój rozmiar, Król złodziei wygląda solidnie i dobrze. To niewielka gra, która jednak na stole prezentuje się  godnie.

Kasia:

Pudełko Króla złodziei jest nieduże, ale dość uczciwie wypełnione. Komponenty - do których należą karty, kości oraz żetony - są dobrze wykonane. Kart na szczęście nie trzyma się w rękach, więc są mniej narażone na szybkie zniszczenie. Szkoda natomiast, że nie udało się dorzucić jeszcze jednej wypraski z żetonami punktów. Zdarzało się bowiem, że nam ich zwyczajnie brakowało.

Wygląd grafik na kartach jest przyjemny dla oka, choć już ikonografia jest prosta i czysto "techniczna" wizualnie. Fajną sprawą są natomiast popkulturowe nawiązania na rysunkach kart. Nie wszystkie udało mi się wychwycić, ale rozbawiło mnie dostrzeżenie na jednej z nich odniesienia do serialu Breaking Bad.

Zdecydowanym plusem tej kompaktowej gry są kości. Spore, bardzo ładne, z powycinanymi, a nie jedynie namalowanymi na ściankach zasobami. Turlanie nimi to sama przyjemność.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Królem złodziei może zostać tylko ten, kto zdobędzie najwięcej punktów. Rozgrywka dzieli się na dwa etapy: podział łupów oraz zakupy. W pierwszym z nich kolejno dobiera się kości (wśród nich także znacznik pierwszego gracza), w drugim wydaje zdobyte w ten sposób kryształy na karty.

Podczas podziału łupów można dobrać dowolną liczbę kości z puli na środku stołu albo ukraść wszystkie innemu z graczy i odrzucić co najmniej jedną z nich. Przepychanki trwają do momentu, w którym wszyscy będą mieli przed sobą jakieś łupy. W fazie zakupów każdy kolejno ma możliwość wydania świeżo zdobytych kości oraz zgromadzonego wcześniej złota na karty. Limit dobrania jednej na rundę można zmienić dzięki specjalnym zdolnościom już posiadanych przedmiotów i pomocników. Rywalizacja toczy się przez kilka rund, do momentu wyczerpania się kart rynku, co może nastąpić szybciej lub później, zależnie od liczby kupowanych kart.

W Królu złodziei na kartach nie ma tekstu, ich zdolności opisano za pomocą ikon. Te nie zawsze są intuicyjne, a w niektórych miejscach zastosowano dość dziwne symbole, które średnio kojarzą się ze swoim znaczeniem. Na szczęście każdy z graczy dostaje kartę pomocy z wyjaśnionymi symbolami, a wszystkie karty opisano też w instrukcji. Ta ostatnia ma średnio wygodny format rozkładanej ulotki, jednak nieźle tłumaczy reguły. Król złodziei po pierwszej partii okazał się pozycją przystępną i w sumie bardzo prostą.

Kasia:

Reguły Króla złodziei są dość proste, choć pewną komplikację wprowadza rozbudowana ikonografia. Dobrze, że każdy z graczy otrzymuje tu swoją kartę pomocy z rozpisanymi objaśnieniami symboli pojawiających się na kartach. Niektóre z ikonek nie są bowiem niestety intuicyjne. Z czasem pomoce stają się coraz mniej konieczne, choć wciąż przydają się podczas przygotowywania rozgrywki. Super, że umieszczono na nich też informacje pozwalające szybciej i łatwiej rozpocząć partię.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Król złodziei zapowiadał się na dynamiczną, wesołą grę pełną interakcji. I faktycznie w pierwszej fazie rundy, podczas podziału łupów można sobie trochę poprzeszkadzać. Złodziejskie potyczki nie są jednak mocno wredne, sprowadzają się do podkradania sobie łupów. Może zależało to od nastawienia naszej ekipy, ale często kostkami dzieliliśmy się tak, że nikt nie tracił tego, co zebrał. Tytuł zyskuje w większym gronie, gdy przy stole siedzi kilka osób chętnych na zdobycze, jednak czegoś i tak mi brakowało. Często podczas pierwszej fazy zdarzały się przestoje, gdy jeden z graczy kombinował, jaki układ kostek przyda mu się najbardziej. Podział łupów bywał też dość smętny, a większa liczba kości zmieniała właścicieli sporadycznie, głównie za sprawą karty dającej bonusy w momencie, gdy gracz jest okradany (to skłaniało posiadaczy tej karty do zabierania wszystkich dostępnych łupów). Wydaje mi się, że dużo więcej emocji dałoby się wykrzesać z graczy, gdyby pula dostępnych kostek była większa.

