środa, 3 grudnia 2014

Atak zombie - pierwsze wrażenia

Pierwsze partie za nami! Obie wygrała Kasia, która okazała się lepiej przystosowana do życia w świecie opanowanym przez zombie. Boli mnie to niezmiernie, bo z naszej dwójki to ja jestem fanem żywych trupów, z gotowym milionem planów w razie zombieapokalipsy. Tak czy inaczej, wygląda na to, że jedno z nas przeżyłoby epidemię tajemniczego wirusa. A jak wypadł Atak zombie? O tym dalszej części wpisu.




Przed rozgrywką gdy Kasia oglądała elementy gry, ja jak zawsze musiałem zapoznać z instrukcją. Mimo że słyszałem, iż gra jest bardzo prosta, to książeczka pozostawiła kilka niejasności, które skorygowaliśmy dopiero po przetestowaniu Ataku zombie. Na szczęście na forum znajduje się wątek, w którym autor gry osobiście wyjaśnia wątpliwości i odpowiada na pytania. Warto się z nim zapoznać przed rozgrywką.

Początek tury w oblężonym przez zombie kościele. Ludzie jeszcze nieprzydzieleni do zadań
Do rozegrania dwóch pierwszych gier postanowiliśmy wybrać zasady podstawowe, nie wprowadzając do gry agresywnego wariantu z walkami w mieście oraz zabójstwami podczas najazdu.

W Ataku zombie od początku żadnemu z nas się nie przelewało. Brakowało surowców, brakowało ludzi. Gdy tylko do siedziby dotarło jeszcze kilku ocalałych problemem stały się zobmie, które zwabione hałasem zaczęły podchodzić pod barykady. W pierwszej grze gwoździem do trumny okazał się dla mnie atak hordy, która na tyle uszczupliła moje możliwości, że w kolejnej turze ostatni z ocalałych ludzi padł pod naporem umarlaków. Fajnie, że aktywność taka jak produkcja czy wyprawy za miasto przyciągają żywe trupy pod nasze bramy. Czuć klimat zombie, duży plus!

Ulewa zagłusza hałas, dzięki czemu produkcja nie przyciąga zombie
Gra mogła okazać się sucha i sztywna jak zombie leżący na słońcu, gdyby nie czterościenna kostka i karty, które wprowadzają do niej trochę losowości. Za pomocą k4 ustalamy między innymi liczbę umarlaków, które podejdą pod naszą siedzibę, dzięki czemu nigdy nie mamy pewności jak zakończy się ich nocny atak. Karty wprowadzają natomiast przedmioty i podstępy, które można zagrywać, aby zwiększyć swoje szanse lub przeszkodzić przeciwnikowi. Do tego dochodzą wydarzenia, które mogą trochę namieszać pomagając najsłabszemu, przeszkadzając najsilniejszemu lub po prostu działając na wszystkich graczy. Trochę kombinowania, trochę szczęścia, no i karty na ręce - kolejny plus.

Pełne towarów miasto nie cieszyło się jednak naszym zainteresowaniem
Podczas pierwszych gier praktycznie nie jeździliśmy do miasta, wybierając raczej produkcję w siedzibie czy zwiad, jednak już po rozgrywkach doszliśmy do wniosku, że może było to błędem - trzeba będzie przetestować inne rozwiązania w kolejnych partiach. Kasia określiła grę jako spokojną (ale nie nudną!). Była też zdziwiona swoimi wygranymi, gdyż nadeszły one raczej niespodziewanie dla niej.

Przed nocą wszyscy wrócili na tor mieszkańców, jedynie ciężko chory pozostał w izolatce
Podsumowując, pierwsze gry wzbudziły apetyt na kolejne partie i tym samym kolejne strategie, które będziemy stosować. Podobało się nam, chcemy jeszcze :)

Każdy otrzymał swój przydział, pozostaje liczyć, że aktywność nie zwabi zbyt wielu zombiaków
Zdjęcia elementów gry znajdziecie w naszym unboxingu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz