piątek, 30 grudnia 2016

Carcassonne: Star Wars - recenzja

http://planszowki.blogspot.com/2016/12/carcassonne-star-wars-recenzja.html
Gwiezdne wojny i Carcassonne! Dwie znane marki spotkały się w końcu w jednym pudełku! Nowa edycja jednej z najpopularniejszych gier planszowych bierze się za podbijającą na nowo serca fanów serię filmową. Czy jednak Moc jest z nowym Carcassonnem? Czy tytuł ma szanse zastąpić klasyczną podstawkę lub Gorączkę złota? Przeczytajcie i oceńcie sami!

Wiek: 7+
Liczba graczy: 2-5
Czas gry: około 35 minut
Wydawca: Bard
Tematyka: Gwiezdne wojny, science fiction
Główna mechanika: dokładanie kafelków
BGG: Carcassonne: Star Wars

Grę przekazało nam wydawnictwo Bard Centrum Gier.

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Carcassonne: Star Wars w wersji polsko-czesko-słowackiej ma dość nieszczególną okładkę. Pomarańczowe logo przykryto tutaj czarnym paskiem, na którym pojawił się biały napis. Przyznam, że wygląda to trochę mało zachęcająco i dość topornie. Sama ilustracja przedstawiająca Luke'a walczącego z Vaderem też nie powala.

Zawartość robi już jednak lepsze wrażenie. Kolorowe meeple (pionki) można ozdobić dołączonymi do zestawu naklejkami, a pojawiające się na stole kafelki wyglądają całkiem nieźle. Mimo że utrzymane są w ciemnej kolorystyce, to są przyjemne dla oka, a pole gry po zakończeniu partii prezentuje się bardzo fajnie. Podczas pierwszej rozgrywki zauważyłem, że gwiezdne szalki na niektórych płytkach są ciut przesunięte, przez co nie zawsze po połączeniu tworzą równą linię. W kolejnych partiach nie zwracałem już jednak na to uwagi, skupiając się wyłącznie na zabawie. Na uznanie zasługują natomiast drobne szczegóły na kafelkach, w postaci różnego rodzaju myśliwców. Dzięki nim pole zabawy wygląda ciekawiej, a ciemne płytki nie są nudne.

W pudełku znaleźliśmy też kostki oraz żetony frakcji, które były dla mnie nowością w przypadku Carcassonne'a. Ogólnie gra prezentuje się dobrze - największą jej bolączką pozostaje chyba nieszczególna okładka.

Kasia:

Spojrzenie na okładkę nowego Carcassonne'a sprawiło, że poczułam się, jakbym cofnęła się w czasie. Opatrzona jest ona bowiem rysunkiem przywodzącym na myśl styl graficzny sprzed kilkudziesięciu lat. Komponenty wewnątrz pudełka prezentują się już nieco lepiej, nadal jednak wizualnie wydają się nieco oldskulowe.

Niejednokrotnie podczas rozgrywek miałam problem z szybkim rozróżnieniem jakiej wielkości meepel przeciwnika stoi na danym kafelku. Niby różnią się one rozmiarem, ale w na tyle niewielkim stopniu, że ich odróżnienie może sprawiać trudności. Uważam, że mogłyby zostać wyposażone np. w naklejki z innym tłem.

Dosyć jednak marudzenia, ponieważ nie da się nie zauważyć, że ta edycja kultowej gry jest wydana równie porządnie co poprzednie. Elementy są solidne, a dodatkowo miłe wrażenie robią ozdobione naklejkami meeple.

Ocena Wiktora: 6,5/10

Ocena Kasi: 6,5/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Carcassonne: Star Wars opiera się na zasadach podstawowej wersji gry, wprowadzając do niej jednak kilka zmian. Podstawowe dotyczą nazewnictwa - zamiast zamków mamy pola asteroid, drogi zastąpiły gwiezdne szalki, a klasztory stały się planetami. W tej wersji odpuszczono sobie rolników, pionki trafiają więc na płytki tylko na konkretne obiekty. Co nowego czeka jeszcze w Carcassonne: Star Wars?
  • rozmiar meepli - każdy otrzymuje jeden większy znacznik zapewniający w walce dwie kości oraz kilka mniejszych pojedynkujących się jedną kością
  • walki - gdy na planecie, drodze lub polu asteroid znajdą się pionki różnych graczy, dochodzi do walki między nimi (rzut kośćmi, wygrywa osoba, która na pojedynczej kości wyrzuciła największy wynik)
  • wskakiwanie na planety (dawne klasztory) - na każdą planetę można wskoczyć dokładając kafelek, który z nią sąsiaduje. Zamiast stawiać meepla na nim, można położyć go na planecie, często wywołując tym samym walkę.
  • symbole frakcji - na ukończonych obiektach dają dodatkowe dwa punkty, niezależnie od tego, którą frakcję przedstawia symbol;
  • frakcje - nie zapewniają one specjalnych zdolności, jednak dają dodatkową kostkę podczas walki na planecie z tym samym symbolem