Jak już można wywnioskować, w grze ważną rolę pełnią kostki, które wprowadzają do niej losowość. W połączeniu z kartami, których pula jest zmienna (w każdej partii odpada kilka sztuk) daje to jej pokaźną dawkę. W tego rodzaju tytule nie mam z tym problemów, chociaż niepewność dotycząca kart może czasami dać się we znaki. W kilku partiach zacząłem zbierać konkretne symbole, gdy okazało się, że nie gra z nami karta punktująca za nie. Mechanikę turlania uzupełniono zdolnościami pomocników i przedmiotów pozwalających zmieniać rodzaje klejnotów. Buforem bezpieczeństwa przed nieokiełznanymi kostkami są też monety będące uniwersalnym środkiem płatności.

Opisałem wrażenia, czas na słowo o mechanice. System dobierania kości działa sprawnie, zmuszając do obserwowania przeciwników  i kalkulowania co wziąć, by nie stracić. Ważną rolę pełni znacznik pierwszego gracza dobierany na tej samej zasadzie co kostki. Mimo że w kilku partiach wydawało się nam, że jakaś karta jest przegięta, to czas pokazał, że uważni przeciwnicy potrafią poradzić sobie niemal ze wszystkim. Jasne, niektóre postacie i przedmioty są lepsze od innych, jednak prawie ze wszystkiego można zrobić użytek.

Kasia:

Siadając do Króla złodziei spodziewałam się dynamicznego, wrednego i klimatycznego fillera. Okazało się jednak, że gra dość wyraźnie odbiega od tego wyobrażenia. Poszczególne rundy są raczej płynne, choć czasem zdarzają się przestoje, np. jeśli ktoś zostanie niespodziewanie okradziony i musi szybko obmyślić jak wybrnąć z sytuacji. Sama gra wydaje mi się też po kilku kolejkach nieco dłużyć, bo niestety brakuje tu trochę emocji. Jest to może zaskakujące, bo przecież Król złodziei bazuje na negatywnej interakcji - okradaniu się z kości. W praktyce jednak przy stole jest dość cicho, a jakieś większe "wybuchy" zdarzają się rzadko.

Najciekawszym aspektem Króla złodziei jest oryginalny system zdobywania zasobów, który wymaga rozsądnego, choć nieszablonowego planowania. Za każdym razem trzeba wyważyć ile kości wziąć by móc z jednej strony zrealizować swoje plany, a z drugiej nie narazić się na okradzenie przez pozostałych graczy. Smaczku całości dodaje fakt, że wraz z kośćmi do wyboru mamy także znacznik pierwszego gracza, który również jest bardzo pożądanym kąskiem. Można więc w tej niepozornej grze znaleźć nieco strategii.

Strategiczny aspekt równoważy nieco obecna w tym tytule losowość. W każdej turze kostki turlane są wielokrotnie, choć nawet mimo tego uważam, że nie można powiedzieć, by była to gra o zbyt podatnej na los mechanice. Zdrowa dawka przypadku jest po prostu integralną częścią rozgrywki, a podczas partii mamy przynajmniej kilka sposobów by wpływać na wyniki widoczne na kostkach.

Ocena Wiktora: 5,5/10

Ocena Kasi: 6/10

Ocena:

Wiktor:

Król złodziei nie skradł mojego serca. To tytuł, w który mogę zagrać od czasu do czasu, ale raczej nie będę namawiał do niego innych. Niestety zabrakło mi w nim emocji, podczas partii czułem się bardziej jak przy suchym euro, niż żwawej kościance. Żeby nie kończyć tak ponuro: Król złodziei jest ładną i niezłą grą, która sprawdzi się np. podczas posiadówy w pubie.

Kasia:

Uczciwie muszę przyznać, że choć doceniam Króla złodziei za ciekawą mechanikę czy też sensownie wplecioną losowość, to jednak partie nie były dla mnie na tyle wciągające, bym chciała rozgrywać kolejne i kolejne. Może to po prostu nie do końca jest gra dla mnie, choć na pewno nie mogłabym powiedzieć, że to gra kiepska. Bardzo podobają mi się kostki i kompaktowe wymiary, ale brakuje mi emocji, które uważam za niezwykle ważne w tego typu niewielkich planszówkach.

  • Dla kogo?
Dla: początkujących i średnio zaawansowanych; lubiących negatywną interakcję; fanów bajkowych ilustracji

Plusy:

  • dobre wykonanie (świetne kostki!)
  • proste zasady
  • ciekawa mechanika zdobywania zasobów

Minusy:

  • niewiele emocji
  • niezbyt intuicyjne ikony

Grę przekazało nam wydawnictwo Baldar. Dziękujemy!
 
http://wydawnictwo.baldar.pl/


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz