czwartek, 14 grudnia 2017

Pixie Queen - recenzja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2017/12/pixie-queen-recenzja.html
Pixie Queen to niedawno wydana gra planszowa wykorzystująca worker (a raczej pixie) placement. Nad poczynaniami skrzydlatych stworków pieczę sprawuje zła i niesympatyczna królowa, której - jak widać na okładce - wszyscy chcą dogodzić... A to nie jest łatwe.

Wiek: 12+
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: około 100 minut
Wydawca: Bard Centrum Gier
Tematyka: złowrogie wróżki
Główna mechanika: rozmieszczanie robotników
BGG: Pixie Queen

Grę przekazało nam wydawnictwo Bard.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Niech Pixie Queen nie zmyli nikogo wróżkami na okładce! Wystarczy przyjrzeć się królowej by dostrzec, że nie jest ona przyjemnym stworzeniem. Zadowolenie jej to zadanie dla eurograczy, a nie dla młodszych planszówkowiczów. Całą grę utrzymano w trochę mrocznych klimatach, co widać po dość ciemnych ilustracjach i szczegółach takich jak wróżki przykute do głazów w kopalniach. Poza fajną okładką Pixie Queen może pochwalić się też ładną planszą i ogólnie porządnymi komponentami. W pudełku znajduje się sporo drewnianych znaczników (miód, jabłka i chleb mają swoje własne kształty), trochę żetonów, dyski graczy oraz oczywiście główne bohaterki, czyli wróżki. Jedynie dwie spore, białe kości nie do końca wyglądem pasują do pozostałych elementów.

Zauważyłem też, że w jednym miejscu na planszy nie przetłumaczono oznaczeń kolejności graczy, zamiast "1., 2., 3." mamy więc "1st, 2nd, 3rd", co jest jednak drobiazgiem, który nie przeszkadza w zabawie.

Kasia:

Okładka Pixie Queen bez wątpienia może zaintrygować, a mnie się też zwyczajnie podoba ze względu na przyjemną kreskę. Wewnątrz pudła komponentów na pewno nie brakuje. Jest oczywiście plansza i zasłonki - wszystko opatrzone dość mrocznymi grafikami, które jednak prezentują się ładnie. Jest też sporo fajnie powycinanego drewna (świetnie wyglądają zwłaszcza wróżki) oraz duże, konkretne kostki. Niewielkim mankamentem są niezbyt dobrze przylegające naklejki na znaczniki (mają tendencję do odklejania się na rantach). Generalnie jednak wykonanie jest jak najbardziej w porządku.

Ocena Wiktora: 7,5/10

Ocena Kasi: 7/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Pixie Queen to planszówka typu worker placement, w której rozmieszczając na planszy swoje dyski gracze aktywują różne akcje pozwalające na zbieranie zasobów, ich wymianę, czy nawet szkodzenie przeciwnikom. To tytuł dość mocno karzący, w którym pod koniec każdej rundy będzie się traciło punkty. Przypomina o tym nawet tor po prawej stronie, który ma zakres od minus 60 do plus 20. Będzie więc boleśnie. Głównymi źródłami punktów w grze są wykuwane pierścienie (o ich koszcie decyduje jeden z torów na planszy), przekazywane królowej w ramach akcji zasoby oraz wierni służący, którzy wespną się na piramidę przedstawioną na planszy i dotrą aż do pałacu. Wszystkie trzy główne możliwości punktowania reprezentują zbierane przez graczy żetony.

Każda runda rozpoczyna się od zebrania surowców z pól, na których znajdują się wróżki. Następnie gracze kolejno wykonują swoje tury używając znaczników do uruchamiania akcji. Nie będę się rozpisywał na ich temat, chociaż o paru wspomnę pewnie w opisie rozgrywki. Gdy wszyscy zakończą ruchy następuje równie ważna faza - składanie ofiar. Odwraca się wówczas jeden z żetonów odliczających rundy, który określa też jakiego pożywienia żąda królowa. Każdy z graczy w tajemnicy wybiera jeden typ surowca (można ofiarować wskazane jedzenie, srebro albo złoto) i po jego odsłonięciu otrzymuje nagrodę (ale tylko, gdy chociaż jedna osoba przekazała królowej pożywienie, w przeciwnym razie nikt nie zostaje nagrodzony). Oddane znaczniki miodu, jabłek i chleba - zależnie od preferencji władczyni - pozwalają na przesuwanie wróżek w górę piramidy, co ułatwia wykonywanie akcji (wróżka zajmuje jedno z dwóch pól na dyski) i pozwala zbierać surowce na początku rudny. Osoba, która wespnie się na samą górę zostaje wiernym sługą i zdobywa punkty. Ofiarowane kruszce (srebro i złoto) pozwalają natomiast na przesunięcie się na odpowiadających im torach. Po fazie nagród następują oczywiście kary, w ramach których wszyscy tracą punkty za pozycje zajmowane na wspomnianych przed chwilą torach, wróżki na dnie kopalni itd. Zabawa trwa w ten sposób przez 7 rund albo do momentu zebrania wszystkich złotych żetonów punktacji za pierścienie, służących i dary.

