niedziela, 29 czerwca 2014

Wrocławskie Dni Fantastyki 2014

planszowki.blogspot.com/2014/06/wrocawskie-dni-fantastyki-2014.html Dni Fantastyki - galeria zdjęć na Fb. Na Dni Fantastyki wybraliśmy się w sobotę, żeby kolejny raz nie przegapić imprezy mającej miejsce we Wrocławiu. Już jadąc tramwajem wiedzieliśmy, że to dobra linia - wśród pasażerów można było wypatrzyć osoby ubrane mniej lub bardziej steampunkowo. Nawet te nie przebrane wertowały programy imprezy, zastanawiając się nad udziałem w kolejnych prelekcjach i spotkaniach. Po wyjściu z pojazdu nie było również najmniejszych wątpliwości, w którą stronę się udać, bo fala ludzi wylała się z tramwaju i zaczęła podążać w tym samym kierunku. Idąc ich śladem dotarliśmy do Centrum Kultury Zamek, w którym odbywały się Dni Fantastyki.

Pierwszym naszym celem było odebranie akredytacji, na szczęście uniknęliśmy stania w gigantycznej kolejce, która utrzymywała się jeszcze przez kilka godzin po naszym przybyciu. Sobota musiała cieszyć się dużym zainteresowaniem Wrocławian i przyjezdnych gości. Po wejściu do zamku skierowaliśmy nasze kroki do piwnicy, która była przeznaczona dla fanów gier (zarówno planszowych, jak i multimedialnych). 

Niestety, o ile pogoda była słoneczna, to było też wilgotno. Szczególnie odczuwało się to w namiotach wystawców oraz właśnie w piwnicy. Może nie przeszkadzało to w graniu, ale niektórzy pewnie mogli mieć pewne problemy z oddychaniem (przykład - Kasia, która w taką wilgotną pogodę czasami się gorzej czuje). Mimo to niemal wszystkie stoliki były zajęte (przynajmniej do czasu spotkania z Sapkowskim, kiedy to dużą część ludzi wywiało do amfiteatru).

Już po odebraniu akredytacji i zajrzeniu do gamesroomu postanowiliśmy wybrać się do namiotów wystawców, które znajdowały się w pobliżu wejścia na teren zamku. Jak to zwykle bywa na takich imprezach można tam było zakupić niemal wszystko, od koszulek związanych z szeroko pojętą fantastyką, poprzez ozdoby i gadżety do książek oraz gier planszowych. W namiotach było tłoczno, co pewnie podobało się wystawcom, zachwalającym swoje towary, chociaż tutaj też duszność dawała się we znaki. Nie odwiodło nas to od zostawienia kilku złotych na stoiskach - Kasia dostała małe kolczyki w kształcie sów, na stoisku Mad Artisans dorzuciliśmy do tego zakupu jeszcze kolczyki z kostkami i wisiorek do kompletu (przynajmniej będzie mogła mieć przy sobie zawsze 3 K8 ;)). Sam, nie mając nic konkretnego na oku zakupiłem książkę Grzegorza Gajka Szaleństwo przychodzi nocą, a dzięki sympatycznej obsłudze stoiska udało mi się ją tam zostawić, aby poczekała na autograf autora, który pojawiał się przy stoisku i znikał.

Nie zabrakło też gier planszowych, jednak nie zdecydowaliśmy się na żaden zakup. Kupców i Korsarzy, na których miałem apetyt niestety nie było, więc stwierdziliśmy, że nie będziemy kupować nic na siłę. Wśród asortymentu stoisk z grami, oprócz RPG-ów, można było zobaczyć raczej znane tytuły planszówek, od Agricoli czy BSG poprzez gry Portalu, po pozycje dla najmłodszych i szybkie imprezówki. Wybór jak najbardziej słuszny, w końcu nie była to impreza typowo planszówkowa, a pewnie ktoś z niegeeków skusił się na jakiś zakup. Na stanowisku Q-Workshopu można było zaopatrzyć się w przeróżnego rodzaju kości, jednak mimo wysiłków nie potrafiłem wymyślić gry, do której przydałyby nam się nowe kostki :( W sklepiku Portalu dostaliśmy za to demko 51. Stanu, które zabraliśmy do domu i w wolnej chwili będziemy testować.