Zasady gry są proste i w czasie zabawy nie ma potrzeby zaglądania do instrukcji. Książeczka z regułami (w trzech językach - polskim, czeskim i słowackim) wyjaśnia wszystko dość sprawnie. Kilka nowych zasad sprawiło jednak, że przed grą musiałem ją dokładnie przestudiować. Traktowanie wszystkiego tak, jak w podstawce (głównie planet jak klasztorów) okazało się błędem, przez który nie mogłem początkowo pojąć jakim sposobem można walczyć o planetę. Jeśli jednak ktoś ogarnia zwykłego Carcassonne'a, to Star Wars nie sprawi mu wielkich problemów (przetestowane w boju na rodzinie).

Kasia:

Zasady nowego Carcassonne'a są bardzo zbliżone do tych z podstawowej wersji, bez dodatków. Są w związku z tym łatwe do przyswojenia, także dla niedoświadczonych graczy. Najbardziej wyraźną różnicę stanowi możliwość wskakiwania na planety, czyli stawiania swojego meepla na kafelku innym niż właśnie dołożony. Istotne jest także zrozumienie jaka liczba kostek przypada graczom w pojedynkach. Nie jest to jednak nic skomplikowanego.

Niezrozumiałe jest dla mnie natomiast umieszczenie przy gwiezdnych szlakach i polach asteroid symboli różnych stron konfliktu, ponieważ w praktyce kolor znaczka nie ma żadnego znaczenia. Jest to nieintuicyjne i sprawia, że za każdym razem trzeba nowym graczom tłumaczyć, by nie zwracali uwagi na różniące się symbole.

Ocena Wiktora: 8/10

Ocena Kasi: 7/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Przy Carcassonne: Star Wars spędziłem sporą część świąt, testując tytuł na rodzinie znającej już klasyczną podstawkę i Gorączkę złota. Wszyscy, którzy lubili poprzednie wcielenia gry pozytywnie odnosili się do nowych realiów, nawet jeśli nie były one im zbyt bliskie klimatem. Na pierwszy plan podczas zabawy wysuwają się oczywiście kości oraz związana z nimi mechanika walki. Starcia o gwiezdne szlaki, pola asteroid i planety dodają grze emocji i bezpośredniej interakcji. Ciekawie rozwiązano kwestię przegranych - otrzymują oni zawsze tyle punktów, iloma kośćmi rzucali (od jednego do trzech). Dzięki temu ataki bardzo często są opłacalne, a nawet w razie niepowodzenia zapewniają kilka punktów.

Ta prosta kościana mechanika bardzo szybko przypadła mi do gustu, a i nikt z szerszego niż zwykle grona testerów na nią nie narzekał. Szczególnie spodobała się osobom mniej grającym, dla których klasyczne Carcassonne było momentami zbyt nudne, powolne i monotonne. Łączenie różnych obiektów z budowanymi przez innych graczy jest często ryzykowne, ale potrafi diametralnie odmienić sytuację na torze punktacji. Sporo emocji dostarczają pojedynki o długie drogi lub rozbudowane pola asteroid, ale i występujące znacznie częściej walki o planety kończą się niejednokrotnie siarczystym przekleństwem lub radosnym śmiechem. Dzięki temu do nowego Carcassonne'a zawsze siadałem z dużą chęcią, nawet jeśli rozgrywaliśmy czwartą lub piątą partię z rzędu.

Związana z kośćmi losowość jest czymś, co może zniechęcać trochę niektórych planszówkowiczów. Jakby nie patrzeć, w tej serii dużą rolę odgrywa zawsze też sam dociąg kafelków. Wprowadzenie do gry kości odebrałem jednak bardzo pozytywnie. Mimo że zabawa stała się przez nie bardziej nieprzewidywalna, to jednak wciąż jej przebieg zależy w dużym stopniu również od umiejętności. Na kilkadziesiąt rozegranych partii przegrałem raptem kilka, przy czym gorzej bawiłem się jedynie podczas jednej, w czasie której dobrałem chyba z pięć kafelków z drogą z rzędu i miałem niewielki wpływ na całą rozgrywkę.

