czwartek, 20 października 2016

51. Stan: Master Set - recenzja

http://planszowki.blogspot.com/2016/10/51-stan-master-set-recenzja.html
51. Stan: Master Set to postapokaliptyczne wcielenie znanych i lubianych Osadników: Narodzin Imperium, którzy byli... przerobionym starym 51. Stanem. Ale nie o historii wydawniczej Portalu tutaj mowa! Przeczytajcie, czy karcianka autorstwa Ignacego Trzewiczka to coś ciekawego, czy też zwykły odgrzewany kotlet z mutanta!

Wiek: 14+
Liczba graczy: 1-4
Czas gry: około 60-90 minut
Wydawca: Portal
Tematyka: postapokalipsa, Neuroshima
Główna mechanika: zarządzenie kartami


Grę 51. Stan: Mater Set przekazała nam księgarnia TaniaKsiazka.pl.
 

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Pamiętacie kolorowych i słodkich Osadników? 51. Stan znajduje się po przeciwnej stronie barykady! Ilustracje na kartach nie mają nic wspólnego z cukierkowatymi postaciami z poprzedniej gry Ignacego. Tutaj jest mrocznie, brutalnie i groźnie, ale przecież tego można było się spodziewać po postapokaliptycznych realiach. Sam projekt kart doskonale odnajduje się w tematyce, a grafiki nie zostają w tyle. Mimo że część z nich jest dość specyficzna - rozmyta, niczym malowana pędzlem - to niezaprzeczalnie pasują one do tego klimatu. Na niektórych kartach można zauważyć trochę słabsze ilustracje, ale fani gatunku nie powinni być zawiedzeni. Bardzo fajnie prezentują się również drewienka, których w pudle jest całkiem sporo. Pistoleciki, kanistry, zębatki, cegły i ludziki są świetne! Na drugim planie znajdują się zdecydowanie brzydsze żetony, które odstają od miłych dla oka znaczników i wydają się trochę tandetne. Grafikowi zabrakło chyba pomysłu lub czasu, a szkoda. Pod kątem estetyki jest to najsłabszy element gry. Nawet postacie na planszetkach frakcji wyglądają dużo lepiej, chociaż Kasia na nie narzekała.

Do jakości wykonania trudno mieć jakieś zastrzeżenia - elementy 51. Stanu są solidne i dopracowane. Jakiś drobny błąd, który pojawił się na karcie Radioaktywnej kolonii został wychwycony przez wydawnictwo, które oferuje poprawiony kartonik w cenie... 1 grosza. Z jednej strony miło, z drugiej to tylko kosmetyka, bez znaczenia dla rozgrywki.

51. Stan: Master Set dostaje w tej kategorii ósemkę, chociaż paskudne żetony dzielnie walczyły, by obniżyć tę ocenę. Nie ma jednak co się rozdrabniać, zawartość pudła się obroniła.

Kasia:

Moje pierwsze wrażenie, po zajrzeniu do pudełka 51. Stanu było dość pozytywne, zobaczyłam wiele różnorodnych komponentów, a więc wydanie gry wydało mi się bogate. Wycinane drewniane elementy zrobiły na mnie duże wrażenie pomysłowością i precyzją wykonania. Tym bardziej nieciekawie prezentują się przy nich żetony. Zwłaszcza te symbolizujące kontakt - są bardzo proste, zrobione bez polotu, co widać w zestawieniu z wyszukanymi drewienkami.

Także grafiki na kartach są trochę nierówne jeśli chodzi o ich poziom - niektóre są bardzo szczegółowe i klimatyczne, a inne nieciekawe i namazane jakby z grubsza. Jeśli chodzi o rysunki postaci na planszetkach (które same w sobie są bardzo porządne i przejrzyste) to nie do końca przypadły mi one do gustu. Mówię tu w szczególności o postaciach kobiecych, które uważam za zdecydowanie mniej udane i rażące swoją sztucznością.

Wszystko to jest jednak kwestią mojego gustu, a nie koniecznie jakichś obiektywnych wad, więc lepiej sami spójrzcie na zdjęcia komponentów i sprawdźcie co o nich sądzicie. Nie ulega natomiast wątpliwości, że wszystko, co znajduje się w pudle jest solidne i powinno nam posłużyć przez długi czas.

Ocena Wiktora: 8/10

Ocena Kasi: 7/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Mimo że zasady 51. Stanu bazują na tych z Osadników: Narodzin Imperium, to jednak dorzucono do nich kilka świeżych rozwiązań, które odróżniają obie gry. Zanim jednak o tym, pora na króciutki opis zabawy dla osób, które nie znają żadnego z pierwowzorów.

W grze Ignacego Trzewiczka rywale zajmują się budową własnego stanu. Wykładając kolejne karty rozwijają swoje terytoria, by produkować zasoby, ludzi i uruchamiać dające punkty zwycięstwa akcje. Ruchy wykonywane są naprzemiennie, aż do spasowania obu graczy, kiedy to odrzuca się niezużyte surowce, uruchamia nową produkcję, dobiera karty i rozpoczyna kolejną rundę. W jej trakcie można głównie:
  • budować lokacje
  • podpisywać umowy 
  • plądrować karty swoje i przeciwnika
  • korzystać z akcji opisanych na kartach
  • wymieniać ludzi na karty i zasoby
Co ciekawe, w przeciwieństwie do Osadników, budynków nie stawia się za surowce, lecz za żetony kontaktu. Te służą też do plądrowania i podpisywania umów, a ich wymagana liczba zależy od dystansu karty, czyli cyfry w jej lewym górnym rogu. Surowce wykorzystywane są natomiast jedynie do aktywacji zdolności budynków. W 51. Stanie nie występują też talie frakcyjne, a wszystkie karty ciągnie się ze wspólnego stosu. Oprócz tych dwóch sporych różnic, mających też wpływ na samą rozgrywkę (o czym później), zastosowano tutaj jeszcze kilka mniejszych rozwiązań, jak np. stałe ceny plądrowania (zależne od rzędu, w którym leży karta), przebudowa lokacji za pomocą znaczników cegieł i wprowadzenie kart połączeń. Zmieniono też warunki końca zabawy - trwa ona do momentu zgromadzenia przez kogoś 25 punktów. Wówczas kończy się aktualnie  trwającą rundę i sprawdza, kto poradził sobie lepiej.

Podstawowe założenia gry są raczej przystępne i zostały klarownie opisane w instrukcji. Wydaje mi się jednak, że zasady Osadników były trochę lepiej wyjaśnione. Książeczka z regułami spełnia swoją rolę i pozwoli na zabawę nawet początkującym, ale zabrakło mi w niej podkreślenia kilku rzeczy (np. dotyczących kart połączeń, akcji z planszetki itp.), przez co musiałem wertować instrukcję. Paradoksalnie, większe schody zaczynają się przy osobach doświadczonych i znających poprzednią karciankę. Działanie niektórych kart nie było dla nas w czasie zabawy do końca jasne, a instrukcja zawiera szczegółowy opis raptem pięciu lokacji. Zrozumiałbym, gdyby po prostu zabrakło w niej miejsca, ale przecież na ostatnich stronach zmieściła się wielka reklama świata Neuroshimy. Słabo. Tym bardziej, że już w przypadku Osadników fani mieli sporo pytań o różne interakcje między lokacjami.

Z jednej strony powinienem oceniać 51. Stan jako osobny, nowy produkt. Z drugiej jednak wiem, że wydawca ma już przecież spore doświadczenie na rynku, w tym z podobnymi tytułami i... nie mogę o tym zapomnieć. Dodatkowo drażni mnie trochę sam styl instrukcji, która próbuje w niektórych momentach zwracać się bezpośrednio do czytelnika. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby książeczka była idealna, a tak szukając ważnych informacji musiałem przedzierać się przez irytujące komentarze. W skrócie - zawiodłem się.

Dobra, wylałem swoje żale, więc możesz śmiało brać się za czytanie opisu rozgrywki. Bo przecież UWIELBIASZ go czytać! (tak, to parafraza tekstów z instrukcji ;))

Kasia:

Zasady 51. Stanu są raczej nieskomplikowane, a dla osób, które znają Osadników: Narodziny Imperium, są do opanowania dosłownie w kilka minut. Występuje tu bowiem wiele niemal identycznych reguł, choć oczywiście są i różnice. Niezaznajomieni z mechaniką Osadników też nie powinni mieć większych problemów z opanowaniem reguł, choć zupełnie początkującym może to zająć dłuższą chwilę i prawdopodobnie dopiero po kilku partiach będą w pełni swobodnie czuli się w świecie 51. Stanu.

Dobrze, że na planszetkach zostały wypisane akcje (choć z nieznanej mi przyczyny nie zaznaczono, że niektóre z nich są jednorazowe), jednak uważam, że zabrakło jednej zasady, która bez problemu by się tam zmieściła, a  o której zdarzyło mi się początkowo zapominać w ferworze gry. Chodzi o zasadę mówiącą, że po zbudowaniu budynku z wykorzystaniem cegły otrzymuje się punkt. W polu "cecha" jest akurat kawałek przestrzeni, na której zmieściłaby się taka przypominajka.

Fajnie, że gra została urozmaicona, poprzez dodanie do pudełka także dwóch dodatków, które wprowadzają nowe mechaniki (choć nie robią rewolucji). Dzięki temu zdecydowanie zwiększa się żywotność 51. Stanu.

Ocena Wiktora: 5,5/10

Ocena Kasi: 7/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Moją główną obawą w przypadku 51. Stanu była wtórność wobec Osadników. Na szczęście Ignacy Trzewiczek musiał przewidzieć, że po tytuł sięgną też miłośnicy starszej gry i poradził sobie z tym całkiem nieźle. Główna wspomniana wyżej różnica, dotycząca żetonów służących do budowania, w znaczny sposób zmienia całą zabawę. O ile pozyskiwanie surowców jest raczej w miarę proste, to by zdobyć żetony trzeba się trochę namęczyć. Na otrzymanie kilku pozwala zawsze zdolność fakcji, niestety jest ona jednorazowa - resztę trzeba załatwić w inny sposób. Opcji jest kilka: produkcja, plądrowanie, umowy lub akcje, ale wszystkie uzależnione są od kart. Przez to stany graczy składają się na ogół z kilku czy też kilkunastu kart, a kolejne często buduje się wyburzając starsze lokacje.

Gra jest trudniejsza od Osadników, wymaga więcej kombinowania związanego z zarządzeniem zasobami i żetonami. Podejmowane decyzje muszą być przemyślane, w innym wypadku zostaniemy z masą kart na ręku i raptem kilkoma bezużytecznymi lokacjami na stole. Wszystko to całkiem nieźle oddaje postapokaliptyczne realia, w których na ogół się nie przelewa i trzeba brutalnie walczyć o przetrwanie. Niestety, bardziej niż w Osadnikach odczuwałem tutaj losowość, która momentami była irytująca. O ile w poprzednim tytule Trzewiczka wiedziałem, czego mogę się spodziewać po talii frakcyjnej, to w 51. Stanie sporo zależy od szczęścia. Gdy wśród startowych 6 kart (z których wybiera się 4) nie trafimy na coś porządnego, to wrażenia z zabawy mogą ucierpieć. Patrząc na to jednak przez pryzmat tematu gry można powiedzieć, że taki mamy klimat - toż to pełne mutantów postapo, a nie cukierkowa cywilizacja.


Warunki zakończenia partii, o czym wspomina niżej Kasia, zmieniają też cały kształt rozgrywki. Nie chodzi już o zbudowanie sprawnie działającego silniczka, a raczej punktowanie przez całą partię. Zanim się w tym połapałem minęły ze dwie rozgrywki, ale było to też miłą odmianą w porównaniu do Osadników. W 51. Stanie występuje pewna interakcja - do której w kilku miejscach zachęca instrukcja - ale nie jest ona aż tak duża, jak można by się spodziewać. Jedne frakcje zajmują się plądrowaniem lepiej niż inne, ale dość wysokie koszty takich akcji skutecznie hamują wrogie zapędy. Jeśli jednak dojdzie już do ataku na przeciwnika, to nagrody na ogół są zadowalające, gdyż wiele kart daje aż trzy, a niektóre nawet cztery zasoby.

W 51. Stanie poprawiono też trochę skalowanie gry. O ile Osadnicy przy trzech lub czterech osobach już nużyli, to tutaj wszystko działa sprawniej i dynamiczniej. Wpływają na to między innymi trudniejsze do wyłożenia lokacje i mniejszy dostęp do zasobów, dzięki czemu tury są po prostu krótsze.

W Master Secie zmieszczono nie tylko 51. Stan, ale też dwa dodatki - Zimę i Nową Erę. Przyznam, że nie jestem w stanie z pamięci powiedzieć czym się różnią, bo w czasie zabawy bardzo rzadko zwracałem uwagę na to, z jakiego pakietu pochodzi dana karta. Wiąże się to też z lekkim chaosem panującym wśród kart wynikającym z ich różnorodności. Fajnie, bo szybko nie staną się powtarzalne i nudne, chociaż niektórzy mogą narzekać na tę losowość i niemożność zaplanowania strategii.

Kasia:

Każda rozgrywka w 51. Stan jest bardzo dynamiczna i nie ma tu zbyt dużo czasu na budowanie zaawansowanych silniczków punktujących. Trzeba na bieżąco łapać punkty gdzie się da, ponieważ nigdy dokładnie nie wiemy w którym momencie dana partia się zakończy.

W trakcie rozgrywek raczej nie zdarzało mi się wkurzać na losowy dociąg kart. Podczas partii przez moje ręce przewijało się ich na tyle dużo, że zazwyczaj można było coś sensownego z nich wykrzesać. Zdecydowanie na plus działa tu też możliwość różnorakiego wykorzystywania lokacji oraz doboru dodatkowych kart połączeń (które dają znaczniki kontaktu). To sprawia, że zawsze mamy kilka otwartych dróg, którymi możemy podążyć, a więc wciąż trzeba dokonywać rozważnych wyborów.

Mimo że w grze pojawia się interakcja, to oczekiwałabym, że w tytule postapokaliptycznym będzie jej trochę więcej. Jej poziom zależy też od obranej taktyki oraz wybranych frakcji (np. mutanci są nieco bardziej bojowi), a więc i poszczególne rozgrywki różnią się między sobą poziomem agresji. Sytuację dodatkowo komplikuje jednak fakt, że pomimo teoretycznej możliwości plądrowania, nie zawsze jest to ekonomicznie opłacalne. Okazuje się bowiem, że przeciwnik całkiem sporo zyskuje na tym, że zniszczymy mu budynek, a pozyskanie odpowiedniej liczby żetonów pozwalających na atak często nie jest sprawą łatwą.

Obecność różnych frakcji stanowi przyjemne urozmaicenie, ponieważ każda ma nieco inne zasoby startowe i przeliczniki przy ich wymianie, jednak nie jest to tak diametralna różnica w sposobie gry, z jaką mieliśmy do czynienia w Osadnikach. Wybór konkretnej frakcji w pewien sposób nakierowuje na określoną taktykę, ale nie determinuje jej.

Gra jest nieco trudniejsza niż Osadnicy, ponieważ nawet jeśli idzie nam dobrze, to nie ma tu takiego "urodzaju" jak w Narodzinach Imperium. Nie produkujemy horrendalnych ilości zasobów, więc musimy bardziej rozważnie planować i gospodarować. Najtrudniejszą sprawą jest stawianie lokacji, ponieważ niełatwo jest zdobyć szare żetony kontaktu umożliwiające ich budowanie. Może to frustrować. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że tak mocno komplikując sprawę i wprowadzając dwustopniową wymianę zasobów sprawiono, że zabawa traci trochę swojego uroku i cierpi z powodu przerost formy nad treścią.

Ocena Wiktora: 7/10

Ocena Kasi: 7/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Podobnie jak i w przypadku Osadników, 51. Stan najlepiej wypada we dwoje. Gra jest krótsza, łatwiej ogarnąć działania jednego przeciwnika niż kilku, a zabawa nie traci praktycznie nic z tego, co oferuje. Więcej chyba napisać się nie da.

Kasia:

We dwójkę rozgrywka w 51. Stan potrafi być czasem jeszcze bardziej dynamiczna, zwłaszcza jeśli spotkają się obeznani z nią przeciwnicy. Niejednokrotnie zdarza się jednak, że takie partie charakteryzują się mniejszą interakcją, zwłaszcza kiedy obaj rywale nastawią się na pokojową rozbudowę. Ostatecznie więc rozgrywka w parze stoi na tym samym, wysokim poziomie co we trzy osoby. Daje ona bowiem lepszą szansę na obserwowanie tego, co robią przeciwnicy i np. ocenę kiedy może nastąpić zakończenie gry.

Ocena Wiktora: 8/10

Ocena Kasi: 7/10  

Klimat i tematyka:

Wiktor:

Zaskoczenie! Klimat w grze przekonał mnie mniej, niż ten cukierkowy znany z Osadników. Z jednej strony czuć tutaj minioną apokalipsę, objawiającą się nie tylko w warstwie wizualnej, ale i mechanicznej, z drugiej jednak trochę trudno było mi zagłębić się w cały ten świat. Znam Neuroshimę pod postacią RPG oraz w wersji Hex, lecz w 51. Stanie zabrakło mi głębszego wprowadzenia fabularnego, jakiegoś obszerniejszego niż kilka zdań zarysu o co chodzi. No a przecież miejsce w instrukcji na to było... Przez to frakcje różnią się od siebie jedynie przelicznikami wymiany, niczym innym. Szkoda.

Kasia:

Klimat postapo, jeśli jest podany w ciekawy sposób, potrafi uprzyjemnić mi czas spędzony przy planszy. Tutaj jednak atmosferę gry tworzy właściwie tylko otoczka wizualna (karty, planszetki), ponieważ brak jest chociażby jakiegoś niewielkiego zarysu historii poszczególnych frakcji i przyczyn ich walki. Instrukcja nic o tym nie wspomina, na kartach nie ma żadnych klimatycznych tekstów... Sytuacji nie poprawia też fakt, że mam świadomość, iż pierwotnie mechanika obecna w tej planszówce została wykorzystana w całkiem innej otoczce tematycznej. Dobitnie pokazuje to, że te rozwiązania można by "ubrać" we właściwie dowolnie wymyślone uniwersum.

Ocena Wiktora: 5/10

Ocena Kasi: 5/10 

Podsumowanie:

Wiktor:

51. Stan Master Set jest porządnie wykonaną i generalnie ładną grą, z wyjątkiem nijakich żetonów. Zasady tytułu są przystępne i zrozumiałe, a instrukcja wygląda dość zachęcająco i czytelnie. Niestety brakuje w niej kilku jasnych podkreśleń i szczegółowego wyjaśnienia niektórych kart. 

Sama zabawa jest dość przyjemna, a zarządzanie zasobami wymaga trochę pomyślunku i momentami potrafi stać się naprawdę wymagające. Mechaniki z Osadników zostały w 51. Stanie lekko zmodyfikowane, na tyle, że gra nie sprawia wrażenia wtórnej. Skaluje się nieźle, pełnię mocy pokazując jednak wciąż we dwoje. Szkoda jedynie, że postapokaliptyczny klimat nie został okraszony jakąś tematyczną wstawką w instrukcji.

Kasia:

Pomimo kilku moich zarzutów uważam, że mechanicznie 51. Stan działa dobrze, a przy tym jest dobrze wykonany. Plus za dość proste zasady i dużą regrywalność oraz niezbyt nachalną losowość. Żałuję jednak, że nie wykorzystano w grze pełni potencjału, jaki daje interakcja. Zwłaszcza tematyka powinna skłaniać do poświęcenia większej uwagi temu zagadnieniu. Jeśli chodzi o klimat, to podczas gry czułam go niewiele i zdecydowanie bardziej skupiałam się na kombinowaniu nad możliwościami jakie dają karty, niż na fabule.

Ocena:

Wiktor:

51. Stan jest grą dobrą, jednak zabrakło mi w niej tego czegoś, co przyciągnęłoby mnie do stołu na długie godziny - ten efekt WOW przypadł już wcześniej Osadnikom. Może gdyby Master Set wpadł w moje ręce wcześniej niż cukierkowe imperia z różowymi ludkami, sprawy potoczyłyby się inaczej. Nowa karcianka Ignacego Trzewiczka jest więc fajną, bardziej wymagającą niż Osadnicy i zdecydowanie inną wizualnie pozycją. Czy lepszą? Trudno powiedzieć. Jeśli jednak, Drogi Czytelniku, nie przekonują Cię urocze grafiki z wcześniejszej karcianki, a wolne weekendy spędzasz biegając po lasach w masce gazowej, to chyba dobrze trafiłeś.

Kasia:

51. Stan jest fajną grą, przy której przyjemnie spędzałam czas. Jeśli jednak miałabym zdecydować czy wolę grać w Osadników czy właśnie w Master Set (a sądzę, że posiadanie w kolekcji obu gier nie ma większego sensu, gdyż są zbyt podobne), to wybrałabym jednak Narodziny Imperium. 51. Stan przemówi na pewno bardziej do fanów uniwersum w jakim go osadzono oraz ogólnie do miłośników stylistyki postapo.

  • Dla kogo?
Dla: średnio zaawansowanych i doświadczonych graczy; fanów postapokalipsy; wiernych fanów Trzewika; zakochanych w mechanice Osadników; szukających czegoś trochę trudniejszego w prowadzeniu niż Osadnicy


Plusy:

    • regrywalna (2 dodatki w pudełku)
    • fajnie działa na 2 graczy
    • daje radę też w większym gronie
    • porządne wykonanie
    • dynamiczna rozgrywka
    • trochę trudniejsza i bardziej wymagająca niż Osadnicy

      Minusy:

        • zbyt mało interakcji
        • brzydkie żetony kontaktu i nabojów
        • zmarnowane na reklamę miejsce w instrukcji [W.
        • brak niektórych informacji na planszetce [K.]

          Grę przekazała nam księgarnia TaniaKsiazka.pl. Dziękujemy!
          51. Stan: Mater Set i inne gry planszowe znajdziecie na stronie TaniaKsiazka.pl

          http://www.taniaksiazka.pl/

          10 komentarzy:

          1. Recenzja ogólnie fajna tylko ta reklama jako minus...nie sądzicie że to taka pierdół? Grę mam i jestem o niej uzależniony. Pomocy �� :(

            OdpowiedzUsuń
            Odpowiedzi
            1. Normalnie bym nie zwrócił na to uwagi (nawet lubię reklamy innych produktów w instrukcjach), ale wkurzyła mnie, bo zamiast niej wydawca mógł wytłumaczyć więcej kart. A tak musiałem grzebać w sieci i na BGG :P

              My byliśmy przez dług czas uzależnieni od Osadników: Narodzin Imperium, ale Atlantydzi okazali się szybkim detoksem. Chociaż na takie uzależnienie nie ma co narzekać, fajnie mieć ten jeden ulubiony tytuł :D
              - W.

              Usuń
          2. Najpierw był 51 stan, a dopiero później Osadnicy.

            OdpowiedzUsuń
            Odpowiedzi
            1. Tak jest, wspomniałem o tym nawet we wstępie do tekstu. Ale nowy 51. Stan bazuje już na Osadnikach, którzy okazali się chyba większym sukcesem Portalu i zostali przetłumaczeni na całą masę języków :) No i na pudełku nowej 51. jest informacja o tym, że gra korzysta z rozwiązań z Osadników.
              - W.

              Usuń
          3. Hm...jest jakaś szansa na tekst porównujący ten tytuł z Osadnikami? Uwielbiam gry planszowe, ale też nie mogę sobie pozwolić na kupno wszystkich. Wiadomo. Byłoby super gdybym wiedziała , który tytuł wobec tego warty jest mojej większej uwagi :D . Miło byłoby gdybyście pomogli. Pozdrawiam Megi

            OdpowiedzUsuń
            Odpowiedzi
            1. Raczej nie ma na to szansy :P
              To dwie gry bazujące na tej samej mechanice, wg mnie Osadnicy są lepsi. 51. Stan jest trochę trudniejszy (ze względu na wprowadzenie dystansu, nowego zasobu), ale też mniej satysfakcjonujący. Jeśli nie znasz żadnej z nich, to najpierw sięgnąłbym po Osadników :)
              - W.

              Usuń
            2. Dzięki :) W takim razie to moja następna pozycja na liście do kupna ;)
              Megi

              Usuń
            3. Jeszcze tylko takie małe pytanie:P Osadnicy zostali wydani po angielsku? Jeśli tak wiecie moze pod jakim tytułem ich szukać? Z góry dziękuję

              Usuń
            4. Imperial Settlers znalazłam :)

              Usuń
            5. Pisząc, ze ta gra jest bardziej wymagająca trochę mnie jednak zachęcacie. Nie wiem jak ocenić swój poziom zaawansowania :), uwielbiam grać w 7 cudów świata pojedynek (on u nas pojawia się najczęściej) . Grałam już w różne gry, ale jeszcze za specjalistę się nie uważam. Wiec właśnie nie wiem czy 51 stan po prostu nie byłby za trudny. Z drugiej strony klimat wydaje się również wciągający. Och jak zdecydować, kiedy tych gier jest tak dużo i są świetne :P. Trzeba sprzedać nerkę. Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam jako już stała fanka :P
              Megi

              Usuń