wtorek, 10 maja 2016

Michał Krzywicki (Baldar) - wywiad

http://planszowki.blogspot.com/2016/05/micha-krzywicki-baldar-wywiad.html

Z Michałem Krzywickim poznaliśmy się w okolicach premiery Cthulhu Światów, kiedy to poprosiłem go o egzemplarz gry do recenzji. Tekst chyba się spodobał, bo obecnie Baldar jest wydawnictwem, z którym współpracujemy najbliżej i zawsze staram się zmienić z Michałem kilka słów podczas odbierania/oddawania pudełek z planszówkami. Podczas jednego z takich krótkich spotkań padła właśnie propozycja objęcia La Cosa Nostry naszym patronatem. Gdy więc z Kasią wpadliśmy na pomysł wywiadu, sprawa wydawała się oczywista - nie będziemy bawić się w maile, pogadamy na żywo! Tak też się stało, mimo trudności sprzętowo-mikrofonowych! Rozmawiało się na tyle fajnie, że nawet przepisywanie półgodzinnej pogawędki aż tak nie bolało ;).

Wywiad podzieliliśmy na cztery części, które zostały oznaczone we wpisie. Są to kolejno: ogólna rozmowa o wydawnictwie Baldar; kilka słów na temat La Cosa Nostry; sprawy wydawniczo-finansowo-techniczne, takie jak np. współpraca ze Wspieram.to oraz - pod koniec - krótki fragment dotyczący gier, nad którymi pracuje Michał i planów na przyszłość.
Miłej lektury!

Kilka słów o Baldarze

Planszówki we dwoje (Wiktor): Jak wpadłeś na pomysł założenia własnego wydawnictwa, jak to wszystko się zaczęło?
Michał Krzywicki (Baldar): Najpierw był pomysł na własną grę – Felonię. Szukałem wydawnictwa, ale już na samym początku pomyślałem: dlaczego samemu nie wydać. I tak to się zaczęło. Rozejrzeliśmy się, nawiązaliśmy kontakty. Bardzo zależało nam na polskiej grze, dlatego też odezwałem się do Jarka i Michała, którzy tworzą Thistory i także ich gra Chicago 1920 dołączyła do naszego katalogu wydawniczego. No, i tak to się zaczęło. Pierwsza nasza gra to Cthulhu Światy (Cthulhu Realms) od TMG.


W: Skoro mowa o grach –  przyjmujecie prototypy?
Oczywiście! Trochę leniwie wychodzi nam praca przy naszej internetowej stronie, mimo że to w sumie nasza wizytówka, ale mamy bardzo dużo roboty. W najbliższym czasie umieścimy informacje dla tych, którzy będą chcieli zgłosić swój prototyp. Powiem szczerze, że mamy już kilka prototypów. Teraz jednak trudno mi powiedzieć, czy coś z tego wyjdzie.


W: Kto stoi za Baldarem? Wydawnictwo to tylko Twoja żona i Ty?
Tak, moja żona i ja, ale filarem firmy jest również mój kuzyn Piotr. Oprócz tego pracujemy z bardzo sympatycznymi ludźmi, którzy odpowiedzialni są za tłumaczenia, skład, grafikę.

Michał z żoną Agnieszką :)

K: Czyli biznes rodzinny plus "na dojście" potrzebni spece?
To nie tylko spece, to są nasi przyjaciele. Bardzo bliscy, więc zaufanie na najwyższym poziomie.


W: Czas na pytanie, które Kasia zadała jak dowiedzieliśmy się o Baldarze – skąd takie logo? Na wikinga nie wyglądasz… ;)
Jak to nie wyglądam? <śmiech> Mam nawet młot Thora <pokazuje wisiorek>. Ale sprecyzuj pytanie - chodzi o samych wikingów, czy o to, że są uśmiechnięci?


W: To i to.
Rozumiem. Uwielbiam ten świat, te klimaty. Zresztą na samym początku moja gra miała być związana z Wikingami. I to gdzieś tam przenikało. Teraz w końcu się cieszymy, że mamy In the Name of Odin [W imię Odyna, niedługo na Wspieram.to – W.], bo to będzie dobrze współgrało. Powiedziałbym tak: logo trochę, przyznaję, przeczy temu, co wydajemy. Oni są uśmiechnięci zadowoleni, a my wydajemy gry tylko o zabijaniu, mordowaniu... .


 

K: Może jeszcze pojawią się gry dla dzieci?
Może... Plany już jakieś są. 


Rodzina jest najważniejsza, czyli La Cosa Nostra

W: Powiedz, skąd wytrzasnąłeś La Cosa Nostrę?
Też robiłem – wszystko wyjdzie na wierzch teraz <śmiech> – grę o mafii. W momencie, w którym spotkały się nasze drogi – Thistory i Baldara – wszystko oddałem Chicago, nawet część pomysłów od siebie. Nie chciałem robić sobie konkurencji wewnętrznej. W związku z tym, że obecnie pracujemy nad Chicago – nie tylko ja, ale kilka grup – to wydanie tej gry odłożyło się w czasie, a La Cosa Nostra gdzieś mi tam ciągle latała po głowie. Impulsem do większego zainteresowania się tą grą było też to, co zobaczyłem w Essen – reakcje ludzi. Czasami to jest tylko impuls. Później miła rozmowa z Johannesem i jakoś tak… 



W: Ale skąd się dowiedziałeś o La Cosa Nostrze? Przeglądałeś niemieckie portale crowdfundingowe? <śmiech> 

Researching, jak to się modnie mówi, to jest ileś godzin roboty. Nie mówię, że codziennie, ale gdy mam wolny czas, to robię researching – nowe, stare tytuły, opisy… cały czas. Trzeba być na topie, ale też patrzeć co kiedyś się podobało – może coś wyda się w nowej edycji. Teraz TMG wydaje Colloseum – my tego wydawać raczej nie będziemy, ale mamy nadzieję, że jakaś inna polska firma się skusi. 


W: Czyli poszukiwałeś czegoś, co by pasowało do profilu wydawnictwa i akurat trafiła się gdzieś tam La Cosa Nostra....
No i tematyka. Bo Wikingowie, mafia <śmiech> 



W: A w tym roku La Cosa Nostra trafi na Kickstartera, prawda?
Tak jest. 



W: Nie boisz się, że brak anglojęzycznych recenzji przełoży się na brak wsparcia. Niewiele o niej wiadomo, filmiki są dostępne jedynie po niemiecku.
Trochę się obawiam, ale myślę, że Kickstarter i tak spowoduje zwiększoną sprzedaż po kampanii. Więc prędzej czy później ludzie poznają się na tej grze. Teraz robimy samodzielną kampanię, swoje progi. Chcemy zrobić coś swojego. 



W: Chcieliście, żeby to było konkretnie przed Kickstarterem?

Nie mogę tak wszystkiego zdradzać, wiecie… W wyniku różnych perturbacji wyszło tak, że my robimy swoje, oni swoje i tyle. 


W: Czy taki mafijno-poważny temat będzie przyciągał graczy?
Raczej tak, mam taką ogromną nadzieję. Liczę na to, nie wiem co jeszcze powiedzieć. Uważam, że na rynku w Polsce nie było jeszcze takiej gry. Jeśli są gry o mafii – to one, w moim mniemaniu - nie chcę żadnej krytykować, ale raczej udają gry o mafii. 



K: Spłycają temat…
Spłycają, albo są grami euro o mafii. Gier euro jest sporo, nie mam nic przeciwko nim, sami je wydajemy, ale… La Cosa Nostra jest dokładnie tym, czym ma być. Już sama tematyka o tym mówi: prostytucja, dilowanie narkotyków… Sami zresztą graliście, więc wiecie. Ta gra nie udaje gry o mafii. 



