wtorek, 24 listopada 2015

Festiwal Gramy 2015 - relacja

http://planszowki.blogspot.com/2015/11/festiwal-gramy-relacja.htmlNasz pierwszy Festiwal Gramy za nami! Na imprezie przez dwa dni spędziliśmy czternaście godzin, w ciągu których udało nam się zagrać w kilka tytułów i pozwiedzać targi. Na pisanie o grach przyjdzie kolej w najbliższym czasie, a teraz zachęcamy do rzucenia okiem na nasze ogólne wrażenia z gdańskiego święta planszówek.





Sprawy organizacyjne

Targi Gra i Zabawa odbywały się w AmberExpo, gdańskim centrum konferencyjno-wystawienniczym, rzut kamieniem od stadionu. Na miejsce można było dojechać tramwajem (bezpośrednio z dworca głównego), co niezaprzeczalnie stanowiło zaletę dla wszystkich przyjezdnych. Hala, w której odbywała się impreza była wielka i bez problemu pomieściła strefę wystawców, wielki games room z wypożyczalnią i masę innych atrakcji, takich jak trampoliny czy dmuchany zamek dla dzieci. Dzięki temu, mimo że na targach było naprawdę sporo osób, na targach nie było tłoku, między stanowiskami wydawców i stolikami w games roomie można było się swobodnie poruszać. Jak łatwo się domyślić, osób chcących pograć w planszówki było więcej niż dostępnych krzeseł i stolików, ale problem rozwiązywała równie oblegana strefa grania na dywanie, w której brak siedzisk nie stanowił przeszkody. Spośród spraw czysto organizacyjnych brakowało chyba jedynie informacji o wydarzeniach w salach na piętrze (warsztatowa, Essen), które początkowo było trochę trudno znaleźć. Strona logistyczna Festiwalu Gramy wypadła bardzo dobrze. Ogromna przestrzeń, porządek i masa atrakcji sprawiały, że po Gramy chodziło się przyjemnie i łatwo.

Rebelowa wyprzedaż
Games room
Sala Essen

Co, gdzie i z kim, 
czyli jak spędziliśmy Festiwal Gramy

Na Festiwalu pojawiło się sporo firm zajmujących się planszówkami, zabawkami, książkami oraz innymi rozrywkami niewymagającymi prądu. Byli modelarze z fajną makietą i pociągami, było stanowisko powstającego Muzeum II wojny światowej z akcją Alarm dla miasta i inni (dużą część udało się nam uchwycić na zdjęciach). Nie przesadzę pisząc, że prawie każdy mógł znaleźć na targach coś dla siebie.

Niemal całą sobotę na targach spędziliśmy z Piotrem (Turlnij) we trójkę przechadzając się po stanowiskach wydawców i sprawdzając, co mają do pokazania. W niedzielę natomiast spotkaliśmy się z Waldkiem (The Fellowship of The Board) i PowerMilkiem (Planszówki okiem PowerMilka), z którymi odwiedziliśmy stoisko Galakty i wpadaliśmy na siebie jeszcze kilka razy szwendając się po hali.

Zdjęcie z Piotrem (Turlnij) i Frédericiem Moyersoenem (Terminy)
Od razu założyliśmy, że nie chcemy spędzać imprezy w games roomie, celując raczej w zwiedzanie stoisk i granie w produkty promowane przez wydawców. Zaszliśmy jednak na jedną partię do sali Essen oraz na chwilę wylądowaliśmy przy stoliku z grą z wypożyczalni. W ten sposób udało nam się zagrać w sobotę w: Potion Explosion, Fluxxx Zombie, Top A Top, 5 Sekund, Terrę, Termity, T.I.M.E. Stories (partia "demo"), Zamki Szalonego Króla Ludwika oraz w niedzielę w: Andromedę, Justice League i Termity (po raz drugi).

W sobotę odwiedziliśmy jeszcze dwa wydarzenia - galę wręczenia statuetek Gry Roku 2015 oraz spotkanie z planszówkowymi celebrytami (Odi z GF, Board Game Girl, Game Troll, Gambit). Na 45-minutowym panelu rozmawiano o łączeniu się z większymi portalami (zagorzałymi zwolennikami tego rozwiązania byli Odi oraz ekipa Board Game Girl) oraz kontaktach z wydawcami. Trochę kontrowersji (naszym zdaniem słusznie) wywołała deklaracja, że część osób nie recenzuje złych gier/nie publikuje takich opinii. Ale wolnoć Tomku w swoim domku ;). Po spotkaniu powoli zaczęliśmy zmierzać w stronę sceny, gdzie miano wręczyć Gry Roku oraz wylosować nagrody.

Oko w oko z wydawcą

Jako że nie samym graniem żyje człowiek, porozmawialiśmy też chwilę o planszówkach. Na stoisku młodego wydawnictwa Baldar spędziliśmy chwilę z Michałem Krzywickim rozmawiając o (tajemniczych jak na razie!) planach na przyszłość. Na tle pudełek z grą Cthulhu światy wyróżniało się jedno skrywające w sobie steampunkowe euro - Steam Works. Co tam robiło? Domyślcie się ;).

W niedzielę zaczepiliśmy Piotra Sobieraja (Games Factory Publishing). Na stanowisku wydawnictwa dostępne były trzy stoliki do gry (Namiestnik, Dominion, Roll for the Galaxy), które chyba cały czas były oblegane (i dobrze!) - w sobotę krążyliśmy w okolicy kilka razy, ale nie udało nam się złapać wolnych miejsc. Od ogrywanych planszówek bardziej interesowały nas jednak te prezentowane na stoliku (Mage Wars Arena oraz Mistfall), a w szczególności ten pierwszy tytuł. Podobnie jak inne gry wydane przez GFP wspomniane tytuły mają pojawić się na Wspieram.to, a do graczy mogłyby trafić w pierwszej połowie przyszłego roku (bez żadnych pewnych deklaracji). Co ciekawe, wydawnictwo nie celuje jedynie w MW Arenę, ale też w nową, szybszą jej wersję - Academy.

Naszym drugim niedzielnym rozmówcą był Jakub Darnicki, autor gry The Unexpected, która na Gramy miała swoje stanowisko testowe. Niestety nie udało nam się osobiście zagrać, ale prezentowała się na tyle intrygująco, że chwilę o niej pogadaliśmy. Ma to być (a właściwie już jest) gra dla 2-5 osób, które wcielają się w niziołki broniące swej mieszkalnej norki zaatakowanej przez gobliny. Gracze współpracują ze sobą, jednocześnie jednak zbierając własne punkty, które na koniec gry wyłonią zwycięzcę. Ciekawostką jest, że kierować oni będą nie tylko niziołkami, ale też goblinami - sami decydując jaki poziom trudności przybierze gra. Figurki, możliwość wykorzystywania przedmiotów na wiele sposobów i zapowiadający się ładny wygląd gry - to wszystko brzmi ciekawie. Prace nad planszówką powinny zakończyć się w ciągu kilku miesięcy - później pozostaje tylko czekać na jej wydanie
Niestety nie udało się nam zagrać w Poczet władców Polski, nad którym pracuje Fabryka Gier Historycznych. Sobotnie losowanie przeciągnęło się na tyle, że nie zdążyliśmy już złapać Adama Kwapińskiego, a w niedzielę mimo kilkukrotnych wizyt przy stoisku Rebela (gdzie Adam tłumaczył Herosów) nie udało się nam na siebie wpaść.

Gry dla duszy, a co dla ciała? Jedzenie na Gramy

W hali wystawowej znajdowało się niewielkie stoisko mogące podratować planszomaniaków ciepłymi napojami, ciastkami, kanapkami itp. Na piętrze AmberExpo była też restauracja/bistro, jednak nie było nam z nią po drodze i nawet tam nie zajrzeliśmy. Wśród stoisk reklamujących planszówki, zabawki i książki znajdowały się jeszcze dwa inne - na jednym, przy samym wejściu sprzedawano żelki (chyba zmora rodziców, bo większości dzieci świeciły się oczy na ich widok), a niewiele dalej można było kupić różnego rodzaju obwarzanki.

Zgodnie z zapowiedziami, na zewnątrz przed wejściem do budynku stały trzy food trucki sprzedające kolejno: zapiekanki, naleśniki i burgery. Pomysł fajny, jednak ciężarówek było zdecydowanie zbyt mało w stosunku do chętnych - na zapiekankę czekaliśmy około 20 minut, na naleśnika chyba nawet trochę dłużej (ale był zdecydowanie smaczniejszy). Nic dziwnego, że w holu AmberExpo co jakiś czas pojawiał się dostawca z pizzą, którą konsumowano na ławkach lub zabierano do środka.