Do zabawy siadaliśmy korzystając z różnych frakcji, jednak nie zauważyłem jakichś znacznych różnic z tym związanych. Rywalizacja o planety była na ogół równie zawzięta, nie ograniczała się tylko do tych z symbolem danego gracza. Sporo miejsca poświęcam kościom i związanej z nimi walce, ale to też największa zmiana w porównaniu z klasyczną podstawką gry. Warto jednak wspomnieć, że znaczenie dla przebiegu partii często ma też wykorzystywanie dużego meepla zapewniającego podczas walki dwie kości. Zablokowanie go w jakiejś niemożliwej do dokończenia lokacji może odbić się na skuteczności w kolejnych rundach. Podczas zabawy warto też pamiętać o tym, że symbole frakcji dają dodatkowe punkty. Często można dzięki nim nieźle wyrwać do przodu na torze punktacji, nawet jeśli dokończy się pozornie niewiele wartą drogę.

Kasia:

Pomimo niewielkich różnic w zasadach, Carcassonne: Star Wars oferuje jednak nieco inne emocje podczas rozgrywek niż klasyczna wersja. Zdecydowanie większa interakcja, możliwość wzajemnego atakowania się oraz bardziej rzucająca się w oczy losowość podnoszą poziom adrenaliny przy stole.

To właśnie dodanie do tej gry kafelkowej kostek okazało się być dla mnie największą innowacją w stosunku do pierwowzoru. Uważam, że to ciekawy, choć nieco ryzykowny zabieg. Za ich przyczyną niektórzy mogą uznać bowiem grę za zbyt losową. I mnie los czasem dawał w kość, przez co nie miałam zbyt dużej ochoty na kolejne partie. Trzeba więc wziąć pod uwagę, że do stołu siada się tu głównie dla dobrej zabawy, a strategia, pomimo, że nie jest bez znaczenia, to czasem nie wystarczy do zwycięstwa.

Zaletą Carcassonne: Star Wars jest to, że podczas partii wnikliwie obserwujemy to, co robią przeciwnicy, a jednocześnie atmosfera gry angażuje na tyle, że trudno się tu nudzić (nawet w dużym składzie). Tym bardziej, że nigdy nie wiemy czy zaraz nie przyjdzie nam toczyć jakiejś walki. Rozgrywka się więc nie dłuży, a że trwa stosunkowo krótko, to sprawia wrażenie bardzo dynamicznej.

Ocena Wiktora: 9/10

Ocena Kasi: 7,5/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Pierwszym moim kontaktem z Carcassonne: Star Wars były partie we dwoje, przeciwko Kasi. I to już podczas pierwszych dwóch rozgrywek zostałem oczarowany przez ten tytuł. Siadaliśmy do niego naprawdę wiele razy i wciąż mam ochotę na kolejne partie i starcia. Ku mojemu zdziwieniu nawet we dwoje nie brakuje w nim walki, paradoksalnie występuje ona chyba częściej niż w większym gronie. Jest też bardzo ważnym elementem gry, który pozwala nieraz nadrobić straty lub też uzyskać jeszcze większą przewagę.

Za zabawą z tylko jednym przeciwnikiem przemawia na pewno liczba kafelków, którą można dołożyć w trakcie gry. Daje to sporą kontrolę nad jej przebiegiem i pozwala często dokończyć nawet największe i najbardziej ryzykowne projekty. Nasze wyniki na koniec partii bardzo często znacznie się różniły, niekiedy już w połowie było niemal pewne kto zwycięży. Szczęście w kościach może jednak przechylić szalę zwycięstwa. Ogólne wrażenia z partii we dwoje? Bardzo pozytywne! W takim układzie grało mi się zdecydowanie fajniej niż we cztery czy pięć osób. Miałem większy wpływ na przebieg zabawy i siadałem do niej równie chętnie, co przy trzech graczach.

Kasia:

Moje odczucia z partii w różnym składzie niewiele się od siebie różniły. Mimo wszystko jednak odrobinę bardziej jestem skłonna siadać do układania kafelków w większym gronie. I to nawet pomimo istotnych zalet gier dwuosobowych, takich jak większy udział w tworzeniu wspólnej galaktyki. We dwójkę gra staje się naprawdę bardzo wredna i chociaż lubię bezpośrednią rywalizację, to tutaj robi się jej nawet za wiele.

Ocena Wiktora: 9/10

Ocena Kasi: 7/10  

Klimat i tematyka:

Wiktor:

Tytuł mówi sam za siebie. Star Wars jest tematycznym strzałem w dziesiątkę. Dzięki niemu proste wykładanie kafelków i rzucanie kośćmi staje się od razu ciekawsze, bardziej angażujące. W grze występuje pięć znanych z ekranów postaci/frakcji: szturmowcy, Yoda, Vader, Luke i Boba Fett. Meeple otrzymały własne naklejki przedstawiające wspomnianych bohaterów. Trochę dziwne, że w czasie zabawy dysponuje się np. kilkoma Darth Vaderami (w tym jednym większym), ale nie zwraca się na to raczej większej uwagi. Niestety klimat Gwiezdnych wojen został oddany średnio - oprócz bohaterów występują tu jeszcze planety znane z filmowej serii i to właściwie tyle. Niby są  myśliwce namalowane na kafelkach, ale przecież nie mają wpływu na mechanikę.