W: Grałeś w Szmal/Greed wydany przez Rebel? Bo często pojawiają się porównania między nimi wśród osób, które nie znają gry.
Uważam, że to są zupełnie dwie inne gry, łączy je tylko tematyka. Tam mechanika jest inna – draft – tutaj jest hand managment. Nie ma tej brutalności i twardych negocjacji, które są filarem LCN. Nie chcę w ten sposób krytykować Szmalu, bo to fajna gra, po prostu inna od naszej. 


Działalność wydawnictwa, licencje, koszty, Wspieram.to...

W: Pierwszą grę – Cthulhu Światy – wydaliście samodzielnie, a dopiero później zaczęliście korzystać ze Wspieram.to. Dlaczego?
Nie chcieliśmy z pierwszą grą iść w crowdfunding, chcieliśmy nauczyć się samego procesu wydawania gier. Żeby być doświadczonym – nie mówię, że wyrobić markę, bo marki jeszcze nie mamy, ale żeby wyeliminować błędy. A dlaczego Wspieram.to? To jest jeden z… jak to powiedzieć ładnie i w skrócie... To jeden z kanałów sprzedaży, bo czy dzięki wspieram.to sprzeda się przed wydaniem gry 200 czy 300 egzemplarzy to tak czy inaczej jest to duża sprzedaż. Fajne jest też to, że gracze – bo też jestem graczem – mają dostęp do tańszej gry, po prostu. Bo zdaję sobie sprawę, że taki Steam Works jest drogą grą. Jeżeli można ją mieć za 50-60 złotych taniej, to dlaczego nie? Wspieram.to jest też formą reklamy. Nie chodzi o samych graczy, ale ludzi którzy spoza środowiska, którzy zaczynają dostrzegać planszówki. 



K: Bo wejdą i się im wyświetli...
Dokładnie, ktoś zebrał 93 tysiące, wow. To gra planszowa? To teraz gra planszowa nie wygląda tak jak Monopol? Wow. I zaczyna się interesować. Każda udana kampania na Wspieram.to, to kolejny sukces tego środowiska. I graczy, i tych co wspierają, i wydawców, wszystkich, szczerze tak myślę. 



W: Można wydać grę za kasę zebraną na Wspieram to?
Nie. To znaczy inaczej – jak zbierzesz odpowiednio dużą kwotę, to tak. 



W: A za 100% zakładanego wsparcia?
Nieee, to nie. Oczywiście, że trzeba dołożyć. Pamiętajcie o tym, że wydanie gry to nie tylko same koszta produkcji, prowizje dla wspieram.to, dopłata do stretch goali, ale też – pomijając skład tekstu itp. – na przykład wysłanie gier do recenzentów, zrobienie rollupa i mnóstwo innych kosztów.



K: Nie myśli się o tym będąc graczem...
Tak, to tak jak odpowiadałem ci przed wywiadem – z jednej gry nie będzie na emeryturę. Z dwóch też nie, ani z trzech i myślę że z czterech i pięciu też nie <śmiech> 



W: To właśnie częste mniemanie. Jakiś czas temu kolega napisał do mnie z pomysłem: wezmę starą grę, której już w Polsce nie ma, wydam ją i będę ustawiony.
Nieee. Tak łatwo nie jest <śmiech>. 



W: Skoro już jesteśmy przy kwestiach finansowych, możesz zdradzić, ile wynosi koszt licencji? Nie mówię o konkretnej grze, ale tak ogólnie…
Wiesz, nie mogę zdradzać, ale jak poszukasz w Internecie to pewnie znajdziesz o tym informacje. Nie mogę takich rzeczy mówić, bo to wynika z umów handlowych. 



