piątek, 9 września 2016

Karczemne opowieści (Tailor Games) - recenzja

http://planszowki.blogspot.com/2016/09/karczemne-opowiesci-tailor-games.html
Usiądź wygodnie i posłuchaj... Karczemne opowieści to karcianka oparta o mechanikę budowania talii. Zamiast jednak odkładać kupione karty na stosik, trafiają one bezpośrednio do gracza, co znacznie ogranicza losowość. Jak gra Krzysztofa Matusika sprawdza się na stole? Czytajcie dalej!

Wiek: 12+
Liczba graczy: 2-4
Czas gry: około 30-60 minut
Wydawca: Tailor Games
Tematyka: fantasy
Główna mechanika: budowanie ręki (zmodyfikowany deck building)

Grę przekazało nam wydawnictwo Tailor Games.
 

Wygląd i wykonanie:

Wiktor:

Karczemne opowieści mają specyficzny, przypominający trochę dawne komiksy styl, który widać już na okładkowej ilustracji. I jest on całkiem w porządku. Wszystko wyglądałoby naprawdę estetycznie, gdyby nie zbyt ciemne i nasycone kolory. Widać to szczególnie po barwie skóry postaci, który jest w wielu przypadkach zbyt intensywnie pomarańczowy, co psuje moje wrażenia. Rozjaśniłbym też nieco samą okładkę gry.

W pudełku oprócz kart znajdują się również żetony służące do odmierzania tur oraz kafelki. Podobają mi się zróżnicowane grafiki na kafelkach wyzwań zmieniające się w zależności od  trudności wyzwania (np. rosnące stwory). Pod kątem użytkowym elementy są czytelne, a ikony zrozumiałe i dobrze widoczne, chociaż momentami na kartach jest sporo tekstu. Jakości elementów nie mogę nic zarzucić. Nie zapomniano też o kartach pomocy wyjaśniających ikony oraz dostępne akcje.

Kasia:

Gdybym zobaczyła pudełko z Karczemnymi opowieściami na sklepowej półce, to niemal na pewno bym się nim nie zainteresowała. Niezbyt podoba mi się okładkowy rysunek, tym bardziej w połączeniu z dość intensywną kolorystyką. Zaglądając do kartonu można jednak znaleźć porządne karty, kafelki i żetony oraz solidną wypraskę, która jednak cierpi na tę samą przypadłość co Leśna draka tzn. ma dziwną szerokość (to jednak podobno celowy zabieg, by łatwiej wyciągało się karty).

Z kart trochę straszą nieładne rysunki, ponure postaci i znów zbyt mocno nasycone kolory. Wizualnie zupełnie nie trafia to w mój gust. Trochę lepiej jest jeśli chodzi o grafiki na kafelkach, jednak te wydają mi się również nieco dziwne, mało szczegółowe i schematyczne.  Spośród wszystkich elementów najbardziej podobają mi się żetony oraz grafika na karcie karczmarza, reszta to raczej nie moja bajka.

Sięgając po Karczemne opowieści nie można nie zauważyć, że pojawia się tu sporo symboli i cyfr w różnych miejscach kart i kafli. Generalnie nie sprawiają one jednak graczom problemów. Ciut gorzej jest jeśli chodzi o teksty na kartach - czcionka jest dość mała, a napisów może być sporo, potrzeba więc chwili by się z nimi zapoznać (zwłaszcza w pierwszych rozgrywkach), nie wystarczy rzut oka, by wiedzieć z czym mamy do czynienia. Na plus zasługuje natomiast fakt, że w grze znajdziemy trochę humoru (osobliwe imiona postaci oraz rysunki na kaflach wyzwań), które nieco uprzyjemniają grę.

Ocena Wiktora: 5,5/10

Ocena Kasi: 5/10

Zasady i instrukcja:

Wiktor:

Karczemne opowieści opierają się na deck buildingu (tworzeniu talii) z tą różnicą, że buduje się nie talię, a rękę - zakupione karty lądują bezpośrednio u gracza. Wszystkie dostępne do zakupu postacie wyłożone są na stole w stosikach, nazywanych tematycznie stolikami. Celem gry jest zgromadzenie największej liczby punktów przyznawanych za wykonane wyzwania oraz kupione postacie (oraz ich kombinację zależną od ikonek - nie będę wdawał się tutaj w szczegóły).

Zabawa trwa 9 rund. W swojej turze gracz może wykonać dwie akcje, które zawsze wymagają zagrania karty. Wyłożenie gotowego bohatera pozwala natychmiast skorzystać z jego zdolności, a później z siły rekrutacji, służącej do zakupu kolejnych postaci. Można też zagrać kartę jako wyczerpaną, by zwerbować inną lub podjąć wyzwanie (zdobyć kafelek celu). Ostatnią opcją jest wyłożenie zestawu kilku takich samych kart (jednej jako gotowej, reszty wyczerpanej) i wykonanie kilkukrotnie przypisanej im akcji. To też jedyna możliwość, by w jednym ruchu wystawić dwie lub więcej postaci o takiej samej nazwie. Gdy na ręku zostanie nam maksymalnie jedna karta pod koniec swojego ruchu wykładamy ją na stół i na początku następnej tury zbieramy wszystkie swoje postacie ze stołu.

O ile zasady Karczemnych opowieści nie są trudne, to chwilę zajęło mi ich przyswojenie. Niestety nie pomagała w tym instrukcja, w której występują pewne braki i błędy. Pierwszy raz bez powodzenia szukaliśmy odpowiedzi podczas przygotowywania rozgrywki i dobierania startowych kart, gdyż zasady mówią, że nikt nie może mieć identycznego zestawu, co nie zawsze jest możliwe. O odpowiedź musieliśmy prosić wydawcę: w takiej sytuacji ostatni gracz dobiera dowolną kartę ignorując ten zapis. Zabrakło także informacji o możliwości zagrywania kilku postaci z tą samą nazwą w jednej turze: jest to wykonalne tylko dzięki akcji zagrania zestawu kart. Dodajcie do tego błędną ilustrację dołączoną do jednego z przykładów oraz kilka drobniejszych spraw, a dowiecie się, skąd moje narzekania.

Kasia:

Choć zasady Karczemnych opowieści nie są bardzo trudne, to ich ogarnięcie nie było dla mnie prostą sprawą. Wszystko wydawało mi się jakieś mało intuicyjne, przez pierwsze dwie rozgrywki nie czułam się swobodnie i dopiero od trzeciej zaczęłam kombinować już w pełni świadomie. Dobrze, że dostałam do ręki karty pomocy, które trochę pomogły mi się w tym odnaleźć.

Instrukcja wielokrotnie była przez nas wertowana podczas rozgrywek, a co gorsza nie wszystkie wątpliwości udało się od razu rozwiać. Zdarzały się też między innymi rozbieżności pomiędzy zwrotami użytymi na karcie i w instrukcji (np. przygotowanie lub przywrócenie postaci).

Ogólnie rzecz biorąc Karczemne opowieści są grą, której zrozumienie sprawiło mi chyba największe jak dotąd trudności. Niejasny był dla mnie cały zamysł gry i tylko dzięki zaciętości Wiktora w powtórnym tłumaczeniu wszystkich reguł udało mi się w końcu zrozumieć tę karciankę.

Ocena Wiktora: 4/10

Ocena Kasi: 4/10 

Rozgrywka:

Wiktor:

Karczemne opowieści to gra, która wymaga dobrego poznania, by w pełni móc ocenić jej możliwości. Trzeba poświęcić trochę czasu, by zacząć zauważać zależności między kartami i umiejętnie je wykorzystywać. Dlatego też autor zaserwował nam dwa tryby - podstawowy z mniejszą liczbą kart oraz zaawansowany wprowadzający również trochę negatywnej interakcji. Mimo to gra (jak sporo deck buildingów) ma dość wysoki próg wejścia, co wiąże się z koniecznością poznania 10 (w trybie podstawowym) lub 15 kart (w trybie zaawansowanym), przez co nie jest pozycją dla niedoświadczonych planszówkowiczów.

Mechanika budowania ręki daje większą kontrolę nad grą niż tworzenie całej talii, gdyż wszystkie posiadane karty są zawsze dostępne w ręku lub na stole. Pozwala to na dokładne planowanie własnych ruchów, ogranicza w znacznym stopniu losowość. Ta w Karczemnych opowieściach występuje jedynie w dwóch miejscach: wykładanych losowo kafelkach wyzwań oraz w kolejności ułożenia kart dostępnych do kupienia (różnią się one ikonami terenów pozwalających realizować wyzwania). Na obie rzeczy można jednak wpływać za pomocą zdolności różnych postaci, na przykład zmieniając typ terenu na kafelku czy wymieniając kartę z ręki na taką samą, ale z innymi symbolami. Jak wypada budowanie ręki? Mechanicznie działa, jednak w rozgrywce sprawdzało się dla mnie średnio. Czasami zagranie niewłaściwej karty powodowało, że nie udawało mi się zrobić ani jednej z kilku zaplanowanych rzeczy.

A propos ikonek na kartach, jak możecie zauważyć na zdjęciach, mają one jeszcze różne znane z gry "papier, kamień, nożyce" ułożenia rąk. Te symbole to dodatkowa (oprócz samych postaci i wyzwań) metoda na zdobywanie punktów wykorzystująca zależności między kartami i kafelkami. W skrócie chodzi o to, by mieć jak najwięcej identycznych symboli, gdyż te na kartach mnożone są przez te na kafelkach. To całkiem udany zabieg, który pozwala na przyjęcie innej strategii niż samo kolekcjonowanie wyzwań, zwiększa jednak trochę poziom trudności gry.

Mieszane odczucia budzi we mnie interakcja w Karczemnych opowieściach. Z jednej strony lubię gry, które pozwalają poprzeszkadzać przeciwnikowi, z drugiej jedno celne zagranie potrafi popsuć misternie układany przez dłuższy czas plan. Wydaje mi się, że współgracze mieli podobne odczucia, gdyż zamiast werbować postać, która pozwala bronić się przed atakami na ogół... graliśmy bardziej pokojowo. Bez żadnego umawiania się, tak po prostu wychodziło. Na pochwałę zasługuje na pewno czas rozgrywki, gdyż Karczemne opowieści nie wybiegają na ogół ponad pudełkowe 60 minut przy czterech osobach.

Muszę przyznać, że mimo wspomnianych wyżej rozwiązań nie znalazłem w Karczemnych opowieściach nic, co przyciągnęłoby mnie od nich na dłużej. W każdej partii czułem się trochę przytłoczony ciężarem gry, mnogością decyzji do podjęcia i matematycznym podejściem do nich. Te odczucia podzielali też nasi znajomi, którzy niechętnie reagowali na propozycję rozegrania kolejnej partii. Z czasem coraz lepiej poznawałem tę karciankę, ale po pierwszych grach również siadałem do niej raczej z obowiązku, niż chęci. Karczemne opowieści to jednak gra z trochę zbyt wysokim progiem wejścia, która początkowo może zniechęcać do głębszego jej poznania, a i później nie wszystkich zatrzyma przy stole.

Kasia:

Całkiem podoba mi się mechanika związana z budowaniem puli kart na ręce. Dzięki temu nie trzeba "kopać" w talii w poszukiwaniu potrzebnych bohaterów. Fajnie też, że jest tu możliwość zagrywania odwróconych kart, co zapewnia dodatkowe akcje. Choć akurat w przypadku Karczemnych opowieści należy traktować to rozwiązanie raczej jako awaryjne i mniej opłacalne. Czuć tu jednak pewien powiew świeżości jeśli chodzi o zastosowane rozwiązania.

Podczas naszych partii zaobserwowałam, że pomimo obecności kilku kart wnoszących do gry nieco interakcji, ta nie była jednak zbyt duża (nawet w wariancie zaawansowanym). Każdy skupiał się raczej na sobie, na zdobywaniu nowych bohaterów i organizowaniu wypraw. Z tego też pewnie wynika fakt, że największą popularnością cieszyła się Rysława Poniewczasie, stanowiąca podstawę niemal każdej "ręki" (jak powiedział jeden ze współgraczy "Rysława to podstawa" ;) ).

Warto pamiętać, że gra faworyzuje osoby już z nią obeznane. Nowicjuszowi trudno jest wyłapać wszystkie zależności pomiędzy dziesięcioma (lub piętnastoma) dostępnymi kartami i złożyć z nich na poczekaniu coś sensownego. Jest to więc raczej tytuł dla bardziej zaawansowanych graczy, którzy dodatkowo poświęcą mu trochę czasu, bo Karczemne opowieści zyskują, jeśli pogra się w nie więcej.

W karciance tej funkcjonuje kilka nakładających się sposobów na zapunktowanie. Ma to jednak pewne uzasadnienie w powiązaniu z losowością, gdyż zawsze jest jakaś alternatywny sposób na zdobycie paru punktów. W ogólnym rozrachunku jednak posiadanie przynajmniej kilku kafli jest niezbędne, by liczyć się w wyścigu o zwycięstwo. czasem więc niekorzystny układ dostępnych wypraw potrafi popsuć plany.

Ogólnie rzecz biorąc gra skaluje się nieźle, choć w największym składzie trzeba liczyć się z dłuższym oczekiwaniem na swoją kolej, a rozgrywka wyraźnie traci dynamikę.

Pomimo dość ciekawego pomysłu, w którym czuć potencjał na dobrą grę, do Karczemnych opowieści raczej nie będę wracać. Brakuje mi tu przede wszystkim emocji podczas rozgrywek, a także zniechęca trochę zbyt matematyczne podejście do gry, która przecież w zamierzeniu miała być chyba opowieścią o bohaterskich przygodach. 

Ocena Wiktora: 4/10

Ocena Kasi: 5/10

Gra we dwoje:

Wiktor:

Zasady Karczemnych opowieści we dwoje nie różnią się od tych dla większej liczby graczy, na początku należy tylko odłożyć inną liczbę kart ze stosów, co zaznaczono w instrukcji. Jeśli więc nauczymy się ich raz, to bez problemu usiądziemy do kolejnych rozgrywek, niezależnie dla ilu osób. Karczemne opowieści we dwoje budzą we mnie podobne odczucia, co partie w większym gronie. Z tą różnicą, że występuje w nich mniej interakcji, gdyż często zdarza się, że przeciwnik nie ma żadnej postaci, którą chciałoby się podkraść czy nawet wyczerpać.

Rozgrywki we dwoje są więc mniej konfliktowe, ale też krótsze niż te w pełnym składzie. Partie rozegrane z Kasią nie wpłynęły na moje odczucia dotyczące tego tytułu. Wersja dwuosobowa spodoba się pewnie graczom, którym Karczemne opowieści przypadną do gustu, ale nie zachęci do tytułu tych, którym się on nie spodobał. Należę do tej drugiej grupy, jednak przyznaję w tej kategorii jedno oczko więcej niż w rozgrywce, ze względu na sensowne skalowanie i brak zmian w zasadach dla dwóch osób.

Kasia:

We dwoje rozgrywka jest wyraźnie szybsza, krócej trzeba czekać na swoją kolej, jednocześnie spada jednak poziom interakcji, o czym pisał już Wiktor. Mój odbiór gry nie różni się więc mocno od tego w większym gronie, a zalety i wady takiego układu w zasadzie równoważą się. Jeśli miałabym siąść do Karczemnych opowieści to chętniej zrobię to raczej we trzy niż we dwie osoby [ja wręcz przeciwnie, bo we dwoje gra się krócej -W.], bo wtedy jest nieco większa szansa na wywołanie jakichś oddziaływań pomiędzy graczami.

Ocena Wiktora: 5/10

Ocena Kasi: 5/10  

Klimat i tematyka:

Wiktor:

Największe kontrowersje w zakresie tematyki wśród osób, którym pokazaliśmy grę budziły nazwy postaci. Część osób uznała je za infantylne, części podobały się na tyle, że wywołały nawet uśmiechy. Zdecydowanie bliżej mi do drugiej grupy. Fajnie, że autor tchnął w bohaterów odrobinę ducha i humoru. Szkoda jednak, że gra nie ma bardziej familijnego charakteru, do którego bardziej pasują te nazwy. Tematycznie jest więc w porządku, to klasyczny świat fantasy z potworami i walczącymi z nimi śmiałkami.

Trochę gorzej ma się sprawa samego klimatu, którego w Karczemnych opowieściach nie czuć. Wpływa na to trochę matematyczny wymiar zabawy, przez który kupowane postacie zawsze są tymi dającymi więcej punktów, mającymi odpowiedni znaczek lub ciekawą zdolność. Nigdy nie podjąłem decyzji na podstawie sympatii do postaci (wezmę Jaromirę, bo...jest fajna), co zdarza mi się niekiedy w innych grach. Także przyjęty styl ilustracji nie buduje zbytnio więzi z tematem gry, nie pozwala na podziwianie pięknych terenów, ani szczegółowego rynsztunku postaci.

Kasia:

Warstwa wizualna Karczemnych opowieści nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, więc ewentualnych klimatycznych smaczków musiałam szukać gdzie indziej. Odrobinę znalazłam w sympatycznych imionach bohaterów, które w pewien sposób "opowiadały" ich historię. Szkoda, że nie pokuszono się o dodanie choć jednozdaniowych klimatycznych tekstów na kartach lub podbudowanie postaci jakimiś krótkimi historyjkami dołączonymi do instrukcji. Sądzę, że to mogłoby wzbogacić grę.

Nie to jest jednak moim głównym zarzutem. Czytając opis na pudełku można odnieść wrażenie, że będziemy mieć do czynienia z jakąś fantastyczną przygodą, a tymczasem przez niemal cały czas czułam raczej atmosferę smętnego wieczoru w karczmie, podczas którego skrupulatnie planuję, liczę i podejmuję decyzje. Wyruszenie na wyprawę to tylko malutki wycinek całej gry, chwila radości, że udało się pokonać jakieś bezimienne stwory na bagnach czy w lesie. Ale to tylko takie mgnienie, a później znów wracamy do dusznej karczmy.

Ocena Wiktora: 3,5/10

Ocena Kasi: 3/10 

Podsumowanie:

Wiktor:

Karczemne opowieści mnie zawiodły. Są zbyt ciemne, by móc chwalić je za grafiki; mają kiepską instrukcję, więc nie pochwalę ich za przystępność (mam nadzieję, że w sieci pojawi się wersja poprawiona i uzupełniona); sama rozgrywka jest według mnie zbyt ciężka i skomplikowana jak na tak krótką grę.

Z drugiej strony miłośnicy optymalizacji mogą mieć odmienne zdanie, gdyż w tytule niemal nie występuje losowość, a gracze mają dużą kontrolę nad tym, co dzieje się na stole. Mogą też wysilić trochę szare komórki. Mimo że Karczemne opowieści nie przekonały mnie do siebie, to trzeba im oddać, że mają sensowny czas rozgrywki oraz dobrze się skalują - jeśli mechanicznie i tematycznie gra do Was przemówi, to na to raczej nie będziecie narzekać. Jednak zdecydowanie nie zgadzam się z opiniami, jakoby był to tytuł familijny lub lekki!

Kasia:

Po pierwszej rozgrywce podczas Planszówek nad morzem podchodziłam do Karczemnych opowieści z dużą rezerwą ze względu na nieciekawy wygląd i mało intuicyjne zasady. Kiedy już przebrnęłam powtórnie przez reguły i odrobinę się nimi oswoiłam, również mechanicznie gra mnie nie przekonała. Widzę w niej pewien potencjał i oryginalny pomysł, jednak nie jest to coś do czego chciałabym wracać. W trakcie rozgrywek brakowało mi emocji i nie umiałam zidentyfikować się w jakiś sposób z grą. Dodatkowo mechanika sprawiała wrażenie przekombinowanej w stosunku do tego, co ma do zaoferowania.

Ocena:

Wiktor:

Karczemne opowieści to według mnie przeciętna gra, do której pewnie już nie wrócę. Nie jest (co ważne!) zepsuta mechaniczne, bo zastosowane w niej rozwiązania działają, jednak niestety zupełnie do mnie nie przemawiają. Nie znajduję w niej czegoś, co przyciągnęło by mnie do stołu na dłużej i zachęcało do rozgrywania kolejnych partii i poznawania gry.

W przeciwieństwie do Leśnej draki tego samego autora (która obecnie cieszy synka naszej kuzynki) nie będę polecał znajomym Karczemnych opowieści. Wam też zalecam ostrożność, chyba że lubicie krótkie, ale cięższe tytuły pozwalające na duża kontrolę nad grą, no i trochę odświeżoną mechanikę budowania talii (czyli ręki, jak w tym przypadku).

Kasia:

Niestety Karczemne opowieści nie zdobyły mojego uznania. To, czego mi w nich najbardziej brakuje to emocje podczas rozgrywek oraz ogólna satysfakcja i frajda z gry. Nie potrafię wymienić jednego czynnika, który byłby za to odpowiedzialny, sądzę, że składają się na tę ocenę wszystkie wymienione przeze mnie wyżej sprawy.

  • Dla kogo?
Dla: fanów deck buildingu (w trochę innej postaci); zaawansowanych graczy; miłośników cięższych gier z ograniczoną losowością


Plusy:

  • wytrzymałe karty
  • działająca mechanika
  • dwa warianty rozgrywki
  • dobre skalowanie

Minusy:

  • słabo wyczuwalny klimat
  • niewiele emocji podczas gry
  • nieładne grafiki [K.], zbyt nasycone i ciemne kolory
  • proste, ale niestety mało intuicyjne zasady
  • błędy i braki w instrukcji

 Grę przekazało nam wydawnictwo Tailor Games. Dziękujemy!
http://sklep.tailorgames.pl/

2 komentarze:

  1. okładka faktycznie nie zachęca :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że jest tak ciemna, gdyby ją trochę rozjaśnić wrażenie pewnie byłoby lepsze.
      - W.

      Usuń