wtorek, 24 kwietnia 2018

Azul - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2018/04/azul-recenzja.html
Czas przyozdobić królewski pałac! Nie ma czasu do stracenia, kafelki w dłoń i zaczynamy układanie! Azul to święcąca ostatnio sukcesy logiczna gra rodzinna. Tytuł zajmuje pierwsze miejsce w kategoriach planszówek abstrakcyjnych i familijnych na BoardGameGeeku. Nowy klasyk? Zdania mamy podzielone...

Wiek: 8+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: 30-45 minut
Wydawca: Lacerta
Tematyka: układanie mozaiki
Główna mechanika:  zbieranie zestawów
BGG: Azul

W 1498 roku król portugalski Manuel I Szczęśliwy odbył podróż do Hiszpanii, gdzie zafascynowały go wnętrza wyłożone mauretańską mozaiką. Po powrocie do kraju zdecydował o wybudowaniu rezydencji (...) wprowadzając tym samym mauretańsko-hiszpańską technologię azulejo do Portugalii.
- Wikipedia o azulejo

Grę przekazało nam wydawnictwo Lacerta.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Azul to gra, którą trudno przegapić. Kolorowe, pełne wzorów pudełko intryguje i przyciąga wzrok. Nie inaczej jest z rozłożonymi na stole elementami. Największe wrażenie robią oczywiście żywiczne płytki wyciągane ze sporego, niebieskiego woreczka. Na razie nie zaobserwowałem też ścierania się płytek, a to dobra wróżba. Nie ma co się rozpisywać, bo Azul jest ładny, barwny i dobrze wykonany. A do tego ma też praktyczną wypraskę!

Kasia:

Pudełko Azula przeciąga wzrok oryginalnymi wzorami, a jego wnętrze skrywa równie ciekawe komponenty. Nie ma ich może bardzo dużo, ale za to są porządnie wykonane i ułożone w praktycznej wyprasce. Oczywiście na pierwszy plan wysuwają się niezwykłe "kafelki", solidne i wyjątkowo urodziwe. Także planszetkom graczy nie można nic zarzucić. Są twarde, ładne i przejrzyste.

Nie ma co się rozwodzić - całość świetnie prezentuje się na stole i daje +10 do przyjemności z rozgrywki.

Ocena Wiktora: 8/10

Ocena Kasi: 9/10


Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Azul dzieli się na dwie główne fazy: dobieranie płytek i dokładanie ich na planszetce. W pierwszej z nich gracze kolejno biorą wszystkie kafelki jednego koloru z warsztatu (tego sporego, okrągłego żetonu) albo ze środka stołu, następnie układają je w jednym z rzędów po lewej stronie swojej planszy. Wszystkie nadmiarowe znaczniki spadają na podłogę (dolna część planszy), gdzie zaowocują stratą punktów. Gdy na stole nie pozostanie już żadna płytka, przechodzi się do ich dokładania. To jest dziecinnie proste: z każdego wypełnionego rzędu przenosi się jedną płytkę na przypisane jej pole. Oczywiście nie wolno dokładać np. niebieskich płytek, gdy miejsce na nie jest zajęte. Po przeniesieniu płytki na prawą stronę planszy zdobywa się punkty za utworzone w ten sposób poziome i pionowe linie (sama płytka daje jeden punkt, jeśli nad nią znajdują się już dwie inne, to łącznie zdobędzie się trzy punkty: 1+1+1). Partia kończy się, gdy ktoś zapełni płytkami cały poziomy rząd na swojej mozaice. Wówczas punktują jeszcze ukończone linie oraz kompletne zestawy kafelków jednego koloru. Tyle.

Reguły Azula są dobrze opisane w instrukcji oraz na tyle proste, że poradzą sobie z nimi nawet niedzielni gracze. Podczas partii nie mieliśmy żadnych wątpliwości dotyczących zasad, ważne jednak, by dobrze wytłumaczyć wszystkim sposoby punktowania. Pod kątem zasad i instrukcji Azul daje radę, jak na grę rodzinną przystało.

Kasia:

Zasady Azula są niemal dziecinnie proste. Gra nie powinna więc odstraszyć nawet osób mających po raz pierwszy styczność z nowoczesną planszówką. Właściwie jedyną rzeczą do zapamiętania jest sposób punktowania za dołożone kafelki, bo już np. końcowe podliczanie wygodnie zilustrowano na planszetkach. Dodatkowym plusem są dwa warianty rozgrywki, z których ten zaawansowany polecam po rozegraniu przynajmniej kilku partii w podstawowy, gdyż nadaje on grze zupełnie nowego wymiaru. Był on dla mnie zaskakująco pozytywnym odkryciem.

Ocena Wiktora: 9/10

Ocena Kasi: 9/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Pochwaliłem wygląd i wykonanie, pochwaliłem zasady oraz instrukcję, a teraz... nie wiem co mam napisać. Azul wydał mi się grą nijaką. Mechanicznie daje radę, dokładanie płytek i sposoby punktowania mają sens, pozwalają też trochę pogłówkować. Przede wszystkim warto odpowiednio zaplanować sobie swoją mozaikę: które kafelki dołożyć na początku, gdzie uzupełniać luki, by zgarnąć jak najwięcej punktów, które zestawy wzorów zbierać. Następnie trzeba dostosowywać ambitne plany do zmieniającej się sytuacji i dostępnych na stole kafelków. Nie dziwi mnie więc, że tytuł otrzymał wyróżnienie Mensa Select.

W czym więc problem? Azul jakoś zupełnie do mnie nie trafiał. Tytuł nie wzbudzał we mnie większych emocji, grałem bo grałem. Po kilku partiach zacząłem zastanawiać się, dlaczego tak jest. Przecież do tej pory to Kasia bardziej narzekała na gry logiczne, sam natomiast ubóstwiałem Santorini, dobrze bawiłem się przy Ortusie i cieszyłem się z poznania DVONNa. Wydaje mi się, że wszystkiemu winne są prywatne planszetki i samodzielne układanie swojej mozaiki. Wszystkie wymienione przed chwilą tytuły łączyła wspólna plansza i bezpośrednia rywalizacja. W Azulu jest trochę interakcji, bo dobieranie odpowiednich płytek może wpływać na przeciwników (można zostawić im takie kolory, z których nie będą w stanie skorzystać, podkraść te potrzebne itd.), ale jednak przede wszystkim gra się pod siebie. Przez to bardziej czułem też abstrakcyjność tytułu, układanie własnej mozaiki nie pociągało mnie.

Mimo że Azul jest tytułem logicznym, to nie da się w nim wszystkiego zaplanować z góry. Uzupełnianie warsztatów na początku każdej rundy odbywa się losowo, więc nigdy nie ma pewności, jakie kafelki będą dostępne. Mamy więc też do czynienia z wymiarem taktycznym, w którym trzeba osiągnąć jak najwięcej z dostępnych zasobów. To również nie do końca do mnie przemówiło, bo w tego typu planszówkach wolałbym mieć pełną kontrolę nad płytkami, chociaż zdaję sobie sprawę, że mechanicznie byłoby to trudne do wprowadzenia. Niestety ograniczenia wprowadzone przez planszetkę za bardzo wiązały mi ręce.

Żeby przerwać na chwilę narzekanie muszę przyznać, że trochę bardziej spodobał mi się wariant przedstawiony w instrukcji, który pozwala korzystać z drugiej strony planszy. Na niej płytki nie mają z góry przypisanych miejsc, co daje graczowi większą swobodę, ale wiąże się też z ryzykiem zablokowania się, jeśli kafelki są źle ułożone.

Kasia:

Azul jest dość lekką grą, raczej w typie tytułów rodzinnych. Nie przeciąża obwodów i można spokojnie siąść do niego  po rodzinnym obiedzie albo w przerwie między cięższymi tytułami. Podoba mi się, że nie jest jednocześnie banalny i mimo familijnego charakteru daje satysfakcję, bo wygrana zależy przede wszystkim od podjętych decyzji. Można tu więc bardzo przyjemnie pogłówkować nad najlepszą strategią. A jeśli zdecydujemy się na wariant zaawansowany, to zyskujemy dodatkowe wyzwanie w postaci odpowiedniego rozplanowania ułożenia kafli. Pozwala to inaczej spojrzeć na grę.

Pozytywnie na rozgrywkę wpływa też niezbyt duża losowość - przypadkowość początkowego rozłożenia kafli nie burzy strategicznego wymiaru gry. I mimo, że w Azulu każda partia wygląda generalnie podobnie (różni się wspomniane ułożenie kafli w poszczególnych turach), to z przyjemnością mogłabym rozgrywać partię za partią. Regrywalność wynika tu raczej z angażującej rozgrywki i chęci bicia własnych rekordów.

W zasadzie moim jedynym zarzutem jest pojawiająca się od czasu do czasu sytuacja, kiedy gracz jest "karany", gdyż jako ostatni musi wziąć pozostawione przez współgraczy kafelki. Zauważyłam, że zwłaszcza w pełnym składzie bywa, że ostatni dostaje nawet 5 czy więcej kafli jednego rodzaju i większość z nich musi wylądować na "podłodze". Trudno takiej sytuacji zapobiec, a niestety wiąże się ona ze stratą punktów. Takie momenty były jedynymi, kiedy lekko irytowałam się na grę, choć moje ogólne wrażenia nadal pozostawały pozytywne.

Wspomniana sprawa jest jedną z przyczyn, dla których wolę Azula w wariancie trzyosobowym. Czuję, że mam wtedy także nieco większa kontrolę nad sytuacja na stole. Ogólnie rzecz biorąc jest to gra o raczej niewielkiej negatywnej interakcji, powiedziałabym nawet, że doskonale wyważonej. Pozwala na delikatne podstawienie nogi, ale nie daje graczom możliwości rujnowania sobie nawzajem planów. Jest to więc do pewnego stopnia pasjansowata układanka, w której jednak działania przeciwników i ich wpływ na pojawiające się przed nami możliwości mają bardzo duże znaczenie. Uważam to za świetne połączenie.

Ocena Wiktora: 5,5/10

Ocena Kasi: 8/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Azul we dwoje, podobnie jak wiele gier tego typu, daje większą kontrolę nad partią. Obserwowanie poczynań jednego przeciwnika jest łatwiejsze, płytki nie znikają ze stołu też tak szybko, jak w większym gronie. Nadal brakowało mi tu emocji i jakiejś iskierki, która zapaliłaby chęć do kolejnych rozgrywek, jednak w tym wariancie bawiłem się trochę lepiej. Oznacza to chyba, że Azul dobrze działa we dwoje ;).

Kasia:

Azul we dwoje działa fantastycznie - sądzę, że nawet lepiej niż w większym gronie. Grając w parze nie zaobserwowałam efektu, o którym pisałam wyżej (konieczności zebrania dużej liczby pozostawionych kafelków). Co więcej rywalizacja wyłącznie z jednym przeciwnikiem zwiększa nieco poziom interakcji. Łatwiej jest oczywiście obserwować poczynania drugiej strony i  od czasu do czasu podbierać najbardziej pożądane kafelki.

Ocena Wiktora: 6,5/10

Ocena Kasi: 9/10

Ocena:

Wiktor:

Czy Azul jest dobrą grą? Pewnie tak... Czy Azul mi się spodobał? Średnio. Czy mam ochotę na kolejne partie? Nie. Mimo ładnego wyglądu, prostych zasad, sensownej mechaniki i logicznej rozgrywki Azul mnie nie przekonał. Może to wina typu gry, może spodziewałem się czegoś trochę ciekawszego, ale faktem jest, że coś między nami nie zagrało. Paradoksalnie jednak będę polecał ten tytuł, bo wiem, że może się podobać. Znajomi byli zadowoleni, mógłbym go pokazać niegrającej rodzinie, wytłumaczyć praktycznie każdemu. Jeśli lubisz spokojną, logiczną rozgrywkę i do szczęścia nie potrzebujesz bezpośredniej rywalizacji na jednej planszy, to Azul powinien się nadać.

Kasia:

Choć Azul to gra abstrakcyjna, który to typ nie należy do moich ulubionych, to świetnie się w niej odnajdowałam, a przy tym bardzo dobrze bawiłam. Gra cieszy moje oczy, a przy tym stanowi miłe wyzwanie, dzięki czemu nie miałabym problemu z rozegraniem kilku partii z rzędu. Może nie jest tytułem rewolucyjnym, ale najzwyczajniej w świecie dużą frajdę daje układanie tych kolorowych kafelków. Polecam!

  • Dla kogo?
Dla: początkujących i średnio zaawansowanych; estetów; rodzin; niedzielnych graczy

Przypomina nam: Patchwork. gry kafelkowe

Plusy:

  • piękne wykonanie
  • bardzo proste zasady
  • dobrze [świetnie - K.] działa we dwoje
  • angażująca rozgrywka [K.]

Minusy:

  • mało emocji [W.]
  • przeszkadzająca niekiedy losowość [W.]
  • brak bezpośredniej rywalizacji [W.]


Grę przekazało nam wydawnictwo Lacerta. Dziękujemy!

http://www.lacerta.pl/


4 komentarze:

  1. Nie wiem, na czym to polega, ale już sama okładka działa na mnie mocno zniechęcająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka akurat mi się podoba. Może nie lubisz mauretańskich mozaik ;).
      - W.

      Usuń
    2. Sagrada kusi mnie bardziej :D

      Usuń
    3. FoxGames zapowiedziało polskie wydanie, też już czekamy! :D
      - W.

      Usuń