W: Jasne, rozumiem, ale warto było spróbować. A jak wygląda współpraca z zagranicznymi wydawcami? Czy jest to na zasadzie rozmowy mailowej, przyjaznej, czy jednak stricte biznesowe, sformalizowane kontakty?
Wszystko zależy… Ale na przykład mam takie szczęście, jak mi się wydaje, że udaje mi się współpracować z ludźmi, z którymi się gdzieś tam dogaduję, tak jak z Mischą [z wydawnictwa TMG -W.]. Polubiliśmy się, był już w Polsce, przyjedzie ponownie, my zostaliśmy zaproszeni do Stanów w przyszłym roku. Poszerza się krąg znajomych, wydaje mi się, że każdy na moim miejscu odpowiedziałby inaczej, w zależności od doświadczeń. 


Baldar i TMG zwiedzają Gdańsk!

W: Miałeś jakieś negatywne przygody, doświadczenia? Może ktoś nie odpowiedział na Twoje maile?
Miałem, miałem, jedną, ale ciężko to zniosłem <śmiech>. Bardzo mi zależało na tej grze, z tego, co wiem, temu wydawnictwu nie zależy by ta gra ukazała się w Polsce. I nawet nie wiem dlaczego, mogę tylko dumać. 



K: Na ogół chyba każdej stronie zależy na interesie...
Taaak. To raczej wyjątek. Z reguły spotykam miłych ludzi. 



K: Bo pewnie w tym biznesie jest jednak wielu pasjonatów. Robią coś, co jest też ich hobby…
Masz rację. 



W: Wracając do Wspieram.to… Jesteś zadowolony z Waszej współpracy?
Oceniam naszą współpracę 10/10 i jestem zadowolony. Bo ten rodzaj współpracy bardzo mi odpowiada. Dostałem to, czego oczekiwałem. 



W: Od czego zależy sukces na Wspieram.to? Taki Simurgh zebrał pokaźną sumkę, ale są projekty, które nie mogą zebrać nawet kilku tysięcy. Od marki? Tytułu? Promocji?
Nie wiem czy od tytułu, myślę że trochę od wyrobionej marki… Trudno mi to oceniać, bo też jesteśmy trochę spoza branży. Piotr Sobieraj robił w tym biznesie kilka lat i nie wiem, czy było mu dużo łatwiej. My robimy wszystko to, co możemy. Staramy się to robić jak najlepiej, ale wiadomo, zawsze można coś poprawić. Trudno mi oceniać niepowodzenia innych. Widzicie, na przykład jestem bardzo zadowolony z filmiku promującego Steam Worksa, Amerykanie też są zadowoleni i nie tylko oni. Ale przecież nie wszystkim musi się podobać... 




W: A propos Steam Worksa. Gra bardzo się nam spodobała, inni też ją chwalili Na Wspieram to zebraliście ponad 35 tysięcy. Jesteś zadowolony z tego wyniku?
Oczywiście, że jestem zadowolony! Czy mam 100 czy 150 wspierających, zawsze będziemy zadowoleni. Gdybym było więcej oczywiście byłbym bardziej zadowolony, ale konkurencja jest… nawet nie wiem czy to nazwać konkurencją. Jest dużo tytułów na Wspieram.to, a portfel jest ograniczony. Wydaje mi się, że do Steam Works ludzie się szybko przekonają, bo jak sam mówisz, tytuł jest rewelacyjny. Cieszę się, że gdy go pokazywałem w Warszawie, gracze tak bardzo pozytywnie na niego reagowali. Ktoś powiedział, że to najlepsza gra, w jaką grał na Awangardzie. 



K: A z innej beczki. Nie chcecie nadawać grom polskich tytułów? Steam Works został Steam Worksem… 

O widzisz, teraz dotknęłaś czegoś ważnego. Rozważamy ciągle zmianę tytułu… Bo coś takiego jest w polskich tytułach, że jednak przyciągają szersze grono odbiorców. Ludzie bardziej identyfikują się z językiem polskim. Chociaż sam Steam Works jest tak prosty do wymówienia, ale zastanawiamy się nad tym. 


W: Polskie tytuły po prostu chyba lepiej się sprzedają?
Dlatego też zmieniliśmy Cthulhu Realms na Cthulhu Światy, bez względu że to dość dziwnie brzmiało. Zrobiliśmy to pod tym kątem. 



W: Planujecie zmienić model wydawania gier i wydawać je własnym sumptem?
Tak, oczywiście, że tak. W przyszłym roku nawet – nie mogę dużo zdradzić – ale pojawią się nasze gry poza Wspieram.to. Taki np. Steam Works nie nadawał się wybitnie na Wspieram.to, przygotowaliśmy kampanię, ale nie wiem czy pomysł z kartami wynalazców się tak do końca przyjmie. Mówię o tym, jak rozpoczniemy już zabawę po wydaniu gry w polskiej wersji. Ta gra jest tak mało podatna na dodatki, nie mieliśmy pola do manewru. Według mnie ona jest doskonała sama w sobie. Podobne trudności mieliśmy z Simurghiem. Same plansze graczy były zbyt małe, stąd zaproponowaliśmy wspierającym nieco większe ich odpowiedniki. 



W: Odczuwacie konkurencję na Wspieram.to? Terminy akcji? Rywalizację między Wami a GFP?
Nie wiem, czy jest rywalizacja. W przypadku Mistfalla Piotr Sobieraj wiedział, że ruszamy, ale nie było innej możliwości wybrania terminów, bo zarówno on, jak i ja mieliśmy druk. Z tego, co wiem gier na wspieram.to będzie coraz więcej. Mam tylko nadzieję, że wraz z liczbą gier będzie też poszerzać się grono planszówkowe. Mam nadzieję, że właśnie samo wspieram.to nieco przyczyni się do rozpropagowania idei gier planszowych w Polsce. 



W: W wywiadzie Piotr wspominał, że robi swoje i właściwie nie patrzy na działania innych...
Tak, bo nawet nie wiem, czy dałoby się tak zrobić, żeby zmieniać terminy. Do nas niektórzy gracze mieli zarzut, że wystartowaliśmy razem z Mistfallem, a mogliśmy to zrobić później, żeby gracze mogli zakupić Mistfalla i Simurgha. Ale w takim przypadku, musielibyśmy przesunąć kampanię Simurgha również ze względu na inne gry, które miały się pojawić na Wspieram.to. Teraz już nikt nie podnosi takich zarzutów, bo wiadomo jak jest. 


Trochę prywaty i planów na przyszłość

W: Wcześniej, przed nagraniem, wspominałeś, że jesteś nauczycielem historii. Łatwo jest pogodzić taką pracę na etat z wydawaniem gier?
Oj nie... 



W: Bo wiem, że chłopaki z Board&Dice spotykają się wieczorami, siedzą po nocach…
Tak, to zgodziłbym się, że to może fajnie wygląda na Wspieram.to, ale jak siądę w czasie wolnym do komputera rano, to wstaję na przykład po 17. Tak to wygląda, jeśli mam wolny dzień. A jak nie mam, to z chłopakami z Board&Dice mógłbym podać sobie rękę. 


Wolna chwila przed konwentem? Dla niektórych to czas na pracę! ;)

W: O Twojej grze porozmawiamy „na wizji”, czy jednak poza?
O Felonii? To jest właśnie ten ból. Od tego się zaczęło, a nie wiem, kiedy się to skończy. Wydawanie innych gier, innych autorów pochłania tyle czasu, energii i siły, że to sobie tam leży, ale sprawa wyklaruje się już jakoś niedługo. Teraz stawiam wszystko na Chicago 1920, a jest z tym multum roboty. Jeśli wszystko się uda, to myślę, że tak w okresie wakacyjnym będę wiedział dużo więcej o Felonii. 



K: A tak mniej więcej – na jakim to jest etapie?
Miała być karcianka, ale już nie ma mowy o karciance i będzie planszówka. W telegraficznym skrócie: quasi-średniowieczny świat z elementami historii, ale historii tego świata wykreowanego. Jest taka gra jak Pax Porfiriana, jedna z moich ulubionych. To taka typowo historyczna karcianka z planszą. Nie chciałbym porównywać, ale gdzieś tam mnie zainspirowała do pewnych rozwiązań. 



W: To będzie gra konfrontacyjna?
Tak, z negatywną interakcją. 



W: W ilu procentach projekt jest już ukończony?
W pewnym momencie myślałem, że na 80% i ogłosiłem go światu, ale teraz bym powiedział, że cofnąłem się ze dwa kroki, więc matematycznie będzie to trochę kiepsko wyglądało. Ale w wakacje pójdzie do przodu, jestem o tym przekonany. Pomysły mam, po prostu nie mam czasu i siły przerobowej, tych 8-u godzin wyłącznie dla mnie, w których zamknę się w domu, żeby nikt nie przeszkadzał. 



W: A co z Chicago? Wciąż powstaje?
Chcieliśmy, nie ukrywam, promować tym trochę siebie, że będziemy wspierać polskich autorów, zachęcić ich żeby wysyłali do nas swoje propozycje i pomysły, też o to chodziło. No i w tym roku na pewno się nie uda, ale w przyszłym. I chcemy uderzyć też z Chicago na Kickstarterze, prowadzimy rozmowy.


W: Od razu Kickstarter? Obok polskiej edycji, zamiast jej, czy Kickstarter z polską wersją?
Tego jeszcze nie wiemy, to ma być gra z figurkami, więc sprawa jest otwarta.


W: Nie będzie to konkurencja dla La Cosa Nostry?
Nieee, zupełnie inne gry. Całkiem coś innego, nawet nie będą konkurencją dla siebie. Tylko temat podobny.


W: Z naszej strony to chyba wszystko… Dzięki za rozmowę!
Wow, musisz ten wywiad dobrze pociąć <śmiech> Również dziękuję!

4 komentarze:

  1. O, nawet się załapałem na zdjęciu. Michał to zdecydowanie najlepszy wydawca jakiego udało mi się poznać. I nie mówię już tu o grach które z Agnieszką i innymi wydają, nie mówię o ich tematyce czy czymkolwiek innym. Oni po prostu prywatnie są świetnymi ludźmi i każdy kontakt z Michałem, czy Agnieszką jest po prostu przyjemnością. Jakiś czas temu zauważyłem już też pod którymś facebookowym postem, że mimo iż w tym wywiadzie Michał mówi o konkurencji, to tak na serio, w jego przypadku, jest to bardzo zdrowe podejście do tematu. Pokażcie mi wydawnictwa które chętnie, tak jak Baldar, promują również inne projekty, niezwiązane z ich wydawnictwem? Jeśli Michałowi coś się podoba, to daje temu wyraz również na stronie Baldara i nie szczędzi miłego słowa i tym samym reklamy. Super jest też to, że oni są ciepli dla graczy. Chętnie wspomagają, angażują się w inicjatywy - czuć wsparcie. No i trzeba wspomnieć o grach - czekam na Simurgha i Steam Works. Cthulhu Światy są najlepszym deckbuilderem w jakiego zdarzyło mi się grać. Nie ma chyba żadnej, której tematyka lub mechanika by nie mi nie leżała. Widać, że Michał ambitnie podchodzi do tematu - robi ofertę do konkretnego gracza, dla konkretnej grupy odbiorców. I chyba kryterium wydania w tym przypadku nie jest to czy to się jakoś miliardowo sprzeda, ale to, czy Michałowi gra faktycznie się podoba. Ja Michał życzę, żebyś miał zawsze takie podejście jak teraz, bo jak dla mnie, jesteście obecnie najprzyjaźniej nastawionym do zwykłego gracza wydawnictwem w Polsce. ;) Dzięki za fajny wywiad Wiktorze i Kasiu. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Serce rośnie Michał. Oby tak dalej //Artur

    OdpowiedzUsuń
  3. Pan Michał mnie uczy histy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już ja wiem jak uczy, pewnie pod przykrywką zajęć tłuczecie cały czas w planszówki ;) :P
      -W.

      Usuń