Po zakupach chcieliśmy wybrać się na jedną z prelekcji, niestety mimo kilkunastu minut w kolejce nie udało się nam to - zabrakło miejsc siedzących, a Kasia nie czuła się na tyle dobrze, żeby stać przez godzinę. Tym samym, mimo kilku ładnych godzin spędzonych na Dniach Fantastyki nie wzięliśmy udziału w żadnej prelekcji - po wypadnięciu z programu Jacka Piekary nie mieliśmy też w sumie aż takiego parcia na te punkty programu. Przyjrzeliśmy się natomiast technologii druku 3D oraz protezie ręki sterowanej za pomocą skurczy mięśni lub myślami (powiało sci-fi!). Hitem dnia było naturalnie spotkanie z Andrzejem Sapkowskim, na które wybraliśmy się głównie po to, aby zrobić kilka zdjęć i zobaczyć autora. W amfiteatrze zgromadziły się tłumy i tutaj brawa dla organizatorów, że pierwotnie mające odbyć się w jednej z sal spotkanie zostało przeniesione na zewnątrz - miejsca na trawie było dużo, wszyscy chętni się zmieścili. Informacje o zmianach też były dobrze wyeksponowane i pojawiały się w różnych miejscach już sporo czasu przed spotkaniem.


Kolejnym krokiem na naszej liście było ponowne odwiedzenie gamesroomu i zagranie w coś ze znajomymi. Przed tym udaliśmy się jednak coś zjeść do grillbaru umieszczonego w fosie zamku. Długaśne kolejki nie odstraszały głodnych gości konwentu, a karkówki, kiełbasy, kurczaki i frytki znikały w zastraszającym tempie. Nie wiem, czy na poprzednich edycjach Dni Fantastyki też była możliwość zjedzenia czegoś, ale był to na pewno świetny pomysł, a ceny nie odstraszały. Na miejscu można było też wypić zimne piwko. Szkoda tylko, że dostępne jeszcze koło 12-13 kanapki, które sprzedawano przy wejściu do zamku później zniknęły. Na szczęście w pobliżu była cukiernia mogąca poratować głodnych. Siedząc przy posiłku udało mi się też odebrać grę 7 Ronin. Przekazało ją nam wydawnictwo Badger's Nest, a teksty o niej wrzucimy jeszcze w lipcu.


Posileni wróciliśmy do gamesroomu, gdzie zagraliśmy w Project Starlight, prototyp gry kooperacyjnej rozgrywający się na opuszczonej stacji kosmicznej. Wcześniej miałem już okazję rozegrać jedną partię we wcześniejszą wersję tej gry. Tym razem przybyło kilka opcji i urozmaiceń, a sama (wcześniej niemożliwa do przejścia) gra stała się łatwiejsza. W tym miejscu też uwaga, że we wnękach w gamesroomie przydałoby się jakieś dodatkowe oświetlenie, bo przy niektórych stolikach było po prostu ciemno. Samej partii nie udało nam się dokończyć, bo chwilę po 17 uciekliśmy ponownie do amfiteatru, żeby obejrzeć konkurs cosplay. Spodziewaliśmy się większej liczby uczestników, całość skończyła się dość szybko. Spora część gości Dni Fantastyki, która była przebrana w różne stroje nie wzięła udziału w tym konkursie, przez co nadal marzy mi się obejrzenie bogatego, długiego i pełnego uczestników cosplay'u. Całe szczęście, że wszyscy "przebierańcy" chętnie pozowali do zdjęć, a i chętnych do fotografowania nie brakowało. Nasze kręcenie się po zamku i jego parku zakończyliśmy na stanowisku ASG, gdzie za skromną opłatą można było postrzelać do celu. Tam też ponownie trafiliśmy na A.S., który przymierzał wojskowe kurtki moro. Atrakcja (strzelanie, nie przymierzanie ubrań przez Sapka) cieszyła się sporą popularnością, zarówno wśród dzieci małych, jak i tych dużych (do których zaliczamy się i my ;)).

Podsumowując jednym zdaniem - było fajnie, za rok postaramy się powrócić do Leśnicy! :)

Jeszcze raz zachęcam do przejrzenia galerii zdjęć z imprezy, którą znajdziecie na naszym profilu na Facebooku -> Galeria zdjęć z Dni Fantastyki.




1 komentarz:

  1. Hej! Byłem też w sobotę. DO środka nie wchodziłęm - dwójka dzieci na karku i jak wypatrzyły plac zabaw w parku niedaleko zamku to koniec... Już ich nic nie interesowało. Jednak nawet z boku impreza wyglądała na fajną i ładnie zorganizowaną!

    OdpowiedzUsuń