Z jednej strony szkoda, że w tytule nie ujęto Mocy, mieczy świetlnych i blasterów, indywidualnych zdolności frakcji czy statków kosmicznych. Z drugiej jednak jest to zrozumiałe, Carcassonne nie ma ambicji, by dorównać największym tytułom z uniwersum, ma być jedynie prostą, przyjemną planszówką w klimacie Gwiezdnych wojen. I spełnia swoją rolę. Klasyczne dokładanie kafelków zostało jedynie przykryte znanym tematem, ale już nawet dzięki temu przyciąga niczym magnes.

Kasia:

Uniwersum Gwiezdnych wojen zostało potraktowane jako pretekst do stworzenia takiej wersji gry, która trafi w będącą ostatnio na czasie tematykę. I jako taka właśnie zachęta do sięgnięcia po klasyczną już planszówkę, także przez osoby do tej pory nie grywające, sprawdza się dobrze. W samej mechanice trudno jednak doszukać się głębi, która zapewniłaby grze wyczuwalny klimat. Miło jest dokładać kafelki ze znanymi z sagi planetami, ale ani ich nazwy, ani w większość przypadków znajdujące się na kaflach symbole nie mają kompletnie żadnego znaczenia dla rozgrywki. Sądzę że zagorzali fani mogliby pokusić się o stworzenie własnych modyfikacji, ale szkoda, że nie zaproponowano ich w finalnej wersji produktu.

Ocena Wiktora: 5/10

Ocena Kasi: 4/10 

Podsumowanie:

Wiktor:

Carcassonne: Star Wars to znana i lubiana gra w trochę innych szatach. Utrzymana w odmiennej kolorystyce, zawierająca więcej interakcji i trochę dodatkowej losowości. Zabawa, mimo braków klimatycznych, jest jednak szybka, emocjonująca i po prostu przyjemna. Przyciąga do stołu nawet osoby, które do tej pory nie były zainteresowane planszówkową serią, a tym już ją znającym oferuje trochę nowych rozwiązań i więcej emocji. Fajnie, że podstawowe zasady gry pozostały bez zmian, więc niedzielni planszówkowicze znający jedynie Carcassonne'a dość szybko się w nich odnajdą.

Kasia:

Gwiezdnowojenna odsłona popularnej gry na pewno intryguje, zwłaszcza fanów tego lubianego uniwersum. Nie warto zniechęcać się staroświecką okładką, bo ten Carcassonne potrafi przekonać do siebie rozgrywką, która zapewnia iskrzącą atmosferę oraz dużo interakcji. Dodatkowo nie można mu odmówić dynamiki, dobrego skalowania i porządnego wykonania komponentów. Jedynie kwestia klimatu jest tu piętą achillesową.

Ocena:

Wiktor:

Carcassonne: Star Wars to jest to! Gra urzekła mnie od pierwszych partii! To niby wciąż ten sam Carcassonne, ale dodatkowa interakcja dodaje mu emocji. Losowość w tak lekkiej grze nie przeszkadzała mi za bardzo, wywoływała jedynie rumieńce na policzkach, gdy toczyłem kolejne starcia z przeciwnikami. Jakiś czas temu chwaliłem Gorączkę złota, jednak muszę przyznać, że Gwiezdne wojny zuchwale pokonały swojego poprzednika. Gra wywalczyła sobie pewne miejsce na półce. Polecam zarówno fanom obu serii, jak i osobom, które nie znają żadnej z nich. Świetna, prosta, emocjonująca gra dla rodzin i geeków!

Kasia:

Gra potrafi nieźle zaleźć za skórę, jeśli kości nie będą dla nas łaskawe, jednak mimo wszystko nie można jej odmówić uroku. Jak dla mnie najciekawszą dotychczasową odsłoną Carcassonne'a pozostanie Gorączka złota, choć Gwiezdne wojny depczą jej po piętach. To bardzo przyjemna gra rodzinna, przy której czas płynie szybko, a emocji nie brakuje.

  • Dla kogo?
Dla: fanów serii Carcassonne; miłośników Gwiezdnych wojen; graczy niedzielnych, średnio zaawansowanych; doświadczonych geeków, którzy nie przepuszczą grze z uniwersum Star Wars; wielbicieli lekkich, rodzinnych gier z interakcją

Plusy:

  • proste zasady
  • szybka, dynamiczna gra
  • dużo emocji związanych z bezpośrednią rywalizacją
  • duża interakcja

Minusy:

  • nieciekawa okładka
  • spora losowość [K.]
  • mało klimatu


Grę przekazało nam wydawnictwo Bard. Dziękujemy!

http://wydawnictwo.bard.pl/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz