wtorek, 21 listopada 2017

Festiwal Gramy 2017 - relacja

http://www.planszowkiwedwoje.pl/2017/11/festiwal-gramy-2017-relacja.html
Tym razem na festiwal wybraliśmy się tylko w sobotę i spędziliśmy na nim calutki dzień. Udało nam się spotkać i pogadać ze znajomymi, wydawcami oraz nawet zagrać w kilka planszówek. Podobnie jak i rok temu tekst został podzielony na kilka podtytułów, które powinny pomóc w orientacji. 

Na końcu tekstu zamiesiliśmy też listę tytułów, które przewinęły się na prezentacji wydawnictwa Rebel!

Festiwal Gramy odbywał się w centrum konferencyjno-wystawowym Amber Expo. Miejsca nie brakowało, hala była przestronna, a gralnia wielka. Nie było również problemów z jedzeniem i piciem, na miejscu można było kupić kawę, kanapki, sałatki, a przed budynkiem stało kilka foodtrucków z frytkami, zapiekankami i jakimiś ciepłymi kanapkami. Wszystko było więc na miejscu, a stoiska kusiły zwiedzających zabawkami, grami i promocjami.

Początek imprezy był raczej wolny, a wśród stoisk różnych wydawców (zarówno tych dla młodszych, jak i starszych graczy) przechadzali się nieliczni zwiedzający. Było ich zdecydowanie mniej niż w zeszłym roku, co trochę mnie zaskoczyło. Z czasem jednak pojawiało się coraz więcej ludzi i już w okolicach południa zrobiło się standardowo tłoczno. Na stoiskach osoby w różnym wieku grały we wszelkiej maści planszówki i zabawy od tych poważniejszych po rzucanie świniami. To coś, co ogromnie cieszy i pokazuje, że hobby się rozwija. Co tu dużo gadać, taki widok raduje serce, tym bardziej, że na twarzach grających niemal zawsze gościły uśmiechy! A to przecież najważniejsze!

Sala Essen

Do pierwszych planszówek zasiedliśmy w sali Essen, do której wybraliśmy się z większą grupą znajomych. Kasia zagrała w Indian Summer, nową grę Uwego Rosenberga, ja usiadłem do dwóch imprezowych tytułów - Are you a human? oraz Grumpfa!.

Indian Summer

Kasia:

Jak nie trudno się zorientować jest to kolejna wariacja na temat Patchworka. Wygląda prześlicznie, z tymi wszystkimi leśnymi zwierzakami zerkającymi na nas z kafli. Zasady nie są skomplikowane, więc bez większych problemów rozpoczęliśmy rozgrywkę. Indian Summer od podobnych poprzedników (np. Ogródka) odróżnia to, że możemy tu gromadzić kafle na kolejne tury i mamy do czynienia z bezpośrednią negatywną interakcją (można okradać rywali). Jest tu też większy potencjał na tworzenie "kombosów", co w późniejszym etapie rozgrywki wydłuża nieco oczekiwanie na swoją kolej, ale daje też sporą satysfakcję. Aha, i nie ma tu liczenia punktów, wygrywa ten, kto pierwszy zapełni planszę. Rozgrywka zdecydowanie mi się podobała i chętnie jeszcze bym do tej gry wróciła, bo uważam, że jest o poziom wyżej od wspomnianego Ogródka.

Are you a human?

To nie mogło się dobrze skończyć. Pudełko mówiło o grze typu memory z innowacyjnym twistem. Trochę z przekory, trochę ze względu na krótką instrukcję, ale postanowiliśmy spróbować. Twist polegał na tym, że wszystkie rozłożone kafelki były najpierw widoczne przez minutę, a po ich odwróceniu inny gracz wskazywał, którą płytkę należy odgadnąć. Znajdowały się na nich symbole w różnych kolorach oraz liczbie (1-4), odgadując należało podać od jednej do trzech cech (np. dwa zielone elementy). Twist nie okazał się ani innowacyjny, ani nawet twistowy, chociaż gra nadawałaby się może dla dzieci (gdyby tylko była ładniejsza).

Grumpf!

Kolejny szybki i niewielki tytuł, tym razem wybrany ze względu na ładną okładkę. Zabawa polegała na jednoczesnym układaniu swoich żetonów na wyspach tak, by zgarnąć później jak najwięcej różnych zwierząt. Każda z planszetek miała inny warunek "odpalenia się", np. suma siły Grumpfów (żetonów) musiała przekroczyć 20, należało umieścić tam co najmniej cztery żetony itd. Było przy tym trochę śmiechu, a gra prezentowała się naprawdę ładnie. Tytuł nie jest wybitny, ale całkiem przyjemny, sprawdziłby się pewnie w gronie młodszych graczy lub też wśród miłośników imprezówek.


FoxGames

Stoisko wydawnictwa było cały czas pełne grających, głównie tych w młodszym wieku. Muszę przyznać, że osoby prezentujące gry były bardzo zaangażowane, niemal od razu po podejściu do stolika pojawiał się ktoś gotów pomóc i wyjaśnić reguły. Zamieniłem kilka zdań z przesympatycznym Wojtkiem Rzadkiem, który dwoił się i troił pokazując przechodniom nie tylko klasyczne gry, ale też komiksy paragrafowe (pisaliśmy o nich na blogu). Summa summarum zagraliśmy jedynie w...

Ciasteczkowe potworki

To gra na spostrzegawczość wymagająca też refleksu. Wyłożonych jest kilka kart, na których narysowano połączone ze sobą smakołyki. Zadaniem graczy jest przeanalizowanie połączeń od pierwszego (wyrzuconego na kości) dania do ostatniego i chwycenie otrzymanego w ten sposób żetonu. Szybkie, proste i wesołe. Ku mojemu zaskoczeniu poszło mi tragicznie, a tego typu gry na ogół są moim konikiem.

Games Factory

Ekipy GF nie trzeba było długo szukać, bo mieli jedno z największych stoisk na targach. Wyeksponowana wyprzedaż tytułów (schodziły dość szybko) oraz sporo stolików, na których można było pograć w ich tytuły, a główną atrakcją było Star Realms (tutaj znajdziecie naszą recenzję). Jako że to świetna gra, to postanowiłem nawet wyręczyć zajętych chłopaków i wytłumaczyć grę dwójce odwiedzających stoisko. Chyba się spodobało! :)

Przy okazji dostaliśmy od wydawnictwa Obecność, przed którą dość długo się wzbraniałem. Niedawno jednak mieliśmy okazję zagrać, spodobało się na tyle, że postanowiliśmy opisać grę i dodatek.

Cube Factory of Ideas

Kolejny przystanek na naszej drodze. Kasia koniecznie chciała zagrać w Sanctuary (Azyl), więc kilka razy krążyliśmy koło stoiska czekając na zwolnienie się miejsc. W ten właśnie sposób zwerbowano nas do poznania szybkiego Super Gola!.

Super Gol!

Mocno losowa gra piłkarska. Graliśmy bez odmierzania czasu (a to ono dodaje podobno emocji), było okej, chociaż to nie zabawa w naszym stylu. Fanom piłki i przesiadywania przy lekkich tytułach i piwku mogłoby jednak podejść. Na festiwalu można było zagrać na fajnej, dużej macie, w pudełku znajduje się jednak niewielkie filcowe boisko. Podobno jest wytrzymałe, no ale mata prezentowała się dużo lepiej.

Sanctuary (Azyl: Zagrożone gatunki)

Wiktor:

Mieliśmy już siadać do jakieś innej gry, gdy zadzwoniła do mnie Kasia, że właśnie dorwała stolik z Azylem. Na miejscu okazało się, że pośpiech był zbędny bo dość długo czekaliśmy na to, aż pojawi się ktoś, kto będzie w stanie wytłumaczyć nam zasady. Gdy w końcu się udało - można to było zrobić trochę sympatyczniej, a na pewno dokładniej - zaczęliśmy rywalizację. W trakcie gry mieliśmy trochę pytań, ale niespodziewanie obok stolika pojawił się autor planszówki (Przemek Wojtkowiak), który służył nam pomocą podczas zagwozdek z regułami.

Gra to sałatka punktowa z mechaniką worker placementu, który został jednak trochę zmodyfikowany. Robotników (tutaj wolontariuszy) wysyła się na ułożone w rzędzie karty z dwoma akcjami (górną i dolną). Nasz chłopek może wykonać górną na karcie, którą zajął i wszystkie widoczne dla niego dolne. Na zasięg wzroku pionka wpływają przeciwnicy oraz oznaczenia na niektórych kartach. Wymaga to planowania i odpowiedniego rozeznania się w dostępnych opcjach, co początkowo było dość trudne. Akcje pozwalają dobierać różne żetony (drzewa, stawy, zwierzaki), towary (kostki zasobów, niestety nienazwane) i manipulować nimi przenosząc na planszetkach. Partyjka zajęła nam około godziny, jest to więc raczej szybki tytuł. Bawiliśmy się całkiem dobrze, była to największa gra, do której usiedliśmy na Festiwalu Gramy i nie żałuję.

Ponarzekam jednak na wygląd Sancutary. O ile okładka gry jest śliczna, to zawartość budzi mieszane uczucia. Bardzo fajnie wyglądają żetony zwierząt, które popsuto jednak płotkami - podczas obracania kafelków płoty przestają współgrać z grafiką na planszy, co wygląda brzydko. Ilustracje na planszetkach są w porządku, chociaż też mogłyby być ładniejsze. Natomiast karty akcji są okropne. Ikonografia nie jest skomplikowana, ale namalowano ją dość topornie. Kolega, z którym graliśmy był przekonany, że to jeszcze prototyp. Ogólnie niemal wszystkie elementy poza żetonami zwierzaków odbiegają wyglądem od okładki, a szkoda. Wydaje mi się, że kupując grę w ciemno byłbym rozczarowany tym, co znajduje się w pudełku. To jednak tylko moje pierwsze wrażenia, być może spowodowane tym, że spodziewałem się czegoś ładniejszego. Mechanicznie Azyl wydał mi się jednak ciekawą pozycją, a to przecież jest najważniejsze.

Kasia:

Bardzo chciałam zagrać w ten tytuł ze względu na jego temat (ochrona środowiska to mój konik). Siadając do stołu przeraził mnie trochę widok kart z masą ikonek, strzałek itp. Przez pierwsze dwie-trzy rundy nie do końca umiałam się w tym odnaleźć, ale później było już w porządku. Gra ma specyficzny i oryginalny sposób wyboru akcji, który trzeba zrozumieć, by móc efektywnie grać. Gdzieś w połowie partii zaczęłam czuć o co tu chodzi, a symbole okazały się wcale nie takie straszne.

Strona graficzna jest rzeczywiście dość nierówna - okładka nie współgra wizualnie z tym co mamy w środku, jest jednak bardzo intrygująca. Klimatu też nie ma zbyt dużo, są niby jakieś zwierzaki, ale ich typ nie ma właściwie znaczenia. Może też ze względu na to, że dopiero uczyłam się zasad, to nie umiałam zbyt dobrze wczuć się w partię. Ogólnie jednak uważam, że to ciekawa pozycja, do której z chęcią usiadłabym jeszcze raz.

Prototypy

Na Festiwalu Gramy w strefie prototypów prezentowano trzy gry: dwie pozycje wydawnictwa CreativeMaker (Valley of Alchemists i Alakazoo, grę opowiadającą o przywoływaniu magicznych stworów) oraz Królewską ucztę osadzoną w realiach Rzeczypospolitej szlacheckiej. Nic niestety nie udało się nam przetestować. Ucztę (eurosucharek dla 2-4 osób) odłożyliśmy na później i nie wyrobiliśmy się, by zdążyć zagrać przed 15. Projekt jest już chyba na ukończeniu, ale nie wiadomo jeszcze w jaki sposób zostanie wydany. Na podlinkowanym fanpage'u z czasem powinno pojawiać się coraz więcej informacji.

Natomiast do Tomka Siwka z CreativeMaker podszedłem tuż przed wyjściem z targów i posłuchałem tylko trochę o grze Valley of Alchemists, która na stole prezentowała się bardzo fajnie. Ma to być coś w stylu Splendoru/Korzennego szlaku. Pewnie kiedyś uda się zagrać i napisać o niej coś więcej.

Rebel

Wydawnictwo na festiwalu obecne było niemal wszędzie. Wyprzedaż planszówek, sklepik, wielka strefa Ice Cool, Cortexu, gablotka z grami... Na głównej hali zagraliśmy jednak tylko w jeden tytuł Rebela, a dwa pozostałe poznaliśmy już na herbatce z wydawnictwem.

Ice Cool

Duża strefa Ice Cool skłoniła nas do partyjki. Po szybkim wytłumaczeniu zasad przystąpiliśmy do pstrykania pingwinami po to, by zbierać ryby albo łapać niesforne zwierzaki. Było przy tym sporo śmiechu, trochę emocji i bólu palców, bo figurki pingwinów były dość twarde. To bardzo fajna pozycja konwentowa, która zachęcała wyglądem, miała proste reguły i po prostu sprawiała frajdę.

Miszmasz!

Kojarzycie Jungle Speeda? Jego autor stworzył też Miszmasz!, grę wymagającą spostrzegawczości i refleksu. Na stole pojawiają się różne wzory, kto pierwszy znajdzie ich parę zgarnia punkt. Co ciekawe par można szukać też wśród kart zebranych przez przeciwników. Sporo śmiechu i emocji, jednak podobnie jak w Jungle Speedzie trzeba podczas gry uważać na wszelkiej maści pierścionki i zegarki, bo komuś może stać się krzywda.

Liczymy warzywa i owoce

Wariacja na temat Flippera, w której również trzeba szybko liczyć owoce (i warzywa). Na stole układa się karty przedstawiające różnej maści zieleninę, po odsłonięciu karty należy policzyć owoce/warzywa odpowiadającemu temu największemu właśnie odkrytemu. Proste i, podobnie jak wszelkie gry inspirowane Dobblami, całkiem przyjemne.

Podsumowanie

Podczas Gramy przypadkowo zagraliśmy też w Rosyjską Ruletkę wydawnictwa Black Monk. Kręciliśmy się obok, gdy pojawił się ktoś chcący zagrać, a że do zabawy potrzeba większego grona, to pomogliśmy potrzebującemu. Udało nam się też poznać Przemka z wydawnictwa Czacha Games, z którym pogadaliśmy na tematy planszówkowo-wydawnicze. A w niedzielę wieczorem otrzymałem maila z InPostu, że leci do nas przesyłka od Czachy (eurosucharek z kafelkami).

Do domu wróciliśmy z kilkoma małymi grami i ochotą na zakup czegoś nowego. Decyzja o odwiedzeniu festiwalu tylko w sobotę okazała się słuszna, bo w niedzielę oboje byliśmy padnięci całym dniem człapania po targach i zwiedzania. Kolejną edycję Gramy zaliczamy do udanych, czekamy już na przyszły rok! Miło było spotkać się i pogadać z różnymi osobami, których było zbyt wiele, by tutaj wymieniać. Z częścią udało się zamienić tylko kilka słów, z innymi zagrać albo porozmawiać - wszystkim, których spotkaliśmy ponownie albo dopiero poznaliśmy dziękujemy! :)

Rebel - premiery i zapowiedzi wydawnicze


Lista gier, które wydawnictwo Rebel przedstawiło na swojej prezentacji. Część już się ukazała, część to wciąż mniej lub bardziej odległe plany. Tytuły są jedynie wycinkiem tego, co ukaże się nakładem gdańskiego wydawnictwa, ale znajduje się wśród nich kilka wyczekiwanych pozycji. Tę samą listę umieszczaliśmy też w jednym z wpisów na Facebooku. Nazwy podlinkowane są do BGG.
  • Tajniacy: Duet - dwuosobowa wersja Tajniaków;
  • Timeline: Wiedza ogólna - nowy Timeline;
  • Miszmasz! - imprezówka autora Jungle Speed;
  • Legendarni wynalazcy - gra mająca zastąpić serię Budowniczowie, tego samego autora;
  • Pulsar 2849 - euro w kosmosie z kościaną mechaniką, bardzo zachwalane przez Wojtka Chuchlę;
  • Dobble Auta - nowe Dobble;
  • blank - Uno legacy, w którym można tworzyć własne zasady;
  • Forbidden Desert (Zakazana pustynia) - mająca już kilka lat kooperacja;
  • Sushi Go Party! - rozwinięta wersja Sushi Go, w dużej puszce;
  • Dream on! - kooperacja o wspólnym śnieniu, tworzeniu historii i jej zapamiętywaniu;
  • Take it Easy! - gra logiczna;
  • Speed Colors - spoglądasz na kartę, odwracasz ją na drugą stronę i musisz pokolorować w taki sam sposób, coś dla młodszych graczy;
  • Kwiatki - mała dwuosobówka stworzona w ramach Rebelatorium dwa lata temu;
  • Śpiące królewny - nowa linia gier dla młodszych graczy, w której reedycji doczekają się niektóre tytuły;
  • Eliksir mnożenia - karcianka o mnożeniu i tworzeniu eliksirów, mimo wieku 7+ podobno nie tylko najmłodszych;
  • Zapominalskie wiewiórki - reedycja Wiewiór;
  • Liczymy warzywa i owoce - debiut Sławka Wiechowskiego, wariacja na temat Dobbli/Flippera i tego typu imprezówek (graliśmy, wygrałem!);
  • Kac Vegas (tytuł roboczy) - imprezowe Hanabi (nie widzimy swoich kart), w którym należy odgadnąć co działo się w nocy imprezy, czyli jakie karty mamy na ręce. 18+;
  • Nemesis - gra Adama Kwapińskiego z nadziejami na wydanie w przyszłym roku;
  • Strefa emisji - podobnie jak i wyżej, chociaż gra ma już jedną finalną grafikę;
  • Drako II - samodzielna gra o mechanice Drako z dwoma nowymi rasami, którą będzie można łączyć z jedynką;
  • Arkana miłości - Rebel przejmuje wydawanie serii, powinno ukazać się na walentynki;
  • Sherlock Holmes Consulting Detective - zbliża się i zbliża, ale bez konkretnej daty;
  • Splendor: Miasta - modułowy dodatek do Splendoru;
  • Small World: Podniebne wyspy
  • dodatek do gry Abyss - wprowadzający piątego gracza i nowe potwory;
  • Aleja Gwiazd dodatek do T.I.M.E Stories - opowiadający o morderstwie w willi Polańskiego;
  • nowe Cortexy - w planach, ale jeszcze nic pewnego.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz