piątek, 15 lipca 2016

Rebel - wizyta w wydawnictwie

http://planszowki.blogspot.com/2016/07/rebel-wizyta-w-wydawnictwie.htmlZastanawialiście się kiedyś jak wygląda wydawnictwo gier planszowych od środka? A może mieliście okazję zwiedzić takie miejsce? Nam trafiła się okazja, której nie mogliśmy odrzucić - wycieczka po gdańskim Rebelu. I to nie po godzinach, a niemal w samym środku tygodnia! 

Gdańsk nie jest może wielką metropolią, ale brak samochodu może w nim czasami utrudnić życie. Pierwszym wyzwaniem było dotarcie na położoną w okolicach lotniska ulicę Budowlanych. Na szczęście komunikacja miejska nie zawiodła i udało się nam trafić we właściwe miejsce. Siedziba wydawnictwa połączona jest z magazynem i znajduje się w przemysłowej części miasta (a raczej na jego obrzeżach ;)). Będąc już tuż-tuż zaczynaliśmy trochę wątpić, czy zmierzamy w dobrym kierunku, aż nagle naszym oczom ukazała się tablica informująca, że jesteśmy na miejscu.


Siedziba Rebela znajduje się w dużym biurowo-magazynowym budynku, który dzielony jest z oddziałem firmy TNT. Już pierwszy rzut oka pozwolił wywnioskować, że w tym przypadku planszówki to nie tylko hobby, ale też poważny biznes. Weszliśmy do środka i po chwili spotkaliśmy naszego przewodnika i gospodarza - Krzysztofa "Szafę" Szafrańskiego zajmującego się w Rebelu głównie wyszukiwaniem nowych projektów. Od razu udaliśmy się do części wypoczynkowo-planszówkowej, w której akurat kilku testerów przy stole męczyło pewną karciankę. Jak się okazało - to gra, do której wydania przymierza się Rebel. Chodzi o The... Jak się domyślacie, nie możemy Wam tego zdradzić, bo projekt nie jest jeszcze ostatecznie przyklepany ;).


Krzysiek nakreślił nam krótko historię firmy - od małego, dwuosobowego biznesu po jedno z największych wydawnictw w kraju. Planszówkowa korporacja? Nie do końca. Mimo że Rebel to w chwili obecnej już nie dwie, a około trzydziestu osób, to w wydawnictwie panuje raczej przyjazna atmosfera, której zdecydowanie bliżej do tej znanej ze start-upów, niż korporacji (chociaż może było to spowodowane rozdawanymi przez Kasię ciastkami? ;)). To jednak nie powinno dziwić, bo przecież wszystkie pracujące tam osoby w większym lub mniejszym stopniu łączy jedna pasja.

Okazuje się bowiem, że grają niemal wszyscy. Najmniej podobno panie z księgowości, ponieważ ich praca nie łączy się bezpośrednio z procesem wydawniczym, ale i im się zdarza. Upodobania planszówkowe są powiązane z miejscem pracy - panowie z części magazynowej lubują się ponoć w bitewniakach, chociaż może wynika to akurat z dostępności większych stołów ;). Co więcej w Rebelu praktycznie każda decyzja odnośnie wydania danej planszówki, wiąże się z jej wielokrotnym ogrywaniem, także przez kierownictwo. Oprócz względów czysto biznesowych znaczenie ma więc też to czy spodoba się ona załodze - na ogół zielone światło dostają pozycje, które spodobają się co najmniej połowie ekipy.


Co najbardziej rzuciło się w oczy spacerując po siedzibie wydawnictwa? Planszówki. Rozbebeszone. Robiące za podstawki do monitorów. Ustawione na półkach. Leżące na podłodze. Rebelowe i inne. Jedynie dział księgowości był od nich wolny i przez to wyglądał najbardziej "zwyczajnie". Nie chcieliśmy za bardzo uprzykrzać wszystkim życia robieniem zdjęć, ale kilka fotek udało się pstryknąć.

Aby mieć jakieś wyobrażenie o skali działalności wydawnictwa podpytaliśmy o liczby. Ten rok jest dla Rebela bardzo pracowity, bo wydawnictwo wypuszcza na rynek około 100 tytułów. W związku z tym w planach nie ma miejsca na planszówki o nakładach kilkuset sztuk - ich przygotowanie do druku i sprawdzenie zajmuje przecież tyle samo czasu, co tych mogących sprzedać się w tysiącach egzemplarzy. Jak prezentuje się wydawnicza krzywa opłacalności? Podstawowe nakłady to na ogół 2-3 tysiące sztuk, znane i lubiane tytuły drukowane są jednak w większej liczbie. No i trzeba pamiętać też o dodrukach, które po sukcesie danej gry potrafią kilkukrotnie przekroczyć jej pierwsze „rzuty”. Co ciekawe, dotychczasowym przebojem, który sprzedał się na Polskim rynku w około 100 000 (!!) egzemplarzy są niepozorne, ale dobrze znane Dobble.

Miejsce pracy Krzyśka
Rebel to jednak nie tylko działalność wydawnicza, a przede wszystkim hurtowa. Magazyn, do którego mieliśmy okazję zajrzeć robił duże wrażenie - na zdjęciu widzicie część hurtową i palety z grami. Po lewej stronie znajdowała się podobnych rozmiarów część detaliczna z półkami zastawionymi planszówkami. I to jeszcze nie wszystko. Rebel korzysta bowiem również z dodatkowego magazynu, więc widoczne kartony to jedynie działalność bieżąca.

Nie samymi pieniędzmi żyje wydawca. Rebel stara się też promować planszówki wspierając różne instytucje - w firmie znajduje się cała ściana podziękowań od nich - ale też wychodząc z grami do ludzi, czego przykładem jest krążący po Polsce Rebel Game Truck. Jako że Krzysiek zajmuje się wyszukiwaniem nowych projektów, to w pewnym momencie rozmowa naturalnie zeszła na temat testowania i pozyskiwania nowych gier. Warto więc pamiętać o gdańskim REBELatorium - spotkaniach w Biforze, na których można pojawić się z własną grą lub projektem. Kto wie, może okaże się na tyle dobry, że przyciągnie uwagę Rebela? Domorośli twórcy planszówek powinni trzymać rękę na pulsie, bo w planach jest też ciekawie zapowiadający się wyjazd dla początkujących twórców.

A gdzie kończy się magazyn? Gdzieś tam hen daleko ;)
Skoro już rozmawialiśmy o projektantach, to zahaczyliśmy też o Wspieram.to, z którym Rebel współpracował przy okazji T.I.M.E Stories. Krótko mówiąc wydawnictwo jest bardzo zadowolone z wyniku zbiórki i samej akcji, więc nie wykluczone, że jeszcze kiedyś skorzysta z crowdfundingu, szczególnie w przypadku droższych i bardziej geekowych tytułów.

Tak pracuje się w Rebelu ;)
Największym niespełnionym marzeniem z wycieczki było... zagranie w jakąś z nadchodzących gier. Niestety, Krzysiek jest człowiekiem żyjącym trochę w przyszłości - siłą rzeczy spotyka się z projektami w innym stadium, a nowości wydawnicze są dla niego już kilkumiesięcznymi starociami. Cała wizyta była też owiana lekką nutką tajemniczości, jak to często w przypadku wydawców bywa, więc nie wszystko co usłyszeliśmy nadaje się do przekazania światu. A siadając do nadchodzących rebelowych gier, będziemy równie zaskoczeni, co Wy ;)

10 komentarzy:

  1. Świetny materiał! I ogromny props dla pana odpowiedzialnego za wyszukiwanie nowych tytułów, bo ma nosa - na mojej półce zdecydowanie przeważają tytuły Rebela. A wydanie Sherlocka Holmesa tylko umocni tę dominację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat teraz Krzysztof wybrał się do Stanów, więc może za kilka miesięcy Rebel będzie miał co ogłaszać :)
      - W.

      Usuń
  2. Świetna relacja :) a czy jako czytelnicy trochę więcej dowiemy się o autorach blogu? Czy planszówki pochłaniają wam cały wolny czas? Co robicie na co dzień? - że macie czas grać ;). Wiem, że to trochę prywatne pytania, ale zawsze mnie ciekawi kogo najbardziej interesują planszówki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasia to urzędnik na państwowym garnuszku ;), ja aktualnie szukam swojego miejsca :P Grywamy na ogół popołudniami, zależnie od okresu, dostępności znajomych i obłożenia planszówkami kilka razy w tygodniu. Jeśli nie gramy, to oglądamy seriale albo czytamy. To tak w skrócie ;)
      -W.

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź :). Dobrze wiedzieć, że macie czas na swoje hobby jak i na inne aktywności. Nie myśleliście o tym, aby poprzez informacje na blogu, zbierać czytelników z trójmiasta i urządzać granie na mieście :)? Żeby było jak najtaniej w jakimś ośrodku kultury lub YMCA?

      Usuń
    3. Do takiego poziomu sławy, to chyba nam jeszcze trochę brakuje ;) Ale jesteśmy otwarci na jakąś partyjkę z kimś zainteresowani przy okazji jakichś konwentów - pewnie będziemy na Gramy w Gdańsku. Czasami też szukamy chętnych do gry, gdy nasza stała ekipa się wykruszy (głównie na grupie Planszówki Trójmiasto na FB) ;)
      -W.

      Usuń
  3. Genialny materiał :) Następnym razem jak się uda wam trafić do jakiegoś wydawnictwa to proście o więcej zdjęć. Myślę że każdy jest ciekawy jak wygląda proces produkcyjny od zaplecza. Na przykład magazyn wydaje się strasznie pusty jak na takie duże i dobre wydawnictwo. Aż się prosi żeby cyknąć fotkę na której będą zapchane paletami regały i podpis "w końcu jedno z największych wydawnictw" albo coś takiego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były regały zapchane planszówkami, ale też nie mogliśmy za bardzo wchodzić do samego magazynu - BHP. Te palety to bieżące zaopatrzenie - reszta znajduje się w większym magazynie. Może nie widać tego na fotce, ale wielkość magazynu robiła wrażenie.

      I tak, następnym razem weźmiemy lepszy aparat i bardziej przyłożymy się do fotek. To było nasze pierwsze doświadczenie tego typu, nie wiedzieliśmy za bardzo od jakiej strony się za to wziąć ;)
      -W.

      Usuń
  4. Panu grającemu po lewej w tenisa stołowego zwracam uwagę, że paluszek powinien być poziomo :)
    Tenisista

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzeba mieć dużo checi i cierpliwości, aby utworzyć taki wspaniały blog z tak interesującymi postami.

    OdpowiedzUsuń