Duża część gości Festiwalu Gramy przyniosła też własny prowiant, żeby nie musieć opuszczać zajętych stolików i stać w kolejkach. Był to szczególnie dobry pomysł dla osób odwiedzających imprezę z małymi dziećmi, którym nie chce się serwować fast-foodów lub kanapek po 5 złotych. Wszystko byłoby świetnie gdyby nie to, że niektórzy zajmowali jeden stolik do gry, a na drugim wykładali całe przyniesione jedzenie zajmując tym samym miejsce, z którego ktoś mógłby skorzystać.

Czy w przyszłym roku też Gramy?

Na pewno tak! Jeśli tylko nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, to postaramy się pojawić na przyszłorocznym Festiwalu Gramy w Gdańsku i prawdopodobnie będziemy chcieli też odwiedzić edycję w Gdyni, która będzie miała miejsce za pół roku.

Gramy to świetna impreza, którą powinni wpisać w swój kalendarz nie tylko fani planszówek. Masa dzieci, wielu niedzielnych graczy i życzliwi wolontariusze w żółtych koszulkach sprawiają, że to świetny pomysł na spędzenie weekendu w gronie znajomych. A co, gdy nie ma się z kim wybrać? Nie powinno to być przeszkodą, bo takich osób też było sporo - zawsze można się do kogoś dosiąść i podłączyć do gry.

Gdański festiwal to najlepsza impreza związana z planszówkami, na której byliśmy i aż wstyd, że nie wybraliśmy się na nią wcześniej. Gdyby jeszcze udało się nam wygrać jakąś grę, bylibyśmy wniebowzięci ;). Cóż, będzie szansa na kolejnych edycjach.

Zdjęcia z imprezy:

10 komentarzy:

  1. No to teraz zazdroszczę jeszcze bardziej ;/. Musimy zatem przyatakować Gdańsk lub Gdynię - a co, maluchy w foteliki i dawaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Gramy w Gdyni są tak samo zorganizowane jak w Gdańsku, to polecam. Dla dzieci nie zabraknie atrakcji - konkursów, jakichś zabaw i gier - a i dorośli znajdą tam coś dla siebie ;).
      -W.

      Usuń
    2. Szkoda, że my mieliśmy ograniczony czas na pobyt na Gramy. Mamy nadzieję, że następnym razem będziemy zostać dłużej niż 2,5 godziny ... ;-)

      Usuń
    3. Tak właśnie się rozglądaliśmy za Wami (a raczej za koszulkami ;)), ale nie udało się dostrzec. Początkowo bałem się, że 10 godzin festiwalu w sobotę to za dużo, ale jednak mieliśmy co robić, więc 2,5 to faktycznie krótko.
      -W.

      Usuń
    4. Ja (Tomasz) wcale nie jestem taki mały, żeby mnie nie zauważyć :P
      My z kolei z blogów to spotkaliśmy tylko Kubę i Anię Polkowskich (Board Game Girl)
      Na pewno jeszcze spotkamy się na jakimś festiwalu ;-)

      Usuń
  2. Festiwal Gdynia nie ma takiego rozmachu. Jest zdecydowanie mniej atrakcji dla dzieciaków, a i wystawcy raczej omijają tą imprezę. Hala w Gdańsku jest chyba 5-6 razy większa od tej gdyńskiej i trudno byłoby się wszystkim zmieścić. W Gdyni ludzie przyjeżdżają raczej pograć i spotkać się ze znajomymi. Jest to dużo bardziej kameralna edycja, ale oczywiście zapraszamy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki za informację. Tak właśnie myślałem, że jednak gdańskie Gramy będzie większe i robione z rozmachem.
      -W.

      Usuń
  3. W ogóle co to za "głupoty" z tym nie publikowaniem negatywnych recenzji przez bloggerów? ;-) Szkoda, że nas tam nie było, bo mielibyśmy sporo do powiedzenia w tym temacie.
    Swoją drogą jest tam literówka w "wolnoć, Tomku, swoim domku" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie rozwiązanie stosują Ania z Kubą - podobno szkoda im czasu na ogrywanie złych gier/tworzenie ich wideorecenzji, dlatego wrzucają recenzje tylko tych dobrych. Nie nasze klimaty, ale na szczęście mamy wolne media, można robić co się chce ;).

      Usuń
    2. Co według nas jest bardzo złym rozwiązaniem - publikowanie tylko pozytywnych recenzji.
      Miejmy nadzieję, że nasze media zawsze będą wolne ;-)

      Usuń