Jako że Pixie Queen poznaliśmy już na etapie finalnego prototypu, to siadając do gry musiałem jedynie odświeżyć sobie reguły. Po lekturze instrukcji nie miałem większych wątpliwości dotyczących zasad, chociaż trudno ocenić mi na ile to jej zasługa, a na ile odpowiada za to wcześniejsza znajomość reguł. Pixie Queen to planszówka bazująca na mechanice rozmieszczania robotników, co sprawia, że wystarczy praktycznie poznać dostępne na planszy akcje, by móc siąść do zabawy. Dzięki temu tytuł może sprawdzić się nawet u średnio zaawansowanych graczy (chociaż zupełnie początkującym go nie polecam, będzie dla nich zbyt skomplikowany). 

Kasia:

Pixie Queen to gra dla planszówkowiczów, którzy liznęli już co nieco innych tytułów. Jej reguły nie są zawiłe, trzeba tylko pamiętać o kilku istotnych kwestiach. Na zasłonkach graczy umieszczono skrót tury, który może stanowić koło ratunkowe podczas pierwszej partii. Później się już raczej z niego nie korzysta, gdyż z jednej strony zasady w większości zostają w głowie, a z drugiej pochyłość zasłonki trochę utrudnia zaglądanie do ściągawki.

W grze mamy sporo różnego rodzaju ikonografii, która najczęściej nie sprawia problemu i tylko w pojedynczych przypadkach trzeba zerkać do instrukcji. Dzięki zastosowaniu ikonek komponenty są jednak niezależne językowo.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Pixie Queen korzysta z klasycznej mechaniki, do której dorzuca kilka zmian i nowinek. Pierwszą z nich są wróżki, które nie są używane jako pionki do aktywacji pól, jednak mogą w niej pomagać. Wspinające się meeple zajmują dostępne dla siebie pola, przez co zmniejszają koszt akcji. Spore znaczenie ma tutaj znacznik pierwszego gracza, bo nieraz zdarzało się, że atrakcyjne pole ze stojącą wróżką zajmował ktoś inny, a nie jej właściciel. Ciekawym rozwiązaniem okazały się dwa tory kolejności: jeden obowiązujący w całej rundzie, drugi pozwalający zostać pierwszym graczem podczas fazy nagród i tym samym poruszać meeplami przed innymi (najczęściej po to, by wspiąć się na sam szczyt i zostać ulubieńcem królowej oraz otrzymać punkty). Drugi sposób brzmi atrakcyjnie, jednak wiąże się ze spasowaniem - przeznaczamy na to wszystkie pozostałe cylindry akcji.

Z kolejnością graczy w partii pięcioosobowej wiąże się jednak pewien szkopuł. Ostatniej osobie bowiem bardzo trudno jest przesunąć się do przodu. Na ogół trzeci albo czwarty gracz ubiega ją nie pozostawiając pola do manewru. Szkoda więc, że raptem jedno pole pozwala zmienić kolejność na następną rundę. Problem występuje tylko w największym możliwym gronie, przy trzech i czterech osobach zanika, bo akcja nie jest już tak bardzo potrzebna.

Tytułowa królowa wróżek nie jest wyrozumiałą władczynią, więc podczas rozgrywki prawie cały czas traci się punkty. Jest to o tyle dobrze pomyślane, że wszyscy powoli zmierzają ku otchłani, więc różnice nie są za bardzo widoczne. Teoretycznie osoba, która wpadnie na minus 60 punktów odpada z partii, jednak w praktyce nigdy nam się to nie przydarzyło (poza jednym razem, gdy w złej kolejności rozpatrywaliśmy zakończenie gry przyznając najpierw punkty ujemne zamiast dodatnich). Początkowo obawiałem się, że odpadnięcie może wiązać się z długą bezczynnością przy stole, jednak tak nie jest.

Pixie Queen mimo bycia grą euro umożliwia sporą interakcję w postaci odbierania punktów przeciwnikom, kradzieży zasobów, przykuwania ich wróżek w kopalniach oraz - oczywiście - zajmowania sobie pól akcji. Prawie wszystkie działania przeciwko innym kosztują jednak cenne akcje, których wcale nie ma tak wiele. W naszych partiach przede wszystkim skupialiśmy się na własnych korzyściach, dopiero nieco przy okazji bijąc innych.

Losowość w grze występuje w niewielkich ilościach, pojawia się jednak w jednym bardzo ważnym momencie - podczas określania jedzenia pożądanego przez królową. W trakcie przygotowania do zabawy z dziewięciu żetonów (po trzy chleby, miody i jabłka) losuje się siedem i umieszcza na torze rund. Ich kolejność oraz to, które zostały odrzucone nie są znane, co wprowadza trochę niepewności. Warto więc trzymać za swoją zasłonką różne surowce i być gotowym na wszystko. Tylko ostrożnie, pod koniec gry można stracić za nie punkty. Szczęście ma znaczenie także podczas kopania, czyli pobierania z woreczka surowców. Można tam trafić na wartościowe złoto, przydatne srebro oraz mniej użyteczne kamienie, do których można jednak przykuć wrogie wróżki co spowalnia ich ruch (by wyszły z kopalni ich właściciel musi odrzucić po jednym chlebie za każdy kamień).

Pixie Queen nie jest bardzo skomplikowane, pozwala jednak trochę pozarządzać zasobami i pokombinować, którą ścieżkę punktacji obrać. Można pójść w stronę produkcji pierścieni (do czego przydadzą się dobre przeliczniki srebra na złoto i złota na biżuterię), wspinać się wróżkami po piramidzie albo zbierać zasoby, by darować je królowej. Chwytanie kilku srok za ogon nie zawsze jest skuteczne, bo sporo zależy od tego, co robią przeciwnicy. Jeśli wszyscy gracze skupią się tylko na jednej rzeczy (np. pierścieniach), to konkurencja o niektóre pola akcji będzie naprawdę spora. Rywale to też główny czynnik określający regrywalność Pixie Queen, bo to od nich zależy przebieg partii. Na jej początku losuje się jedynie wspomniane żetony rund oraz kolejność. W grze nie pojawiają się też wszystkie żetony stałych zdolności.

Kasia:

Rozgrywka w Pixie Queen jest o tyle specyficzna, że z jednej strony mamy tu lekko zmodyfikowany worker placement, a z drugiej konieczność kombinowania nie tylko jak zdobyć najwięcej punktów, ale też jak stracić ich jak najmniej. Podoba mi się to, że mimo stałej presji ze strony królowej swoboda działania jest tu jednak duża. Mamy kilka niezależnych od siebie sposobów punktowania i sporo możliwości manipulowania zasobami.

Jak na grę euro jest tu całkiem dużo negatywnej interakcji. Można utrudnić wrogiej wróżce wydostanie się z kopalni lub wybrać akcję, dzięki której jeden z rywali traci punkty. Nieraz też blokuje się rywalom akcje (ze względu na niedużą liczbę robotników raczej nie celowo). Ważne jest także trzymanie ręki na pulsie jeśli chodzi o pozycje poszczególnych graczy na torze kolejności. Nie można pozwolić by jeden gracz zbyt długo okupował pierwszą pozycję, ponieważ wiąże się ona z istotnymi profitami. W tym aspekcie widzę pewną bolączkę widoczną zwłaszcza w liczniejszym gronie. Otóż "kara", jaką na początku gry ponosi rozpoczynający, jest niewspółmiernie niska do tego, jak dużą przewagę może mu to dać, a także do tego, ile zasobów musi wydać ostatni by dobrnąć na jego pozycję.

Losowość w Pixie Queen jest natomiast dość mocno ograniczona. Wyciąganie na ślepo zasobów z woreczka lub ewentualnie akcje rzucania kostkami zawsze przynoszą nam jakieś korzyści, a to czy zdecydujemy się z nich skorzystać zależy tylko od naszej skłonności do podejmowania ryzyka. Dla mnie jest to rozwiązanie bardzo satysfakcjonujące.

Jeśli przy stole nie zasiądą wyjątkowi myśliciele, to raczej nie ma problemu z oczekiwaniem na swoją kolej. Jedynie przy pięciu osobach czas ten wydłuża się na tyle, że może momentami powodować zniecierpliwienie. Nie ma też co obawiać się możliwości eliminacji podczas gry - jest to raczej bat na zbyt brawurowych graczy i w trakcie partii może zdarzyć się co najwyżej w okolicach końca gry.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Pixie Queen we dwoje wprowadza automatycznego gracza, którego rola ogranicza się jednak tylko do poruszania wróżkami podczas fazy nagród. Mimo tego czasami zdarzało się nam o nim zapominać, co jednak nie miało jakiegoś dużego wpływu na partie, w których się przytrafiło. Niestety, Pixie Queen przy dwóch osobach traci swój pazur. W fazie darów każdy korzysta z obu rąk ofiarując królowej dwa różne zasoby, co znacznie ułatwia partię. Gra jest dość prosta, konkurencja o kolejność w rundzie niewielka, na planszy panuje sporo luzu i niemal zawsze udaje się zrealizować swoje plany.

Po ograniu prototypu i wersji finalnej czuję, że mam na koncie tyle partii, iż nie wrócę już raczej do Pixie Queen we dwoje. Zdecydowanie wolę rywalizację w większym gronie, trudniejszą, ale też bardziej wciągającą i satysfakcjonującą. Spokojne realizowanie swoich planów wypada lepiej w innych tytułach, a zaletą tej planszówki jest dodająca pikanterii interakcja i ciasnota na planszy.

WAŻNE! Sam autor gry przyznał kilka dni temu na BGG, że po czasie widzi, iż zmiany w trybie dwuosobowym okazały się średnim pomysłem. Zasugerował, by osoby chcące poczuć wyzwanie korzystały z reguł podstawowych nie wprowadzając ofiarowania na dwie ręce oraz automatycznego gracza.

Kasia:

Zasadnicza różnica jeśli chodzi o partie we dwoje polega na tym, że w takim układzie jest zwyczajnie łatwiej. Obecny jest wtedy wirtualny gracz, który bardziej pomaga niż przeszkadza. Także ze względu na większe możliwości obdarowywania królowej (i dostawania z tego tytułu profitów) w takiej konfiguracji wyniki końcowe są zwykle wyższe niż kiedy przy stole siedzi więcej osób. Trudno mi się jednoznacznie określić czy to dobrze czy źle, po prostu jest odrobinę inaczej. Na plus działa natomiast fakt, że nie występuje problem o którym wspomniałam wyżej (trudna sytuacja ostatniego gracza i przewaga pierwszego).

Ocena Wiktora: 5/10

Ocena Kasi: 7/10

Klimat i tematyka:

Wiktor:

Temat Pixie Queen to dość ryzykowne połączenie. Jest to gra z jednej strony o wróżkach kojarzących się raczej z młodszymi planszówkowiczami, z drugiej jednak przedstawiono je w dość złowrogi i nieco przygnębiający sposób. Zabawa konwencją jest fajna, ale już trudny los wróżek-niewolników może u niektórych budzić konsternację. W tej grze strącanie przeciwników do kopalni, przykuwanie ich do kamieni i okradanie wieśniaków przez wróżki, by zdobyć surowce odbierałem jednak z uśmiechem, doceniając jednocześnie nieszablonowe podejście. Prawda jest taka, że zrobienie z tego kolejnej planszówki o uprawie roli sprawiłoby pewnie, że przeszłaby raczej niezauważona.

Mimo że Pixie Queen w warstwie fabularno-mechanicznej nieźle pasuje do tematu, to nie przekłada się to na odczucia z gry. Wróżki i ich rola spadają na drugi plan, a pierwsze skrzypce gra zarządzanie zasobami i realizowanie akcji, które mogą zapewnić kilka punktów. To po prostu kolejne euro, więc taki stan rzeczy nie jest niczym zaskakującym i nie wpływa raczej na moją ogólną ocenę.

Kasia:

Temat Pixie Queen jest niezwykle osobliwy. Przecież chochliki czy też wróżki kojarzą się z dobrymi, delikatnymi stworzeniami, a tu muszą one kraść czy pracować w kopalni. A na domiar złego króluje im niezwykle wredna władczyni, która co rusz wymierza srogie kary. Dla wielu graczy takie zderzenie stanowi początkowo spory szok (sama tak miałam przy pierwszych partiach). Po czasie przechodzi się jednak nad tym do porządku dziennego. Dla mnie temat nie jest więc już teraz problemem, a raczej miłym dodatkiem do gry.

Jeśli zaś chodzi o klimat to samo to, że wciąż dostajemy baty sprawia, że można wczuć się w nieciekawe położenie w jakim znalazły się wróżki w tym fantastycznym królestwie. To jednak właściwie tyle, gdyż poza oprawą graficzną i pewnym wrażeniem z gry nie dostajemy tu nic więcej. Ale też ja się niczego spektakularnego nie spodziewałam i taki poziom jest dla mnie zupełnie wystarczający.

Ocena Wiktora: 5/10

Ocena Kasi: 5,5/10 

Podsumowanie:

Wiktor:

Pixie Queen to ładna i dobrze wykonana gra. Jej zasady nie są nadmiernie skomplikowane, więc odnajdą się w nich nawet osoby, które grają tylko do czasu do czasu i nie sięgają po ciężkie planszówki. Na uwagę zasługuje na pewno fakt, że połączono tutaj w całkiem sprawny sposób negatywną interakcję oraz karzącą mechanikę gry ze swobodą wyborów i brakiem uczucia przegrywania z rywalami. Wszyscy w miarę podobnym tempie tracą punkty, celem zabawy jest więc nazbieranie tylu żetonów, by pod koniec odbić się od dna. Wydaje mi się, że Pixie Queen najlepiej działa w gronie 3-4 graczy, najsłabiej (zbyt prosto) wypadając we dwoje. W komplecie trochę zbyt dużą rolę pełni tor kolejności, z którego końca trudno się wydostać ostatniemu graczowi.

Na uwagę zasługuje nietypowa tematyka gry, którą nieźle połączono z oprawą i mechaniką. Nie ma co liczyć na tony klimatu, ale jak na grę euro poradzono sobie z tym dobrze.

Kasia:

Planszówka o nieco mrocznych i złych wróżkach to ciekawa pozycja, choćby ze względu na ten niecodzienny temat. Zarówno wygląd jak i wykonanie nie powinny nikogo zawieść. Klimatu jest akurat tyle by umilić rozgrywkę w stylu euro. Co do mechaniki to ogólnie jest dobrze, pomimo paru drobnych zarzutów. Losowość możemy sobie dawkować, natomiast interakcja występuje zawsze, choć nie psuje zabawy. Wariant dwuosobowy daje nico inne wrażenia i na pewno jest wart wypróbowania.

Ocena:

Wiktor:

Pixie Queen to dobre euro. Nie jest przełomowe ani innowacyjne, jednak sprawnie wykorzystuje popularne rozmieszczanie robotników udanie łącząc ją z kilkoma urozmaicającymi zabawę mechanikami. Jeśli grywasz głównie w gronie 3-4 osób i lubisz worker placement o nietypowej tematyce, to Pixie Queen powinno ci się spodobać. To tytuł, który warto poznać chociażby ze względu na występujące w nim wredne wróżki.

Kasia:

Pewna oryginalność Pixie Queen być może nie każdemu przypadnie do gustu. Nie mniej jednak uważam, że jest to dobra gra, która zapewnia ciekawą rozrywkę. I choć raczej odpuszczę sobie siadanie do niej w pełnym składzie, to w innej konfiguracji nie zamierzam odmawiać partyjki.

  • Dla kogo?
Dla: średnio zaawansowanych i doświadczonych; miłośników mroczniejszej odmiany fantasy; fanów mechaniki rozmieszczania robotników; lubiących karzące gry

Przypomina nam: Simurgh, delikatnie Lords of Waterdeep

Plusy:

  • dobre i ładne wykonanie
  • przystępne zasady
  • odpowiednia dawka losowości i interakcji
  • oryginalny temat

Minusy:

  • trudna sytuacja ostatniego gracza przy 5 osobach
  • może się dłużyć w piątkę
  • słabszy wariant dla dwóch graczy [W.]



Grę przekazało nam wydawnictwo Bard. Dziękujemy!

http://wydawnictwo.bard.pl/


2 komentarze:

  1. Nie tylko nie przetłumaczyli planszy, jest tam wręcz byk:
    3th zamiast 3rd : p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę, na to nie zwróciłem uwagi. Chociaż oryginalny wydawca jest z Belgii, można im to chyba wybaczyć :P.
      - W.

      Usuń